O zdradzie serca, pozornego przyjaciela.
Pustka.
Nic.
Ciągle tylko pustka.
Ciągle tylko nic.
Jakby wielka dziura po środku serca.
Czym ją zalepić?
Ta przeklęta pustka.
Dziura, niczym po postrzale.
Ale nie boli fizycznie.
Oczy są zwierciadłem duszy.
Moje spojrzenie jest puste.
Nieobecne.
Bez wyrazu.
Osoby o zielonych oczach lubią zaszaleć.
Bzdura.
Nie mam gdzie.
Nie mam jak.
Mógłbym wcale nie mieć oczu.
Znowu to samo.
Serce.
Serce samo chce zalepić dziurę.
Serce i dusza to jedność.
Skorzystają na tym.
Serce nie sługa.
Rwie się, rzuca.
Karcę je.
A ono wciąż próbuje.
Zdrajca.
Przejmuje władzę.
Chce zabić mózg.
I racjonalizm.
To przeklęte serce.
Jemu nie powinno się ufać.
Nie powinienem był tego robić.
Teraz żałuję.
Ono przejmuje władzę.
Zmusza mózg do wydania rozkazu.
Mózg próbuje stawiać opór.
„Jak jej powiedzieć?"
Nie może mi tego zrobić.
Nie on.
Nie mózg.
To mój przyjaciel.
Ale serce i dusza to jedność.
Chcą zalepić dziurę.
A co, jeśli to zrobi?!
Co, jeśli odwróci się przeciwko mnie?!
Jeśli będzie chciał spełniać zachcianki serca?!
Jeśli wyda rozkaz?!
„Kocham cię".
Widzę, jak padają te słowa.
Serce to nie sługa.
Serce to egoista.
Nie myśli o mnie.
