„Happy Boo-Day" - głosił napis na stojącym na światłach autobusie.
Seyoon w ogóle nie rozumiał trwonienia pieniędzy by przez jeden dzień oblepić jakiś pojazd twarzami idola. Uważał, że jest wiele ważniejszych rzeczy do opłacenia. Przykładowym wydatkiem mogło być jego nowe mieszkanie w jednym z dzielnic Daegu.
Z trudem zatrzymał się przed zakorkowaną dwupasmową jezdnią, podczas gdy wokół niego dreptała na wysokich obcasach rzesza młodych kobiet, spiesząc się do pracy. Ostrzegano go, że w Daegu żyją tylko urodziwe dziewczyny, ale nie można liczyć u nich na spotkanie, gdyż nic ich nie zatrzyma. W byłej pracy jako pielęgniarz śmiano się, że będzie miał kontakt z płcią piękną jedynie przez przypadkowe stuknięcie w ciasnym tłumie.
„Mieli rację" - pomyślał, sunąć przez tłoczne, hałaśliwe ulice.
Nikt nie zwracał uwagi na pofarbowanego na blond Koreańczyka w dżinsowych spodenkach sięgających nad kolana i błękitnej koszuli wsuniętej tylko do połowy w spodnie - wyraźnie odróżniał się od reszty ubranej w garnitury. Wszyscy już widzieli to wcześniej: młodzieniec pragnący odmienić swoje nudne życie przybywa do czwartego co do wielkości miasta w Korei i mimo wszystko nic się nie zmienia.
Seyoon przeczytał ręcznie wypisane na wydartej kartce z zeszytu.
„Nam-gu" - okręg miejski, w którym znajduje się jego nowe mieszkanie.
„Donghun" - imię właściciela mieszkania i osoba, którą musi odnaleźć w tłumie przed restauracją chińską.
Nawet nie wie kogo ma szukać, może jakby nie załatwił wszystkiego kilka godzin przed wyjazdem, udałoby mu się uzyskać więcej informacji. Niestety widząc tak niską cenę przy ofercie nie myślał za wiele i od razu zadzwonił do właściciela. Dopiero później okazało się, że mieszkanie znajduje się w Daegu, a nie w Gyeongsan, więc zmienił plany i swoją podróż skrócił o jeden przystanek.
- Hej, młody.
Oparł się obok niego o budynek mężczyzna o truskawkowych włosach przykrytych granatowym beretem i ogólnym wyglądem smutnego szczeniaka. Nie wyglądał na biznesmena ani kogoś poważnego.
- Chodzi o mnie? - wskazał palcem na siebie.
- Seyoon, prawda?
- Tak? - w przeciwieństwie do swojego rozmówcy odpowiedział bardzo nie pewnie.
- Jestem Donghun. Chcesz obejrzeć mieszkanie? - uśmiechnął się uroczo.
- Donghun? No to świetnie! - wetknął swoją przepoconą od stresu dłoń w jego delikatną, ciepłą rękę i potrząsnął nią. - Bardzo chętnie. To chyba nie daleko stąd?
- To bardzo blisko, chodź za mną. - przedarł się obok pijących przy stoliku nastolatków i poszedł wzdłuż ulicy, z której przyszedł Seyoon. - Bałem się, że nie przyjdziesz. Wielu ludzi przed tobą od razu rezygnowali z kupna, gdy się dowiedzieli, że... - przerwał. - Jak podróż? Pewnie dokuczały ci korki.
- Jechałem pociągiem. - odpowiedział cicho przez skupienie, aby nikogo przypadkowo nie potrącić.
Donghun poprowadził go w ciemną uliczkę ozdobioną licznymi schodami z obu stron przyczepionych do stojących ciasno budynków. Nie wyglądało to na bezpieczne miejsce. Niektóre okna poprzedzały kraty, a przy nich widniały napisy z nieprzyjemną treścią. Być może to było powodem niskiej ceny mieszkania.
- Masz tu pracę? - kontynuował, wspinając się po żelaznych schodach. - Musisz opłacić zaliczkę za klucze, a za miesiąc całe mieszkanie.
- Tak, wiem. Nie musisz się o to martwić.
