Szłam szybkim krokiem mijając kolejno alejki z żywnością. Doskonale znałam ten sklep, ponieważ był to jedyny taki supermarket w promieniu 12 mil.
Lawirowałam między sklepowymi wózkami i innymi klientami tylko w jednym celu - dział z alkoholem. Lek na uspokojenie. Eliksir szczęścia. Zdawałam sobie sprawę jak silne jest moje uzależnienie od codziennej dawki etanolu. Nie przejmowałam się jednak tym, ponieważ moje życie nadal było stabilne, miałam bardzo dobrze płatną pracę oraz umiarkowane kontakty z ludźmi.
Gdyby nie ten pieprzony dzieciak, który wybiegł mi na ulicę, gdy wracałam z roboty nie byłoby mnie tutaj. Tak to sobie tłumaczyłam. Miał cholerne szczęście, że w ostatniej chwili zahamowałam, jednak matka tego bachora solidnie podniosła mi ciśnienie.
Pokręciłam głową, aby zapomnieć wystraszoną twarz chłopca i w końcu dotarłam. do półek po brzegi wypełnionych alkoholem. Kolejno czytałam etykiety.
- Whisky... nie, za mocne. Wina... nie ma czym otworzyć. Brandy... musiałabym pójść po jakiś sok, a to za dużo zachodu. Wódka... tak, to to.
Chwyciłam 100 ml czystej wódki. Zastanawiałam się jeszcze przez chwilę czy tyle mi wystarczy i ostatecznie wybrałam 200 ml.
Zadowolona z zakupu posłałam uśmiech kasjerce, której rzuciłam £20. Wyszłam z budynku i skierowałam kroki do swojego Mitsubishi. Był to stary model Galant z 2000 roku. Śliczny czarny sedan. Gdy tylko zobaczyłam ten samochód w komisie, od razu się zakochałam.
Rzuciłam portfel i telefon na siedzenie pasażera, aby jak najszybciej otworzyć swój trunek. Wypiłam wódkę duszkiem, czując gorzki smak i ciepło rozpływające się w moim gardle. Tego mi było trzeba.
Oparłam głowę o zagłówek i przymknęłam oczy, układając w myślach dalszy plan mojego dnia. Musiałam jeszcze wypełnić kilka kwitów z firmy i to tyle, cała noc wolna. Podniosłam telefon i wybrałam numer Anny, która odebrała po 3 sygnałach.
- Hej Pegeen, co tam? - usłyszałam jej radosny głos w słuchawce.
- Plany na wieczór? - zapytałam bez zbędnych wstępów.
- Dos gringos. O 20 będę u ciebie.
- Pasuje.
Lubiłam Anne, ale obie nie należałyśmy do ludzi otwartych. Od zawsze rozumiałyśmy się doskonale, chociaż nigdy nie odważyłybyśmy nazywać siebie przyjaciółkami, a tym bardziej opowiadać sobie nawzajem o problemach.
Odpaliłam samochód i poczułam przyjemne wirowanie w głowie. Na samą myśl mojego stanu i tego, że będę teraz prowadzić uśmiechnęłam się do siebie.
Bez większych problemów dojechałam do mojej małej willi. Już nauczyłam się sprawiać wrażenie trzeźwej, ponieważ alkoholizm jest moim problemem odkąd skończyłam 16 lat. W tym roku wybija nam 6 rocznica. Trzeba będzie to opić. Zaśmiałam się w głos, gdy otwierałam drzwi do domu. Przywitał mnie mój kot, Puppy, który łasił się do moich nóg, utrudniając mi chodzenie. Znajda z zaułka Apple Road, ale kochałam go równie mocno co mój samochód.
Taak, miłość do wszystkiego oprócz jakiegoś faceta. Mama wypomina mi to już od dłuższego czasu, jednak nie znajdę sobie mężczyzny na jej zawołanie.
Usiadłam na kanapie, a Puppy wskoczył mi na kolana. Muszę wypełnić te cholerne kwity i przygotować się do wieczornych baletów.
KAMU SEDANG MEMBACA
Dos gringos
RomansaMłoda alkoholiczka poznaje w klubie o nazwie Dos gringos tajemniczego mężczyznę. Do tej pory nie miała do czynienia z miłością, a tym bardziej od pierwszego wejrzenia. Z pewnością nowa znajomość wywróci jej życie do góry nogami. Czy podoła takiemu w...
