- nieno dobra mlody zartowalem - powiedzial anią. - procęty ci w glowie namieszaly i widzisz co kcesz.
- nieno tak sie nie bawimy anią pls myslalem ze jestesmy kolegami - rzulię asz siad z rosczarowania. - wes mie do pana boga co??
- nie jeszcze. zanim sie tam dostaniesz, musisz wypęnic plan.
- jaki
- tajemnica
rzulię sie tak wkurewil ze tszasnol aniąa butlom w lep. niestety, on jusz sie ulotnil i zmarnowala sie tylko nalewka.
- ja pierdoleę - powiedzial i poszed spac, upewniwszy sie uprzednio, ze wszyskie xionszki so w chalupie a dzwi zamkniete na qlucz.
obudzil sie za 3 dni kiedy jusz smierdzial jak dwuletnie majtasy. wysral diabla co wbrew pozorom wcale niebylo takie latwe, skompal sie w deszczuwce i swierzy wyspany zregenerowany po walce sprzontnol i wywietrzyl mieszkanie. wtedy ziad pozywne sniadane- bagieta z salcefixonem to byla bo mu sie za ojczyzno zatesknilo. popil se deszczuwkom i zaczol myslec nad tym, co mu anią przed trzema dniami powiedzial. jaki plan to mug byc @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ tak caly czas myslal.
tak se jad salcefixon i myslal, ze dobrze ze go to spotkalo. przynajmiej ma co jesc.
to byla dobra mysl. wiedzial jusz, ze aniąowi chodzilo, zeby jak najwiecej ludzi zjadlo salcefixon. tylko w ten sposub dostanie sie do boga.
caly dzien czytal xienge i obmyslal ruzne strategie na rospowszechnianie boskiego jadla. wiedzial ze jak bedzie dawac za pieniondze nik sie nie skusi. wymyslil wiec cos ambitnego.
poszed z rana kupic dwa swiniaki.
- siema ądrzejku masz tu jeszcze takie robie wyrub miensny dobre - powiedzial i dal mu slojik salcefixonu.
- jeste wege - odpowiedzial ądrzej
- kurwa krzysiu pojebalo cie??
- jeste ądrEj
- jeden pies kurewa to nie zatrute pokarze ci - otworzyl i wziol trohe do pyska.
- db tera ci wierze - odrzek swiniasz i wjebal pul slojika naras i asz se siad na bruku takie dobre bylo. - japierdole kto cie takie nauczyl robic jak ty francus nie nasz
- tego jusz zdradzic niemoge. dzienki za swinie - i poszed.
swinie jusz zabite lezaly a rzulię myslal jak zdobyc wiecej ludzi .wstawil slojiki do piwnicy, lyknol se nalewke dla zdrowotnosci i poszed spac.
obudzilo go pukanie do dzwi. byla to sonsiadka.
- dziendobry muwil mi ądrzej ze pan dobre jakies jedzonko ma - powiedziala.
- noo zara pani dam prosze se tu dzies przycupnoc.
rzulię polecial szybko jak szczala i przynius 2 slojiki i bule zeby se przy okazji ziesc sniadanie.
- przy okazi zjem se sniadanie - powiedzial.
- db
jad se w ciszy a baba patrzyla se na slojik dugom chwile zanim ogarnol ze baby nieumiom otwierac takich rzeczy. wziol jej sluj odkrencil i oddal. baba wziela se na paluch\
- i co ja mam se to do gemby wsadzic tak -zapytala'
- nie do dupy.
baba patrzyla zdziwiona i jusz chyba kciala to zrobic kiedy rzulię krzyknol:
- @@@@@@@@@@@@@@@@@@DO PYSKA SIEWSADZA TO JES JEDZENIE AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄ
