Kiedy Amelie wchodziła do budynku Akademii Artystycznej nie sądziła, że ten dzień zmieni jej życie na dobre. Była pewna, że będzie to poranek spędzony z nudziarzami w równie nudnej, mało znanej szkole. Fakt, sztuka wywoływała w niej bardzo duże emocje, których nie mogła po prostu opisać, dziwną mieszankę zainteresowania, zrozumienia i podniecenia, ale raczej nie miała ochoty spędzać całego dnia słuchając o Rapchaelu, van Goghu czy innych artystach, których życiorysy mało ją obchodziły. Kiedyś chciała być artystką. Chciała, nawet bardzo, ale łata nie przejmującej się niczym chłopczycy przyczepiła się jej tak mocno, że nic, a nic nie mogłoby przekonać ludzi z jej szkoły o tym, że przejmuje się czymkolwiek innym, niż piłką nożną. W rogu korytarza siedział jakiś chłopak. Wydawał się być równie nudny, jak cały ten budynek nieudolnie próbujący naśladować rzymską architekturę. Miał bardzo jasne blond włosy, ułożone tak, jak większość nastolatków w tym roku, równie jasne zielone oczy, tego rodzaju, że wydawały się być szare, gdy odpowiednio padało na nie światło i idealne, wręcz niemożliwie perfekcyjne brwi. Skrobał coś w notatniku obgryzionym ołówkiem i zdawał się nie zwracać uwagi na dziewczynę. Amelie przeszła obok niego, nie zwracając większej uwagi na chłopaka. Weszła po schodach i przez dobre piętnaście minut szukała klasy swojego wujka. Miała mu zanieść jakieś dokumenty, które jej ojciec rzucił jej na biurko dziś rano. Przeszła przez pół Akademii, ale w końcu dotarła do swojego celu. Pomieszczenie znajdowało się na samym rogu korytarza i przypominała starą, obskurną klasę rodem z Harry'ego Pottera. Nie miała lamp, jedyne co ją oświetlało to światło naturalne, podłogo złowieszczo skrzypiała, co nie robiło na Amelie większego wrażenia, po tym jak razem z jej kolegą Eliotem oglądali ekranizację książek Stephena Kinga przez całą noc. Na półkach leżało pełno starych, zakurzonych książek, przez co pomieszczenie kojarzyło się ze starym antykwariatem. Dziewczyna kątem oka zobaczyła takie pozycje jak Jak dobierać kolory, Rysunek Techniczny i Szkoła Portretu. Jej wujek siedział w środku gabinetu przy drewnianym, olbrzymim biurku i czytał jakieś papiery. Nie wyglądał na typowego artystę, bardziej na prawnika. Miał okulary, krótko przystrzyżone włosy i wyglądał na maksimum trzydzieści pięć lat.
- Wujku...- powiedziała Alice. Nie chciała przeszkadzać mężczyźnie, nienawidziła narzucać się ludziom. - Przyniosłam ci...
- Ah, tak. Połóż tutaj. - powiedział wujek dziewczyny i machnął ręką od niechcenia. Miał tą denerwującą tendencję do przerwania ludziom.
Alice wyciągnęła teczkę ze swojego czarnego, mocno zniszczonego plecaka, rzuciła ją we wskazane miejsce i zbiegła ze schodów pogwizdując piosenkę, którą wczoraj po szkole usłyszała w radio.
•٠·˙ ˙·٠•♥ღ ღ♥•٠·˙ ˙·٠•ღ♥ ♥ღ•٠·˙ ˙·٠
suprise kamilcia
YOU ARE READING
sztuka | reece bibby x oc 👫
Fanfiction《mój pokój ciągle pachnie twoimi perfumami, to tak jakbym leżał obok ciebie 》 gdzie reece chodzi do szkoły rysunku, ale nie czuje w tym sztuki, a amelie ma duszę artysty, ale nie posiada umiejętności.
