Mówią, że rodzina to największy skarb jaki przytrafił się człowiekowi. Jeśli tak jest, czy ja nie jestem człowiekiem? Dla mnie rodzina to powód bólu i cierpienia, zapity ojciec i psychiczna matka, to ma być największy skarb mojego życia? Jedyna osoba, która jest moim skarbem to Adeline, ta mała blondyneczka to wszystko co od zawsze kochałem. Obiecałem sobie, że nigdy nie pozwolę ojcu jej tknąć, lecz ta noc zmieniła wszystko. Wszystko do czego byłem przystosowany przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. 23 września 2016 roku, godzina 6:15 rano.
-Zimno... -Wymruczałem ospały podnosząc się z łóżka i wychodząc spod ciepłego koca. Gdy moje bose stopy spotkały się z chłodną podłogą mruknąłem tylko wiedząc co się stało. Na mojej skórze poczułem chłodny powiew wiatru wpadający do mojego pokoju przez otwarte okno.
-Mówiłem jej by nie otwierała okna w moim pokoju- Zmarszczyłem brwi szybko się podnosząc i podchodząc do okna, w ostatniej chwili zatrzymałem się. Wszystko zwolniło tempa, przymknąłem oczy rozkoszująć się świeżym i ożeźwiającym powietrzem, było to u nas rzadkością przez często palącą matkę i ojca alkoholika. Kiedy cały twój dom śmierdzi tylko tytoniem i wódką nawet najmniejszy powiew wiatru jest jak relaksujące wybawienie z złego jarzma nawyków tych ludzi. Stałem tak w tym komforcie, aż do moich uszu nie dostał się dźwięk tłoczonego szkła z dołu.
-A tam, co się znowu dzieje? - Zaniepokojony zszedłem na dół, zastałem tam zdenerwowanego ojca stojącego nad płaczącą Adeline, dzieliło ich potłuczone szkło. Chwyciłem szybko siostrę za rękę i lekko odsunąłem ją do tyłu stając na jej miejscu. Spojrzałem tylko gniewnie na ojca poczym zchyliłem się by sprzątnąć szkło, ojciec spoglądał to na mnie, to na siostrę ale ostatecznie po prostu odszedł.
-Co się stało Adi? -Spojrzałem na siostrę zmartwiony.
-Tata postawił szklankę na stoliku i przez przypadek ten stolik potrząsłam- Dziewczynka mówiła to z łzami w oczach, bardzo bała się ojca.
-I szklanka spadła?
-Mhm
-Rozumiem... Dobra czas się ubierać, niedługo trzeba będzie iść do szkoły.-
Dziewczynka pobiegła na górę, a ja w tym czasie zabrałem się za przyrządzenie jej śniadania. Rozejrzałem się po kuchni, podchodząc do lodówki z której wyciągnąłem szynkę i ser.
-Kanapki to chyba dobry pomysł- Powiedziałem do siebiei zacząłem robić kanapki. Nie minął kwadrans a mała wróciła na dół ubrana w zielonkawą sukienkę w żółte kwiatki.
-I jak Nathan? -Zapytała mnie dziewczynka.
-Wyglądasz prześlicznie Adi- Odpowiedziałem na pytanie siostry z uśmiechem na twarzy, na co sześciolatka odpowiedziała mi tym samym.
-Zjedz sobie kanapki, a ja w tym czasie pójdę się ubrać- Adeline przytakneła siadając do stołu i zabierając się za kanapki, ja w tym czasie wróciłem do pokoju by się przebrać. Przejrzałem szafę zastanawiając się co założyć, w końcu zdecydowałem się na białą koszulkę i dzinsowe spodenki, z rana będzie co prawda chłodno ale za jakąś godzinę powinno się ocieplić, więc nie ma co się szykować na chłody. Zszedłem na dół, szukając wzrokiem ojca, niestety, czy też na szczęście nie widziałem go w pobliżu. Kiedy wszedłem do kuchni zobaczyłem, że Adeline została jedna kanapka.
-Nie jesz? -Zdziwiłem się szczerze.
-Przecież ty też musisz coś jeść- Powiedziała z uśmiechem na swojej pyzowatej buzi.
-Naprawdę tak się mną przejmujesz?
-Jesteś moim bratem.- Odparła, a jej uśmiech zniknął.
-Czyli mi nie odpuścisz tej kanapki?
-Nie!- Dziewczynce znów wrócił uśmiech, przez co i ja się uśmiechnąłem.
-No dobra, ale zjem po drodze. Musimy już wychodzić.- Sięgnąłem po kanapkę i skubiąc ją lekko ruszyłem z siostrą do drzwi wyjściowych, wcześniej, zakładając buty. Gdy byliśmy w połowie drogi kanapki już nie było, a ja szedłem, prowadząc siostrę za rękę do miejsca znanego mi od, kiedy skończyłem 7 lat. W końcu o godzinie 7:45 weszliśmy do budynku szkoły, jak zwykle szedłem z dziewczynką pod jej klasę, kiedy jednak dziewczynka zobaczyła koleżanki z klasy szybko wydarła się z potrzasku mojej dłoni i pobiegła w krainę zabaw. Na ten widok uśmiechnąłem się tylko wracając do oddziału gimnazjalnego. Niestety ja nie miałem takiego szczęścia do znajomych, co moja siostra. Moi koledzy byli znani całej szkole jako zwykli Ch*je, przez co mi samemu oberwało się tą opinią. Usiadłem pod klasą w ciszy, nikt nie chciał ze mną gadać, bo przecież jak można gadać z kimś z patoli? Jak zwykle wzrok kilku osób spadł na mnie, a część rozmów ucichła. Nienawidziłem tego uczucia, byłem jak trędowaty, z częścią tych ludzi nigdy nie zamieniłem nawet jednego słowa. Moimi uszami nagle przeszedł dźwięk dzwonka na pierwszą lekcję, chemię.
YOU ARE READING
Tam, gdzie kwitną sny
AdventureNathan to szesnastoletni chłopak z patologicznej rodziny, zniósł już w swoim życiu bardzo dużo i widział nie jedno. Jego marzeniem jest by jego młodsza siostra Adeline nie przeszła tego, co on musiał znosić przez te wszystkie lata... Kto by pomyślał...
