Jedno państwo. Pięć królestw. Dziesięciu władców. Dwunastu potomków. Stu dwudziestu tysięcy mieszkańców. Zwycięzcą będzie tylko jedna para. Prawdziwy wyścig rozpocznie się za moment, lecz zanim to nastąpi, cofnijmy się do wczesnych lat państwa, kiedy to przeklęty władca został zrzucony z tronu przez najwierniejszych kompanów.
To był tysiąc setny rok, kiedy do sali tronowej króla weszła jego dwójka przyjaciół. Władca nigdy się na nich nie zawiódł. Byli przecież przyjaciółmi od wielu lat! Jeden z nich pokłonił się towarzyszowi broni i jakby nigdy nic zaczął temat ostatniej z wypraw. Podczas niej morze nie było dla nich zbyt łaskawe. Drugi z przybyłych miał dość miłych pogawędek, więc podszedłszy do monarchy, wbił mu sztylet, ozdobiony szkarłatnymi rubinami, prosto w serce, przez co — jak i przez siłę pchnięcia — upadł na posadzkę, spoglądając na malownicze akcenty na suficie.
— Boże, miałeś mnie chronić od przyjaciół — z jego ust wyleciała stróżka krwi, a za nią kolejne. — Z wrogami poradziłbym sobie sam...
— Szkoda, że wrogowie byli przyjaciółmi — zabójca rządzącego splunął na niego i ruszył w kierunku wyjścia, zabierając po drodze berło i koronę. — Zacznijmy wyścig.
To był koniec całej monarchii. Tamtejsi władcy byli potworni. Nie liczyło się dla nich nic, oprócz tronu w Glance. Wielu z nich poległo w bitwie. W bitwie, która nic nie znaczyła.
W roku tysiąc sto dwunastym na karę śmierci skazano mordercę pierwszego monarchy i jego wspólnika. Karą śmierci było ścięcie za pomocą gilotyny. Tak samo jak oni, nie mieli skrupułów, aby ją wykonać. Zwłoki zostały spalone na stosie na oczach każdego mieszkańca, który mógł przybyć do stolicy. Lud cieszył się z wykonanej sankcji. Kto nie cieszyłby się z takiego obrotu spraw? Prawdziwość tej sytuacji była wręcz absurdalna i kiedy opowiadano ją na przestrzeni lat, nikt w nią nie wierzył. Jedyną rzeczą, która mogła to potwierdzić była zaschnięta plama krwi na kamiennych płytach w zamkniętej od dawna twierdzy w Glance.
Rok po wykonanej egzekucji ludność się zbuntowała. Nie chcieli żyć bez władcy. Wielu chłopów próbowało dostać się do skrytych w czeluściach najmroczniejszego lasu symboli królewskich. Tylu, ilu wyruszyło, tylu nie wróciło. Nie wiedzieli, czy zginęli na morzu, czy w walce, ale wiadome było jedno, oni już nigdy nie wrócą. Trzech głupców wybrało się w podróż. Trzech głupców trafiło na dno morza. Trzech głupców chciało się dostać do niedostępnej od lat fortecy.
Mamy skończoną opowieść o samych początkach, więc przenieśmy się w czasie o sto dziewięćdziesiąt lat. W roku tysiąc trzysta trzecim na tron w Glance zasiadła królowa o nienawistnym spojrzeniu. Przez nią, jak i przez jej monarchię, królestwo zaczęło podupadać. Okoliczni chłopi znali przypowieść, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie, lecz nie wszyscy w nią wierzyli. Tron obejmie tylko osoba o czystym sercu. Przecież taka osoba nie miała prawa bytu. Kraina w jakiej to wszystko się wydarzyło zwana była Lux, a to co działo się potem, przechodziło najśmielsze wyobrażenia. Kobiety ginęły na stosie, a dzieci były wydawane do wojska. Na takich zasadach żyli przez równe trzydzieści lat. Koniec końców królowa zmarła na wskutek działania silnej trucizny, którą podano jej na jednej z ważniejszych uroczystości. Jej najmłodsza z córek od samego początku była jej przeciwna, dlatego wyjechała ze stolicy, zanim to wszystko się rozpoczęło. Księżniczka osiedliła się w jednym z mniejszych królestw. Nikt nie wiedział, kim ona tak naprawdę jest. Nastolatka pracowała w miejscowej karczmie, gdzie nikogo nie dziwiło tak urocze dziewczę, jakim była Cyntia. Cyntia miała rude, krótkie włosy i jasnoniebieskie oczy, które w niektórych momentach wydawały się być białe. Tego dnia w karczmie nie było wiele osób, jednakże jedną z nich był następca tronu, książę Ariel.
