18 4 13
                                        

Wiem, że niewiele osób na wattpadzie lubi czytać o bohaterach pochodzenia polskiego, bo, o zgrozo, polskie imiona są takie o k r o p n e w opowiadaniach!, jednak nie mogłem powstrzymać się od podzielenia się tymi cudownymi bohaterami. Wykreowanie ich było przednią zabawą.

Język, którego używają bohaterowie może być zbyt prosty dla czytelników poszukujących czegoś dobrze napisanego, jednak chciałem zawrzeć realia XXI wieku. Mam nadzieję, że mi się udało.

Ignacy spojrzał na przyjaciela tym swoim charakterystycznym zdziwionym wzrokiem. Obie brwi były przerażająco wysoko uniesione w górę, a dolna warga delikatnie wydęta, okulary zaś zsunęły się z delikatnie zadartego nosa mężczyzny. To, co Benjamin robił w tej chwili, było wręcz... Nie mógł nawet znaleźć adekwatnego słowa, aby wyrazić swoje oburzenie! Bezczelne to mało powiedziane!

— Czy możesz mi, do cholery odpowiedzieć... — Wziął głęboki wdech, aby nie wybuchnąć złością. — Dlaczego wypiłeś cały mój zapas alkoholu!?

Benjamin jedynie zakrył się poduszką i obrócił na lewy bok. Okularnik stwierdził, że zaraz coś w nim pęknie i bynajmniej nie będzie to ani jedna żyłka, ani jedna kość jego rudego kolegi. Podszedł do niego i bez nawet najmniejszego zawahania odebrał mu poduszkę. 

— Bo przeżywam — mruknął rozpaczliwie, powracając do poprzedniej pozycji. Z kieszeni wyciągnął telefon komórkowy i włączył na youtube Fur Elise. — Właśnie w tej chwili puściłem solo muzyczne, podczas którego ja będę przeżywał. Przeżywał razem z tobą, mój przyjacielu. Przeżywał mój ogromny smutek, bo nawet alkohol nie potrafił go stłumić!

— A mogę chociaż wiedzieć... Dlaczego? — zapytał Śniegowski, siadając obok przyjaciela, na tej samej kanapie, tylko że przy nogach Benjamina.

Paprotnik zaśmiał się gorzko.

— Stary, ja nawet nie wiem czy jest o czym mówić — rzekł, tym samym dając znać towarzyszowi, że nie ma ochoty rozmawiać o utracie najpiękniejszej pracy, jaką dane mu było wykonywać w swoim niezbyt długim życiu.

— Okej. Nie chcesz to nie mów— odparł Ignacy unosząc delikatnie głowę w geście urażonej dumy. Zupełnie jakby chciał mu powiedzieć "spierdol się z kanapy, ty mała ruda gnido".

— I nie będę. Ale... Ignaceńku... Zamówiłbyś mi rollo z wołowiną na pocieszenie?

— Czekaj, co?— Zmarszczył czoło i wykrzywił usta w niesmaku.— Że ja mam ci postawić żarcie? Ciebie do reszty po...waliło?— Czasem zdarzało mu się w myślach przeklinać na ten głupi zakład o to, że nie będzie przeklinać!— Poza tym, nawet jeśli bym chciał, jesteśmy zbyt biedni na dwa kebsy. 

— To ci powiem, że biedny jesteś — Benjamin zadrwił z przyjaciela. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo zirytuje go tym jednym, a jakże prostym tekstem.

Śniegowski przez dłuższą chwilę toczył wewnętrzną walkę pomiędzy zdrowym rozsądkiem, a chęcią udowodnienia, że mimo wszystko nie jest wcale taki biedny, na jakiego wygląda. Ostatecznie chęć poświecenia banknotami przed Benjaminem zwyciężyła z cichym głosikiem doradzającym: "Nie rób tego, Ignacy! Kto zapłaci za wodę w przyszłym tygodniu jak nie ty!?"

— Wcale nie jestem biedny — powiedział dumnie, zabierając komórkę rudego. Włączył internet LTE, po czym wystukał w wyszukiwarkę "pyszne.pl".

Dwa kebaby rollo z wołowiną pojawiły się po niecałych trzydziestu minutach od złożenia zamówienia.

Wiecie co było najbardziej zabawne?

Za rachunki zapłacił ich trzeci współlokator. 

Rollo z wołowinąStories to obsess over. Discover now