Donghun otworzył zniszczone żelazne drzwi i przepuścił nabywcę mieszkania. Na pierwszy rzut oka wydawał się bardzo przytulny, zupełnie nie tego spodziewał się Seyoon. Wszystkie pokoje były utrzymane w stylu lat 70, a zgromadzony kurz na meblach wydawał się jakby tam leżał od tamtych czasów.
- To będzie 3000 won, a w przyszłym tygodniu przyjdę po resztę.
Seyoon bez słowa wręczył mu ustaloną kwotę i udał się w głąb mieszkania tym samym dając do zrozumienia Donghunowi aby zostawił go samego.
Pozostawiony chłopak pierwsze co zrobił to przekroczył próg balkonu. Nie był jakiś specjalny, ledwie półtora metra w każdą stronę, ale wystarczający aby spełnić pragnienia właściciela. Blondyn oparł się o proszącą o odnowienie barierkę i wyciągnął z kieszeni papierosy. Nie cierpiał ich zapachu, ale przez nałóg nie mógł wytrzymać bez nich nawet dwóch godzin. Często obrywał po głowie od siostry, gdy ta podczas zakupów musiała co chwile wychodzić z budynków by Seyoon mógł zaspokoić swój głód nikotynowy. Chłopak uśmiechnął się na to bolące wspomnienie. Po zakończeniu swoich osiemnastu urodzin zupełnie stracił kontakt z rodzeństwem.
Wyjął z kieszeni telefon i w tym samym czasie ugasił peta o barierkę. Miał zamiar zadzwonić po piętnastu latach do najstarszej siostry, ale przypominając sobie jej ostatnie słowa po odejściu, zrezygnował. Dziewczyna miała dość bogatej rodziny, która ciągle przebywała w wyścigu o względy ojca. Wyjechała w dniu urodzin Seyoona, życząc mu szczęścia, a reszcie śmierci.
Spojrzał znad telefonu na sąsiedni budynek. Na dachu zniszczonej fabryki siedział młody chłopak. Na oko wyglądał na dwadzieścia lat, może lekko więcej.
- Hej dzieciaku! - Seyoon czuł wewnętrzną potrzebę zwrócenia mu uwagi. - To niebezpieczne! - przy ostatnim słowie chłopiec zbiegł w dół.- Co do...
Trzydziestotrzylatek stał jak wryty w ziemię. Był pewny, że obcy chłopak zeskoczył z dachu, ale gdy spojrzał na chodnik, nie było po nim śladu. Seyoon przymknął oczy i wciągnął świeże powietrze. Całą sytuację wyjaśnił tym, że jest późno i pół paczki papierosów to było zbyt dużo dla niego.
- Dobra, to twoja wyobraźnia, idioto - mówił do siebie wracając do ciepłego, lekko zakurzonego pokoju. - Jestem po prostu zmęczony...
Odwracając się po szczelnym zamknięciu drzwi balkonowych, zastał tego samego chłopaka. Z tej odległości zobaczył jego nie naturalnie bladą twarz i nie zdrowe sińce pod oczami. Miał mokre od deszczu włosy choć od paru dni nie spadła ani jedna kropla z nieba.
- Widzisz mnie? - zapytał, sprawiając, że po Seyoonie przeszedł zimny dreszcz.
Mimo, że starszego było bardzo ciężko przestraszyć, ten uciekł jak tchórz do łazienki i zamknął się od środka. Trzęsącymi dłońmi odblokował telefon, a następnie wybrał numer do siostry.
- Mam obcego chłopaka w domu! - wykrzyknął gdy tylko ta odebrała. - Co mam zrobić?! A jeśli... - nie dokończył.
Zza kotary prysznicowej wyłonił się znów ten sam chłopiec. To było nie prawdopodobne. Nie było szans, aby ktokolwiek dostał się do tego pomieszczenia. Seyoon z całego stresu stracił przytomność.
Nieznajomy nie chciał zrobić mu krzywdy. Szukał jedynie pomocy.
YOU ARE READING
ddok-ddok; wowkwan
FanfictionZapukał do jego serca i zmienił go w swój nowy dom. ❗WOLNO PISANE
