1. Pierwsze spotkanie

29 0 0
                                        

Marzenia często mijają się z rzeczywistością, a ona boleśnie się o tym przekonała. Życie w Londynie miało być bajką, a stało się koszmarem, z którego nie potrafiła się wyrwać. Nie miała już siły, a do domu nie mogła wrócić, nie po tym co się stało.

O tej porze miasto tętniło życiem, w każdym pubie, barze, restauracji było pełno ludzi, a ona zamiast cieszyć się piątkiem szła w ciemnościach bez celu, musiała uciec od tego miejsca, od chłopaka, który ją zrujnował, od przyjaciół, którzy zadając pytania o jej samopoczucie oczekiwali samych pozytywów, od obowiązków i od samej siebie. Czego się nie dotknie niszczyła to, była jak chodząca klątwa, a w końcu sama zaczęła wierzyć, że jest źródłem nieszczęścia, niepotrzebne do tego jej było Tashword, z którego się wyrwała, a które i tak zdążyło odcisnąć piętno na jej życiu.

Nie wiedziała ile czasu już szła, mijała budynki, jedne obskurne, inne pięknie zdobione, jedne nowoczesne, inne sprzed wojny, aż w końcu zatrzymała się przed wielkim gmachem Teatru Narodowego, do którego przychodziła sama arystokracja. Przyjeżdżając z tej zapyziałej wioski miała ambcję, żeby stać się najsłynniejszą aktorką w całej Anglii, występować tutaj i zbierać oklaski, a została kim? Burleską. Prychnęła pod nosem i kolejny raz załamała ręce, wyjechałaby stąd jak najdalej, ale nie miała pieniędzy, ledwo starczało jej na jedzenie, a co dopiero na bilet, żeby uciec w nieznane. Usłyszała pierwszy dzwonek obwieszczający koniec aktu, sądząc po oklaskach był to już koniec, a ona nie miała zamiaru natykać się na snobów, dlatego ruszyła dalej. Chciało jej się śmiać z ironii sytuacji, tak bardzo pragnęła tam być, występować przed tymi "snobami", a teraz po prosu uciekała.

Kiedy odeszła od budynku usiadła na ławce w bezpiecznej odległości i obserwowała wysypujący się tłum. Panie w pięknych, długich sukniach, a mężczyźni we frakach, każdy z nich zapewne znajdował się w kolejce do tronu. Przerażała ją ta cała śmietanka towarzyska ociekająca fałszem i hipokryzją, każdy do każdego się uśmiechał, a w rzeczywistości wbiłby sztylet w plecy byleby tylko zdobyć koronę. A przecież i tak już są obrzydliwie bogaci!

Wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów i odpaliła jednego, zaciągnęła się dymem i powoli wypuszczała resztę z płuc, musiała jeszcze trochę poczekać, żeby ta cała ferajna się rozeszła. Nagle do głowy wpadł jej pewien pomysł jak pozbyć się tego ciężaru. Obeszła Teatr od drugiej strony i miała nadzieje, że wartę pełni dzisiaj Jack, jak się okazało los chociaż raz się do niej uśmiechnął.

-Witaj Jack - uśmiechnęła się na przywitanie.

-Witaj Rosaline, dawno cię tutaj nie było, czyżby jakieś kłopoty?

-Nawe nie wiesz jak duże. mogę już?

-Myślę, że tak zarządcy zostali zaproszeni na bal do pałacu.

-Dziękuję.

Weszła do środka i tylnym wejściem dotarła za kurtynę, czuła ekscytacje w żołądku, że znów tutaj będzie. Nigdzie nie czuła się tak dobrze, jak na tej scenie. Wolnym krokiem podeszła na środek rozłożyła ręce i zaczęła krzyczeć. Krzyczała jak bardzo nienawidzi życia, świata, Tashword, Matthew, a najbardziej nienawidziła siebie, kiedy już czuła, że głos zaczął się jej łamać, przestała. Usiadła na środku sceny i wreszcie była spokojna, pozbawiona jakichkolwiek emocji i tych pozytywnych i tych negatywnych. Uśmiechnęła się lekko, a kiedy zobaczyła, że w loży ktoś jest i jej się przygląda, uciekła. Słyszała za sobą krzyki, ale w tym momencie liczyło się dla niej jedynie to, żeby znaleźć się jak najdalej. Za włamanie się do budynku należącego do rodziny królewskiej mogła zostać skazana na karę śmierci, a jednak mimo tej całej nienawiści chciała żyć...

