Dokturek

19 3 0
                                        

Była sobie pewna dzieweczka z laseczka, którą była Genowefa. Genowefa była bardzo szczęśliwa, bo idzie do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Ubrała neonową, różową sukienusie i poszła do szkoły. Niestety na miejscu spotkała same złe rzeczy. Została odpchnięta, bo była skarpetą. Zygmunda Kulczyk kazała jej się położyć na podłodze i zatańczyć makarene, a później przynieść jej soczek, bo zmęczyła się samym patrzeniem. Genowefcia bała się Zygmundzi, więc robiła wszystko co jej kazała. Niestety skarpecia nie miała też szczęścia u nauczycieli. Nauczycielka matematyka nakrzczała na nią, bo wyskoczyła przez okno i nie umarła. Genowefa rozpłakała się i wpłynęła do zielonego kanału, w którym był wąż. Zły zwierz zjadł skarpecie, ale zaraz ją wypluł, bo smakowała jak spocona skarpeta. Takim sposobem wypłynęła z kanału i zaczęła iść w stronę domciu. Po drodze spotkała Zygmuncie, która kazała jej położyć się na ziemi i zaznaczyć makarene, a potem przynieść jej soczek, bo zmęczyła się samym patrzeniem. Brudna, neonową sukienka stała się fioletowa. Genowefcia była zrozpaczona, bo znów będzie musiała iść do pralki.
Pojechała do szpitala, bo przypomniało jej się, że bolała ją ręka.
Okazało się, że jest złamana. Brzydki doktur założył jej gips i powiedział, że teraz musi wyskoczyć przez okno. Wdzięczna skarpecia zrobiła to co kazał jej doktur i znów bolała ją ta ręka, ale nie przejmowała się tym i była szczęśliwa, bo zrobiła to co kazał jej doktur.

****

Wiem to piękny rozdział B) Nie wiem kiedy następny, ale na pewno już nie długo ;)

Opowieść O Genowefci Stories to obsess over. Discover now