Boli mnie wszystko. Po co ja się tak śpieszyłem do niego? Przecież jedno spóźnię nic nie zmieni! No ja cie pierdziele!
Strzepałem resztę śniegu z czarnych jeansów, popatrzyłem jeszcze raz na sprawcę tego wszystkiego - lód. Ostrożnie przekroczyłem bramkę i wstukałem odpowiedni ciąg cyfr do domofonu żeby drzwi wejściowe się otworzyły. Pośpiesznie wbiegłem na 3 piętro i z delikatną zadyszką, bez pukania wszedłem do gabinetu wujka.
Ściągnąłem kurtkę, zsunąłem buty ze stóp i kopnąłem je pod wieszak. Pocierając dłonie o siebie by je trochę rozgrzać wszedłem do głównego pokoju.
Właściciel nazywa się Michael Morgan, ma 53 lata i jest psychoterapeutą. Nie łączą nas więzy krwi ale od małego moja mama wpajała mi, że to mój daleki wujek a w prawdzie chodził z moim tatą do szkoły. Dzwoni do mnie gdy potrzebuje pomocy w np. przenoszeniu mebli i innych takich prac.
- Już jestem! - wzrokiem poszukałem wujka ale znalazłem tylko dziewczynę, która owinięta w brązowy koc siedziała na fotelu przy kominku i piła coś z szarego kubka.
Na głowie miała niedbale związane ciemno brązowe włosy. Spod koca wystawał czarny podkoszulek z jakimś białym napisem. Nie miała ani grama makijażu więc dało się zaważyć ciemne cienie pod oczami i czerwone policzki. Miała skostniałe dłonie w fioletowym odcieniu i obgryzione paznokcie.
- Hej.... - Powiedziałem zakłopotany.
- Cześć - odpowiedziała co ledwo usłyszałem. Potem nagle zaczął nas interesować drewniany parkiet.
- O jesteś już? - Wbiegł mój zapracowany wujek z telefonem przy uchu. - O Andy poznaj Isy. Isy to jest Andy. - Powiedział do nas a Isy posłała mi subtelny uśmiech. - Dobrze a teraz chodź ze mną.
Poprowadził mnie gestem ręki w stronę korytarza gdzie znajduje się pokój w którym miałem coś robić. - Pamiętasz pokój gościnny?
- Ten stary i brzydki? - Zaśmiałem się
-- Wcale nie jest brzydki...- warkną - postanowiłem, że go trochę odnowie i wynajmę komuś. Już nawet mam komu, Isy się zgłosiła chwile po wywieszeniu ogłoszenia.
- Wywiesiłeś ogłoszenie nie mając gotowego lokum? - zdziwił mnie ten drak wcześniejszej organizacji mojego wujka perfekcjonisty.
- myślałem, że zdążę zanim ktoś do mnie zadzwoni... - powiedział zawstydzony i otworzył drzwi do pokoju puszczając mnie przodem. - trzeba wynieść meble i zabezpieczyć parapety, gniazdka, okna i wszystko inne przed jutrzejszym malowaniem.
*1h później*
Zmęczony i spocony wyszedłem z pokoju i udałem się w stronę kuchni by się czegoś napić. Podszedłem do lodówki by wyciągnąć z niej butelkę schłodzonej wody mineralnej. Po zamknięciu drzwiczek zauważyłem, że na blacie obok ta dziewczyna z dziwacznym imieniem miesza coś w misce i unika patrzenia się w moją stronę.
- Co gotujesz? - zapytałem by przerwać głuchą cisze panująca w pokoju. A tak między nami też by dowiedzieć się czy opłaca mi się zostać jeszcze chwilkę.... Spięła mięśnie i podkurczyła ramiona słysząc mój głos, pewnie sądziła, że bez słowa sobie wyjdę i zostawię ją w spokoju. Ale ze mną nie jest tak łatwo... Spojrzała na mnie i wskazała głową na otwartą gazetę z której brała przepis. - babeczki czekoladowe?? - już mnie kupiła.- mogę zostać i się poczęstować?
- mhm... - powiedziała i założyła włosy za lewe ucho pokazując mi swoje przerażone oczy.
- Może ci w czymś pomóc? - widząc jej reakcje sam poczułem się nieswojo i wypiłem duży łyk wody.
- Nie... - nie wiem czy to ja jestem głuchy czy ona nie umie mówić ale ledwo co to usłyszałem.
- Jakby co to jestem w salonie.
- Okej.. - dyskretnie zerknęła na mnie i uśmiechnęła ale kiedy dotarło do niej co zrobiła w ciągu milisekundy wróciła wzrokiem do miski i wyciągnęła włosy zza ucha.
VOCÊ ESTÁ LENDO
Ta, co jest chora •A.B•
FanficKolejny tandetny fanfiction... A może nie kończnie? Przeczytaj historie o dziewczynie która po wszystkich przeciwnościach losu, zostaje zamknięta za metalowymi drzwiami.