Siedział w Teatrze na sztuce Szekspira, która nie powinna nigdy ujrzeć światła dziennego, był sceptyczny przenoszeniu wspaniałej literatury angielskiej na spektakl. Chyba nigdy nie zdarzyło mu się być na sztucę, która choć w pewnym stopniu by go zafascynowała, w przeciwieństwie do jego narzeczonej, która wpatrywała się w scenę w pełnym skupieniu. Miał teraz okazję przyjrzeć się jej, była ładna, ale nie piękna, cera porcelanowa jak wypadało na arystokratkę, nos nie za duży nie za mały, lekko zadarty, oczy przysłonięte wachlarzem najprawdopodobniej sztucznych rzęs, usta wąskie, a włosy jasne, zaplecione w ciasny kok. Nie mógł ocenić jej charakteru, bo jej nie znał, jest to małżeństwo gwarantujące dobre umocnienie struktury wewnętrznej Anglii, jej rodzina miała największe wpływy na politykę kraju, dlatego została wybrana przez Izbę Lordów. Pomimo nieznania kobiety potrafił wyciągnąć wnioski i już wiedział, że ma słaby gust jeżeli chodzi o kulturę, poza tym pierścionki założone na rękawiczki świadczyły o jej próżności. Nie podobało mu się to co już odkrył, chciał, aby jego życiowa partnerka była przykładną przyszłą królową, taką jaką obecnie jest jego matka, skromna, kochająca matka i żona, mądra, inteligenta, z wyszukanym smakiem literatury, mająca swoje pasje, własne zdanie w kwestii wychowania dzieci, kraju i wiele innych cech, które mógłby wymieniać godzinami.

Kiedy wreszcie skończyła się ta tortura nie pofatygował się, aby wraz z innymi bić brawa, cieszył się, że najgorszą część wieczoru ma za sobą, a teraz czeka go jedynie bal z okazji jego zaręczyn. Jego towarzyszka spojrzała na niego z lekkim uśmiechem i podała mu dłoń, jako następca tronu miał obowiązek jako pierwszy wstać i skierować się do drzwi, dopiero później mogli to uczynić inni, zanim jednak wyjdzie, podziękował wszystkim za przybycie i zaprosił do wspólnej zabawy w pałacu. Będąc już przy powozie jego narzeczona zatrzymała się i podniosła dłoń do szyi.

-Zapomniałam szalu? Pójdziesz? - spytała mile, mimo to on był już zirytowany, doskonale zdawała sobie sprawę, że w takiej kwestii powinna skierować swoją prośbę do służby, zadała to pytanie celowo w towarzystwie, bo wtedy nie mógł się temu sprzeciwić ,a ona pokazała swój awans w drabinie społecznej, jej wszystkie przyjaciółki patrzyły na nią z nieukrywaną zazdrością, że następca tronu specjalnie wróci się po jej szal. Chciałby odmówić i pokazać jej gdzie jest jej miejsce, ale etykieta i wychowanie mu na to nie pozwalały, nawet jeżeli ona złamała dworskie zasady, on nie miał zamiaru zniżać się do jej poziomu. Prośba wybranki serca jest uhonorowaniem mężczyzny, w głowie szumiały mu lekcje z dzieciństwa, które mu wpajano. Problem w tym, że ona nawet nie jest wybranką jego serca. Jak brak gustu i próżność mógł jakoś przeżyć tak tym zniechęciła go całkowicie. Niestety musiał poślubić kobietę przed 30 urodzinami, żeby nie zostać zdyskwalifikowany jako przyszły król. Do tego szkolił się całe życie, to było jego przeznaczeniem, które kiedyś wydawało się przekleństwem, a z czasem jego jedyną miłością. W końcu dotarł do loży, w której siedzieli podczas przedstawienia. Schylił się po różową chustę, a wtedy usłyszał krzyk, wyprostował się jak struna i obserwował sytuację, byl gotowy ruszyć na pomoc, jednak to nie był krzyk o pomoc... przynajmniej w sensie fizycznym. Wychylił się z balustrady i ujrzał młodą dziewczynę, która... nie przychodziło mu nic innego niż kolokwializm "darła się" jak bardzo nienawidzi wszystkiego. Był zszokowany i nie mógł się ruszyć, wpatrywał się w to chuchro, z którego wydobywał się potężny głos. Może jest opętana? W pewnym momencie przestała i usiadła na scenie, myślał, że zacznie płakać nad swoim losem, ale ku jego zdziwieniu ona się uśmiechnęła. Może i nie była opętana, ale za pewne nienormalna. Kiedy go zobaczyła rzuciła się do ucieczki, jego próby zatrzymania jej spełzły na niczym.

Zrezygnowany wrócił do narzeczonej, która czekała na niego z promiennym uśmiechem, podał jej szal do rąk i otworzył drzwi, jej uśmiech przygasł, jeśli myślała, że po takim uwłaczeniu otuli ją chustą to grubo się pomyliła, nadąsana wsiadła do wozu, a on zaraz po niej. Kiedy jechali książę mimowolnie patrzył na uliczki chcąc dostrzec uciekinierkę, wiedział, że szanse są marne, a jednak coś mu nie pozwalało zapomnieć o tym spotkaniu. W drodze do zamku nie rozmawiali ze sobą, przyszła królowa co jakiś czas zerkała na twarz swojego narzeczonego, jest przystojny i to niezmiernie ją cieszyło, nie chciałaby mieszkać z mężczyzną straszniejszym niż ciemna noc, liczyła, że wywarła na nim tak ogromne wrażenie jak on na niej. Gdy auto zatrzymało się, kierowca otworzył drzwi i pomógł wysiąść kobiecie. Jako ostatni zajechali do pałacu, ale to akurat nie był problem i tak mieli zrobić wielkie wejście. Chociaż książe uważał, że niepotrzebne im żadne wymuszone zwrócenie uwagi, bo suknia Fiony robi całą robotę, wyglądała jak choinka na Boże Narodzenie. Kobieta chwyciła pod rękę przyszłego męża i rozpoczęli wędrówkę po schodach do drzwi pałacu, będąc już przy sali balowej skinęli głową zapowiadającemu, który stuknął laską, a kiedy na sali zapanowała cisza, ogłosił:

-Przybył książę Henry Headting wraz ze swoją narzeczoną lady Fioną Milishort.

Majestatycznie kroczyli w kierunku rodziców Henry'ego, oboje się ukłonili po czym książe przywitał się z matką pocałunkiem w policzek, a ojcu serdecznie uścisnął dłoń, po formalnej części wieczoru przyszedł czas na tańce. Kolejną wiadomością dla następcy tronu o swojej narzeczonej był całkowity brak rytmu, nie wiedział czy mógł trafić gorzej, ale patrząc na zaproszone przyjaciółki jego przyszłej żony za zgrozą stwierdził, że i owszem mógł trafić gorzej. Koniec balu był dla niego wybawieniem. Chociaż wraz z zamknięciem oczu przyszło kolejne zmartwienie... dlaczego do cholery nie może zapomnieć o dziewczynie z Teatru?                         -Była zdesperowana, potrzebuje pomocy, a ty nie długo będziesz królem, liczy się dla ciebie dobro innych ludzi- pomyślał.
Nie wybaczyłby sobie, gdyby nie zainterweniował. Zajmie się tą sprawą jutro.

Royals: Z Burleski w Królową.Histórias para pegar e não largar. Descubra agora