ROZ.1 Marne początki

30 1 0
                                        

Dziś jest dzień, ten stresujący i straszny dzień. Ogromnie się boję, nikogo tu nie znam, nie wiem co mnie czeka. No cóż ale to szkoła, więc mam obowiązek iść. A może by tak udać chorą? Nie! To zły pomysł, mama i tak by się skapneła. Nigdy tak się nie bałam, a może nie muszę się bać, może znów mnie coś wzięło,tak samo jak idę do dentysty. Może odrazu mnie polubią i stanę się popularna, pffyy,  ale banialuki. Już koniec tego bezsensownego marzenia i czas się szykować do tej beznadzieji.
- Hania, zaraz autobus nadejdzie, chodź szybciej.
Z wielką nie chęcią poszłam na dół, co raz bardziej się stresuję. Podeszła do mnie mama.
- Hania ja wiem, że to nowa szkoła i że się boisz, ale wierzę w ciebie i dasz sobię radę, kocham cię
A następnie ucałowała mnie oraz przytuliła, poczułam się lepiej, i pewniej poszłam do autobusu. Gdy już wsiadłam do autobusu, pomachałam mamie, ona też mi pomachała i przesłała mi całusy, uśmiechnęłam się i pojechałam, usiadłam na 4 miejscu, widziałam jak nie znane mi twarze patrząc się mnie, słyszałam ich szepty, nie słyszałam ich wyraźnie, ale usłyszałam parę razy "tamta dziewczyna" , "ta nowa ", z każdym szeptem i z tymi słowami czułam się inna od nich, trochę porzucona. No cóż, zaraz to się skończy, gdyż dojeżdżamy do celu.

Ta zbokuWhere stories live. Discover now