Prolog

26 2 0
                                        

Elegancki mężczyzna, brunet, ubrany w ciemny garnitur eleganckie spodnie i białą koszulę pod spodem wyszedł właśnie zza tylnej części kilku piętrowego schludnego budynku znajdującego się na Warszawskim Wierzbnie w pobliżu stacji metra o tejże samej nazwie.
Ledwo skończył pracę a już z niej wyszedł, bo  po co siedzieć tam choćby o minutę dłużej, skoro przychodzi punktualnie, nie płacą mu za dłuższe zostawanie. Po wyjściu z terenu budynku zwolnił krok i niespiesznie podążył w kierunku stacji metra. Nucąc pod nosem słowa utworu "America".
— Ehh, to się nazywa muzyka, a nie to techno którego słucha dzisiejsza młodzież. — Mruknął pod nosem pan Tomasz, jakby zirytowany czymś nagle, po czym przyspieszył kroku.
W metrze jak co dzień o tej porze był tłok. Rano przed ósmą i po południu o szesnastej, na stacjach metra na Mokotowie i dalej w kierunku Kabat jest taki tłum że czasami nie da się wsiąść. Tomasz wyjął z kieszeni słuchawki, i jednocześnie idąc zaczął je rozplątywać, trzymając w prawej ręce torbę z dokumentami. Gdy już mu się to udało włożył je sobie do uszu. Wyszukał na YouTubie utwór Rammstein'a który przed chwilą nucił, i odetchnął z ulgą.
— Piękne zakończenie tygodnia pracującego. — Pomyślał. — Czas zacząć weekend. Może bilard z Piotrkiem?
Zadawał sobie to pytanie już od dłuższego czasu. Jakiś czas temu jego przyjaciel zaprosił go na kręgle, wypadałoby się teraz zrewanżować, zwłaszcza ze za kręgle płacił Piotr.
Żółte ściany stacji metra raziły po oczach nie jedną osobę, elegant na swoje nieszczęście zaliczał sie do tego grona. Idąc w kierunku zwalniającego już pociągu metra kątem oka zobaczył dziewczynę którą mijał na ulicy wracając z pracy, była ona jego koleżanką z pracy. Szła z chłopakiem wyglądającym na nie więcej niż dziewiętnaście lat, nie mógł to być raczej jej chłopak, bo ona ma dwadzieścia trzy lata. Młodzieniec był ubrany w czarną kurtkę spodnie moro i glany.
Wyglądał jak punk, którym kiedyś był  Tomek.
Miał dość długie jak na faceta, bo sięgające brody, ciemno brązowe włosy na środku głowy i skrócone prawie do zera po bokach.
Do pełni szczęścia brakowało tylko sterczącego jak szpic irokeza.
— Choć to akurat dobrze, że go brakowało, chodzenie z czymś takim po mieście to idiotyczny pomysł.  — pomyślał były punk.
Minął już wielu takich, zwłaszcza w Złotych Tarasach. Zawsze gdy zdarzało mu się jechać do kina samemu, lub znajomym, tamci zawsze tam przesiadywali. Białe niskie kaloryfery przy Multikinie. Lgnęły do nich różne grupy, i subkultury.
Obok przejechało metro, akurat to świąteczne. Oblepione kolorowymi papierami naklejkami że świętym Mikołajem, choinkami, i reniferami. W środku stalowe rury były oklejone biało-czerwonymi paskami, a każdy wagon w innych kolorach. Tomasz wszedł do pierwszego wagonu, trafił mu się kolor niebieski.

O jeden wymiar za daleko...Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz