Nowy początek

10 1 0
                                        


Central Park ział pustką. Na ławce siedziała dziewczyna i rysowała. Lubiła tu przychodzić o tak później porze. Nikt jej nie przeszkadzał, nikt nie hałasował. Mimo ciemności panującej wokoło dziewczyna dokładnie wiedziała, gdzie co się znajduje. Pamiętała w tym parku wszystko, każde drzewo, każdą ławkę. Przychodziła tu codziennie. Spędzała tutaj każde wakacyjne noce. Nie lubiła siedzieć w domu, w którym najczęściej siedziała tylko jej matka. Dziewczyna spojrzała na telefon, który dzwonił cicho.

- Mamo, już wracam. - Głos dziewczyny był wypełniony znudzeniem i zdenerwowaniem. Nie lubiła, kiedy jej rodzicielka każe jej wracać do domu. Czuła się wtedy ograniczona, spętana. A ona kochała być wolna.

- Nie, Cam, nie wracaj do domu! - Camille wyczuła, że jej mama jest przerażona.

- Mamo, co się stało? - Jej głos coraz bardziej drżał. Usłyszała w tle dźwięk stłuczonego szkła i czyjeś kroki.

- Wayward mnie znalazł.

- Jaki Wayward?! - Usłyszała łomotanie w drzwi.

- Córciu, pamiętaj, że wszystko co zrobiłam było po to, żeby cię chronić. Kocham cię.

Dziewczyna usłyszała, że telefon pada na ziemię.

- Mamo. Mamo!

Nikt jej nie odpowiedział. Po drugiej stronie usłyszała czyjś krzyk wściekłości i warczenie. Ciągle nawołując matkę puściła się pędem do domu. Biegła opustoszałymi ulicami, nikogo nie spotykając na swojej drodze. Kiedy wpadła do mieszkania przeraziła się. Wszystko w zasięgu wzroku było zdemolowane. W przedpokoju leżała wywrócona szafa. Przeskoczyła ją i weszła do salonu. Poduszki były porozrywane. Pianino wyglądało, jakby ktoś zniszczył je siekierą. Na ścianach były ślady pazurów.

- Mamo?!

Nikt jej nie odpowiedział. Sprawdziła pokój matki i łazienkę. Wszędzie był bałagan. Wyglądało jakby ktoś czegoś szukał. Kiedy weszła do swojego pokoju zobaczyła, że pomieszczenie jest nie naruszone. Na biurku leżała kartka. Kiedy Camille do niej podeszła zobaczyła tylko trzy słowa."Znajdę cię ~ Wayward". Wybiegła z pokoju. Kiedy szła w stronę kuchni usłyszała warczenie. Ostrożnie otworzyła drzwi. Poczuła duszący odór. Na środku pomieszczenia stała okropna bestia. Stała na czterech łapach, z jej karku wyrastały dodatkowe dwie głowy. Jakby tego było mało, po bokach rosły rzędy macek. Camille chciała się wycofać, lecz ze strachu nogi wrosły jej w ziemię. Bestia zauważyła dziewczynę. Naprężyła się, jakby miała skoczyć. W ostatniej chwili Cam odzyskała panowanie w nogach. Popędziła w stronę swojego pokoju. Zatrzasnęła drzwi i zamknęła je na zamek. Szukała czegoś, czym mogłaby się bronić. Nic takiego nie znalazła. Spanikowała. Potwór coraz mocniej uderzał w drzwi. Dziewczyna szukała jakiejś drogi ucieczki. Coraz głośniej słyszała bicie swojego serca. Odwróciła się w stronę drzwi. Zanim zdążyła zareagować, leżała już przygnieciona do podłogi. Czuła na sobie gorący oddech. Słodki odór zgnilizny dusił ją. Próbowała zrzucić z siebie stwora, jednak był silniejszy. Myślała, że to już koniec kiedy zobaczyła jakieś światło. Potwór momentalnie się obrócił. Wbił mocniej pazury w ramiona Cam. Ta syknęła z bólu. Bestia obróciła się i przygotowała się do skoku. Za stworem stało dwóch chłopców. Blondyn i szatyn. Obydwoje podnieśli prawe ręce i coś krzyknęli. Camille nie zrozumiała tych słów. To co potem zobaczyła przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Z dłoni chłopców poleciały snopy białego światła, trafiając prosto w bestię. Ta zaczęła wić się i krzyczeć. Powoli zapadał się w sobie. Kiedy był już wielkości myszy opuścili ręce. Po chwili mysz zniknęła. Camille patrzyła z przerażeniem to na chłopców, to na miejsce, gdzie przed chwilą leżała ta bestia. Dziewczyna cała dygotała, nie mogła podnieść się z miejsca. W ustach jej zaschło, w uszach szumiało. Oddychała szybko, nie wiedziała co się stało. Kucnął przy niej szatyn.

The last of the invincibleHistórias para pegar e não largar. Descubra agora