Praca w ramach kalendarza gimnazjalisty na temat:
"Opowiadanie, do którego ilustracją będzie wybrany obraz"
Wybrałam "Nenufary" Claude'a Moneta
***
Pomimo upływu lat historia ta nigdy nie została nakryta wspomnieniami kolejnych letnich dni, przelotnych znajomości i podróży o wiele ciekawszych niż ta do jej niewielkiego świata. Chłopak nie pamiętał każdego jej uśmiechu i gestu, skutecznie wymył te obrazy, tak pełne szczęścia i palącego słońca. Zrobił to, bo wiedział, że właśnie to jest odpowiednie. Nie dlatego, że to, co czuł tamtego lata było złe i nie na miejscu. Postąpił tak, ponieważ niektóre wspomnienia muszą być zapomniane, niektóre obrazy, muszą rozmyć się jak akwarela pozostawiona na stole drewnianej altany w deszczowy dzień, a niektórzy ludzie muszą odejść zostawiając po sobie piętno, które nosimy w pustym już sercu.
I naprawdę się postarał. Zapomniał o wszystkim, poza jednym dniem. Ostatnim dniem.
***
- Kiedy wyjeżdżasz? - zapytała opierając się o drewniany płot okalający sad obok jego tymczasowego domu. Patrzyła się w dal, jak to miała w zwyczaju, a jego myśli jak zwykle w połowie odbiegały od rozmowy i starały się zrozumieć, na co właściwie ona patrzy.
- Myślę, że w niedzielę. Mama zaczęła już pakować swoje rzeczy.
- Nie powiedziała ci na ile tu przyjechaliście - spojrzała na niego zdziwiona. Miała prawo nie rozumieć. Mimo, że spędzili razem każdą chwilę w ciągu ostatnich dwóch tygodni, był to pierwszy raz kiedy poruszyła temat jego odejścia.
- Nie wiem. Może przed wyjazdem coś mówiła, ale raczej nie słuchałem. Po prostu, przy którejś z tych wycieczek przestałem w ogóle o to dbać, rozumiesz...
Nawet jeśli nie rozumiała, wolała to przemilczeć. Trwali tak w ciszy przepełnionej subtelnym szumem wiatru. Ptaki zamilkły razem z nimi przenosząc swoją pieśń gdzieś dalej, do miejsc, w których ktoś chce ich słuchać. Tutaj, przy drewnianym płocie, wśród zielonych jabłoni budowało się powoli Królestwo ciszy. Było ono inne od wszystkich pozostałych, nawet czas wydawał się płynąć tutaj wolniej niż gdziekolwiek indziej. Zapewne królestwo to zdążyłoby znaleźć i swoich poddanych, gdyby tylko jego królowa nie zdecydowała się zburzyć jego fundamentu jednym, zwięzłym, a jakże ważnym dla tego dnia zdaniem:
- Musimy tam pojechać, już dzisiaj.
- Dokąd? - zapytał z trudem, ponieważ nienawidził nie rozumieć, o czym ona mówi.
-Zobaczysz, nie będziesz żałował. Ten widok zostanie ci w pamięci na długo. Założę się, że gdy wrócisz do miasta, wyciągniesz płótno i namalujesz to miejsce. Nie jako drobną akwarelę, tylko prawdziwe dzieło - powiedziała zachwycona i przekręciła się, opierając się plecami o ogrodzenie. Dalej patrzyła w dal, jednak teraz zwrócona ku łanom złotego zboża na przeciwległym polu - Zamkniesz w nim wszystkie kolory tego lata, mówię ci. Ludzie będą zachwyceni, chociaż sami nie będą rozumieć dlaczego, ale ty będziesz wiedzieć doskonale.
- Nie wiem, czy podołam takiemu zadaniu, chyba przeceniasz moje możliwości.
Zaśmiał się lekko, a ona odwróciła się w jego stronę. Kiedy spojrzał w jej oczy, dostrzegł coś, czego nigdy wcześniej tam nie widział. Tę niesamowitą ekscytację, ale także wiarę, bo był pewny, że wtedy w niego wierzyła.
Miała rację i to dzięki niej stworzył swoje wielkie dzieło.
***
YOU ARE READING
Wszystkie kolory tamtego lata
Romance"I naprawdę się postarał. Zapomniał o wszystkim, poza jednym dniem. Ostatnim dniem." Oneshot na polski, który Zuzia kazała mi wstawić :/