— Coś podać? Polecam świeży schab z upolowanego dzika.
— To poproszę oraz kufel piwa — książę rzucił na stół sakiewkę ze złotem, którą Cyntia musiała zabrać i odliczyć z niej trzy monety.
— To jest reszta — uśmiechnęła się delikatnie i oddała mu sakwę pełną pieniędzy.
Chłopak kiwnął głową i zagłębił się w oglądaniu otoczenia. Do baru wpadło paru rycerzy z rysunkami księżniczki. Cyntia szybko domyśliła się, że jej szukają, więc czym prędzej ukryła się w kuchni, gdzie stara niania pozwoliła, aby dziewczyna mogła wejść pod stół.
— Gdzie ona jest!? Gdzie jest księżniczka Cyntia!?
— Nie macie prawa tu być. Wynoście się albo wezwę straż.
— Kim ty niby jesteś?
— Książę Ariel, jedyny syn królowej Sonji i króla Arona, a równocześnie następca tronu — na jego słowa jeden z rycerzy wyjął miecz z pochwy i zwrócił go czubkiem w stronę następcy tronu.
Rudowłosa nie mogła pozwolić, aby przyszły król za nią walczył. Z postawą dumnej księżniczki wyszła z kuchni i stanęła przed głównym wojownikiem. Tamten zdziwił się, kiedy ją ujrzał, ale nie opuścił swojego miecza.
— Opuść miecz — kiedy się nie posłuchał, ponowiła rozkaz. — Rozkazuję ci opuścić miecz — jej głos był opanowany i pewny siebie.
Rycerz w dalszym ciągu trzymał miecz w górze, nie zamierzając go chować, przez co Cyntia złapała dłonią za ostrze i zwróciła je w dół. Nie przejmowała się bólem i spływającą krwią po ręce.
— Rozkazałam ci opuścić miecz.
— Nie będzie mi rozkazywać była księżniczka. Władzę przejął twój kuzyn, a my mamy rozkaz cię aresztować. Panowie, zaprowadźcie księżniczkę Cyntię do powozu.
Dziewczyna bez słowa ruszyła za dwójką rycerzy w stronę powozu, który stał niedaleko karczmy. Wiedziała, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym będzie musiała opuścić to urocze miasteczko. Aresztowana przez własnego kuzyna, który przejął tron, który to ona miała zająć po śmierci matki, lecz zanim to się stało, uciekła jak najdalej od jej przeklętej polityki. W tamtym momencie przestała być księżniczką Cyntią. W tamtym momencie stała się uciekinierką, ale to tutaj czuła się dobrze. Przyszły król wyszedł z karczmy i spojrzał na dziewczynę ze smutkiem w oczach. Chciał jej pomóc, ale czy potrafił?
— Puśćcie ją — Cyntia na jego głos odwróciła się ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
Ariel podszedł do niej, złapał ją za jej zdrową dłoń i podszedł do swojego szarego konia. Podsadził zgrabnie księżniczkę i usiadł za nią, odjeżdżając galopem w stronę pałacu, gdzie od razu ruszyli w stronę sali tronowej, w której siedziała para królewska. Ich syn spoglądał, czy Cyntia na pewno idzie za nim, a gdy upewnił się, że nastolatka stoi w progu, zbliżył się do rodziców, cicho informując, iż znalazł odpowiednią kandydatkę na żonę.
Po tym wydarzeniu zaczęli się rodzić nowi potomkowie, którzy mieli stoczyć walkę o główny tron. Adrenalina wzrasta wraz z kolejną wygraną. Wygrać będzie trudno, kiedy nie ma się pojęcia, kto jest najgorszym przeciwnikiem, a kto tylko zawadza. To wszystko będzie miało swój koniec, jak i początek nowego świata.
YOU ARE READING
Wyścig o koronę
FantasyRok tysiąc setny nie był zbyt pomyślny dla całego Lux. Każdy kolejny rok był zbyt krwawy. Wiele kobiet zginęło poprzez choroby, a nawet spalenie na stosie. Koniec był zaledwie początkiem. Jedna stolica. Pięć królestw. Dziesięciu władców. Dwunast...
