~ I Pokolenie ~

67 0 0
                                        

Nowa szkoła. Coś czego chyba nikt nie lubi. Lub kompletnie na odwrót. Mercy właśnie była w takiej sytuacji. Nowa szkoła z początku była dla niej największym koszmarem. Od samego początku nie chciała zmieniać swojej codzienności,jednak gdy się dowiedziała o przeprowadzce było już za późno i nie mogła zmienić decyzji swojej mamy. 

[POV MERCY]
New York-moje nowe miejsce zamieszkania. Dowiedziałam się o tym kilka dni temu,więc nie miałam nic do gadania. Choć i tak moje życie nie było zbyt ciekawe. W pewnym sensie ta przeprowadzka była potrzebna.
Dziś nadchodzi pierwszy dzień mojej nowej szkoły. Mimo iż jestem cała zestresowana,staram się myśleć pozytywnie. Ubrałam czarną sukienkę i białe balerinki. Rozczesałam swoje włosy i pozostawiłam je rozpuszczone. Zrobiłam lekki makijaż  i dodałam najważniejszą część mojego ubioru,kokardę na włosy. Przyozdobiłam  fryzurę czarną ozdóbką w białą kratkę. 
Wzięłam swój telefon i skierowałam się  na dół aby zjeść śniadanie. Na blacie zauważyłam talerz z jajkami i bekonem. Obok był liścik napisany pięknym,pochyłym pismem-mama.
„Masz tutaj śniadanie.Śpieszyłam się do pracy. Do szkoły będziesz jeździła autobusem,masz też na bilet. Do zobaczenia w domu kochanie."
Wyjęłam z pod talerza pieniądze i schowałam pod etui telefonu. Zjadłam szybko śniadanie po czym wsadziłam talerz do zmywarki. Poszłam do swojego pokoju,wzięłam plecak i wyszłam z domu. Wyjęłam z plecaka słuchawki i po podłączeniu ich do telefonu wsadziłam je w uszy. Włączyłam muzykę i krzyżując ręce pod    piersi udałam się w kierunku przystanku autobusowego. Wsłuchałam się w słowa piosenki i stawiałam kroki. Po chwili zobaczyłam przystanek,więc się nie śpieszyłam. Nagle na głowie poczułam pojedyncze krople wody. Nadal trzymałam się swojego tempa chodu i szłam w kierunku zatłoczonego już przystanku. W jednym momencie zrobiła się ulewa ,a ja byłam już cała przemoczona. Autobus momentalnie zatrzymał się przy przystanku ,ludzie wbiegli do autobusu i już miał odjechać. Ruszyłam biegiem w stronę autobusu.

-Ehh,jebany piątek trzynastego-mruknęłam i weszłam do pojazdu.

-Dzien dobry,bilet miesięczny proszę-powiedziałam po wyciągnięciu słuchawek i zaczęłam szukać pieniędzy.

Kierowca mruknął coś pod nosem i wpisał kod na maszynce,która miała wydrukować mały kawałek papieru.
Podałam mu pieniądze, a on natychmiastowo schował je w metalowym pudełku. Oddał mi moją własność ,a ja ruszyłam w stronę miejsc.
Usiadłam na pierwszym,wolnym miejscu jakie znalazłam,nie pytając nawet o pozwolenie osoby obok. Zdjęłam etui z telefonu i próbowałam go wytrzeć w już i tak przemoczony materiał sukienki.

-Mike-powiedział chłopak wyciągając w moją stronę chusteczkę do wchłaniania wody dla przemoczonych rzeczy,jak na przykład mokry iPhone.
Spojrzałam na niego z początku zdziwiona ,a potem uśmiechnęłam się i wzięłam chusteczkę.

-Mercy-powiedziałam próbując dokładnie wysuszyć telefon.

-Bardzo,ładne imię-powiedział i uśmiechnął się ukazjąc słodkie dołeczki w policzkach.

-Dziękuję-powiedziałam lekko zawstydzona-I za chusteczkę i za komplement.

-Co do chusteczki to nie ma sprawy,a za komplement ,nie musisz dziękować,za prawde sie nie dziękuję-powiedział i przejechał delikatnie dłonią po mojej.

Momentalnie przeszedł przez moje ciało dreszcz ale nie dałam mu tej satysfakcji i dalej się uśmiechałam jakby to nie miało miejsca.

-W ogóle to mam pytanie,bo mówisz biegle po angielsku,masz też typowo amerykańskie imię ale masz jednak ten obcokrajowy akcent. Nie jesteś z Ameryki?-zapytał i spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi.

Shadow of StarsStories to obsess over. Discover now