Ofiara

21 2 0
                                        

Kilian w całym swoim najemniczym życiu nie przeczuwał nawet, że nastanie dzień, kiedy będzie żałował podjętych przez siebie decyzji. To miała być zwyczajna, prosta i dobrze płatna robota. Ot eliminacja czegoś co buszowało po ruinach. Mieszkańcy prosili, aby on i jego drużyna zachowali ostrożność. On jednak uważał, że jak zwykle przesadzają, a to co tam się znajduje to jedynie jakieś dzikie zwierzę. Wizja łatwego pieniądza była tak silna, że nie myślał nawet o tym, jak wszystko może się skomplikować. Wraz z dziewiątką swoich kompanów rozpoczęli rozpoznanie. Ruiny te miały w sobie coś magicznego, nawet on, człowiek który zawsze uważał istnienie magii za bajeczkę dla dzieci, czuł, jak to miejsce tętni jakąś nieznaną mu energią. Już wtedy myślał, aby zrezygnować i wycofać się, jednak na własną zgubę odgonił te myśli i ruszyli dalej. Nie potrzebowali dużo czasu na znalezienie czegoś co przypominało schody do katakumb. Przypominało, bo ciężko było nazwać schodami coś tak zniszczonego. Wojny jakie miały kiedyś miejsce w tych rejonach odcisnęły swoje piętno, ale trzeba było zacisnąć zęby i iść. Katakumby okazały się rozległe, ale nie były całkowicie pozbawione światła. Widać było, że ktoś tutaj przebywa, gdyż pochodnie na ścianach płonęły, jakby zapalone zostały całkiem niedawno. Tworzyły one ścieżkę, którą zaczął podążać wraz z drużyną. Mieli się cały czas na baczności, w końcu nawet on uznał, że nie będzie wcale tak prosto jak sądził. Nie chcąc jednak dać za wygraną postanowił dokończyć zlecenie. Po kilku minutach wkroczyli do sali, na środku której stał młody chłopiec. Na oko miał koło 16 lat. Dziewczęce rysy mogły nieco zwieść innych co do jego płci, jednak szata jaką miał na sobie odkrywała tors, więc o pomyłce nie było mowy. Widok ten nieco rozbawił Killiana. W tej chwili całkowicie ustąpił w nim strach. W końcu mały chłopiec nie mógł być wcale groźny. Ta sama myśl przeszła przez głowy reszty jego ekipy. Mike, najstarszy z nich, były komandos, postanowił podejść bliżej i wycelował prosto między oczy chłopca.

- Przykro mi mały, to nic osobistego, ale bez trupa nie dostaniemy nagrody.

Zabicie dziecka nie było co prawdy zbyt bohaterskie, ale nie chcieli by taka kasa im przepadła, bo mieli skrupuły. Killian przymknął oczy śmiejąc się w duchu, że przez chwilę naprawdę wierzył w to, że jednak zastaną tu coś niebezpiecznego. Dźwięk który jednak zaraz usłyszał nieco go zaniepokoił. Nie był to strzał, ale mocny huk tuż pod jego nogami. Otworzył oczy i spojrzał w miejsce z którego dobiegł ten dźwięk. Nie mógł w to uwierzyć. Ciało Mike'a leżało zmasakrowane pod jego nogami. Spojrzał na resztę drużyny. Każdy z nich jakby dopiero starał się zrozumieć co tu właściwie zaszło. Przeniósł zaraz wzrok w stronę chłopca i wiedział, że jeśli przeżyje, to zapamięta ten wzrok do końca życia. Walczył na wielu wojnach, z wielu tragicznych sytuacji wychodził ze szwanku, ale nigdy nie bał się tak jak teraz. Oczy chłopca, jasno-zielone lśniące oczy patrzyły w jego kierunku. Czuł, że ten wzrok nie jest skierowany na niego, ale przeszywa na wylot jego ciało. W końcu zrozumiał, że przyjście tutaj było błędem.

- Wycofać się, wycofać.

Ryknął najgłośniej jak umiał i podniósł lufę karabinu, strzelając krótkimi seriami w stronę tego czegoś, co wyglądało tak niewinnie, a bez problemu zabiło dobrze wyszkolonego najemnika. Odwrót jednak był łatwiejszy do wypowiedzenia niż do wykonania. Chłopiec z uśmiechem na ustach omijał każdy wystrzelony w jego stronę pocisk i zbliżał się do nich nieubłaganie. Killian widział śmierć swoich towarzyszy, gdy tylko zagrożenie dotarło dostatecznie blisko nich. Gdy w końcu udało mu się wydostać z katakumb, uzmysłowił sobie, że jest całkowicie sam. Nikomu prócz niego się nie udało. Opadł na kolana patrząc z przerażeniem na wejście. Nie zobaczył jednak tego potwora który bez problemu rozbił jego drużynę, usłyszał za to tylko głośny śmiech dochodzący stamtąd. Chciał wstać i uciec, ale uzmysłowił sobie, że ucieczka nic nie zmieni. Do końca życia te oczy będą nawiedzać go w koszmarach, do końca życia będzie czuł, że to z jego winy oni wszyscy zginęli. Niewiele myśląc wycelował sobie w skroń i pociągnął za spust. Mieszkańcy wioski byli jednak całkowicie spokojni. Jakby wiedzieli co się stało i przeczuwali to od samego początku.

Zbiór opowiadańStories to obsess over. Discover now