Ile razy uciekała, nie potrafiła zliczyć. Za każdym razem obiecała sobie, że to ostatni raz, wiedząc, że i tak do niego wróci. Nie mogła siebie winić za to, że miała nadzieję. Nadzieję na najmniejszą zmianę. Nie miała by jej, gdyby faktycznie nie było żadnych szans na poprawę jego zachowania i tego jak ją traktował.
Patrzyła przez okno i słuchała rapu, choć to nie był gatunek muzyczny, którego słuchała na co dzień. Przelatywała wzrokiem po playliście kilka razy i nic jej nie pociągało. Siedzieć bez słuchawek i nasłuchiwać silnika też nie chciała. Może po prostu nie wiedziała, czego chciała. Powtarzała sobie, że wszystko ma. Kończyła wymarzone studia, miała cudowne przyjciółki, przystojnego chłopaka, o którego inne dziewczyny potrafiły się pobić. A on i tak był z nią i tylko z nią. Był jej wierny. Nigdy nie zdradził. A może to był problem? Gdyby ją zdradził, mogłaby go bez wyrzutów wyrzucić za drzwi i skończyć ten związek raz na zawsze.
Cały dzień padał deszcz. Biegła na autobus z walizką w jednej ręce i parasolką w drugiej. Jej nogawki były całe brudne, buty zabłocone. Kupowała bilet ze stresem, że nie zdąży, jak zawsze. Ale zdążyła. Zawsze zdążała uciec. W autokarze czuła się bezpiecznie. Choć i tak wolała jeździć pociągami. Po prawie godzinie jazdy pogoda się zmieniła. Przestało padać. Miejscami nawet promyki słońca próbowały się przebić przez gęste chmury. To mógł być jakiś znak. Znak podjęcia dobrej decyzji, bezpieczeństwa. Przez kilka dni nikt nie będzie na nią krzyczał. Ale czy nie byłoby pięknie mieć takie spokojne życie każdego dnia? Nie bać się niczego? Móc popełniać małe, głupie błędy i się z nich śmiać? Nancy nie była pewna czy chciała takie życie. Ktoś mógłby podjąć tę decyzję za nią. Albo przynajmniej pomóc jej zebrać w sobie tyle siły, żeby zakończyć związek trwający za długo.
Pięć lat temu wleciał w nią chłopak na korytarzu w budynku, gdzie mieli wychowanie fizyczne. Powiedział tylko szybkie "sorry" i poleciał dalej, zostawiając ją w szoku z narastającą wściekłością. Odwróciła się i przeklnęła pod nosem. Poznała w swoim życiu wielu facetów i żaden nie traktował jej szczególnie. Ale miała już tego dosyć. Nienawidziła ich. Chciała wyrządzić im taką samą krzywdę, jaką wyrządzili jej koledzy w podstawówce albo randomowi kolesie na ulicy. Zawsze przez nich płakała. Oni też powinni płakać.
Dwa tygodnie później ten sam chłopak stał oparty o ścianę na sali gimnastycznej i obserwował grę dziewczyn w piłkę nożną. Gdy go zauważyła, zacisnęła szczękę. Jej koleżanka podała mocno piłkę, więc wykorzystała okazję i przypadkiem kopnęła w złą stronę. Piłka odbiła się kilka centymetrów od niego. Posłał jej skrzywiony uśmieszek. Pokręciła głową.
- Kolega chyba się zgubił. - zwróciła się do koleżanki, wykorzystując krótką przerwę w grze.
- Albo szuka miłości.
- Prędzej guza.
- Może obu. - Nancy parsknęła śmiechem.
Wiedziała, że ją obczajał, gdy szła do szatni po skończonych zajęciach. Przebrała się szybko i wybiegła z szatni, krzycząc do dziewczyn na odchodne. Chłopak stał już przed budynkiem, wypalając papierosa. Widząc go, przystanęła, po czym westchnęła i ruszyła do przodu.
- Hej! - rzucił peta na ziemię i pobiegł za nią, nawet nie żegnając się z kumplami. - Ej, czekaj. - chwycił ją za ramię, od razu się wyrwała.
- Czego chcesz?
- Pogadać. - prychnęła. - Wiem, zachowałem się nie w porządku.
- A zachowałeś się kiedyś fair? - prychnął rozbawiony.
- Nie znasz mnie.
- Dzięki Bogu.
- Myślę, że jednak Bóg chciał, żebym na ciebie wpadł. - zaśmiała się.
VOUS LISEZ
Let's be brave!
ChickLitBądźmy odważne. Bądźmy szalone. Nie bójmy się podejmować ryzyka, spełniać marzeń. I nie bójmy się odmawiać mężczyznom, którzy nie zasłują na naszą miłość.
