Był deszczowy dzień a Harry leżał za kszakiem hortensji w portkach. Gdy usłyszał alarm samochodowy poderwał się I już wyjmował Ak-47 gdy zakapturzona postać chwyciła go za szyje . To był wuj Vernon. - najpierw kaptur -powiedział.
Ale po co-powiedział Harry.
Bo masz same portki - odezwał się wuj Vernon
No dobrze - powiedział Harry
Ubrał sie i wyszedł. Deszcz pszestał padać , ale i tak było zimno . Wyszedł przed Srudlejem , który wyszedł 25 min. pózniej.
Harry pomyślał sobie - czemu ja musze tu siedzieć
Nagle ktoś chwycił go za ramie .
To był Srudley
- no co tam frajerze - powiedział z uśmiechem Srudlej
- nico stara donico - odezwał się Harry szorstkim tonem
- odezwał się ktoś kto lubi placki - powiedział srudlej
Nagle niebo pociemniało .
- co ty zrobiłeś Harry -kszykną srudlej
- nie wiem - powiedział Harry ,uświadomił sobie wtedy że jego pryk nie jest tak śmierdzący
Nagle zobaczyli dementorów. Harry nie rozumiał co się dzieje
Dementorzy na Little whinging .
- o schiet - krzyknął Hary
Jeden z nich szedł prosto na niego . Nagle poczuł chłód i zimno. To była ich czarna magia
Wtedy wyjął ak-47 i urzył go przeciw jednemu z dementorów . Potem gdy pierwszy dementor padł na ziemię zobaczył dementora obok Srudleja
- frutkistu mortum , zamknus japus - w tej chwili drugi dementor padł na ziemię . Niestety Srudlej zdążył się zesrać
- no nie -pomyślał Hary biorąc go na ramiona .
Gdy wrócił do domu ciocia Hortensja wybiegła na przeciwko Hary 'emu
- co mu się stało - zapytała ciocia
-
dostał sraczki i zatwierdzenia i tyłek mu wybuchł , a potem zaatakowali nas dementorzy
