I znów siedzisz jako wiersz niezapisany.
Bliżej nieokreślony.
Jako kwiat, jako róża bezcenna.
Uratuj mnie z mojej bezsilności.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziano uśmiech szczery, okrywający
maskę Twego wewnętrznego niepokoju, smutku, niechęci.
