Józio, czyli rewolucja

167 28 27
                                        

Nota:

Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale coś musiało, skoro postanowiłam opublikować tu moją rymowaną ramotę sprzed lat. Jakieś sentymenta mię chyba chwyciły i ostatki rozumu odebrały, nie wiem. Nic nie zmieniałam, dzielę się z publiką tekstem nie ruszanym od 2013 roku.

***

Pisane od 6 lutego 2012 roku do 14 lipca 2013

Styczeń minął szybko, luty też już mija

Przebiśnieg przez śnieżek cienki się przebija.

Idzie wiosna. Każdy po domu się krząta

Żeby mieć porządek we wszyściutkich kątach.

Każdy jest zajęty, nikt nie leniuchuje

Tylko Józio leży i coś wypisuje.

Co? Fraszkę? Limeryk? Sonet czy poemat?

Poezję czy prozę? I na jaki temat?

Tego nikt już nie wie. Gdy zaś Józia spytać

Nic nie odpowiada. I nie da przeczytać.

Martwi się wciąż mama, podnosi lamenty:

„Czemu tym pisaniem Józio jest zajęty?

Wciąż olewa szkołę, porzucił zeszyty...

Tylko pisze sobie, brudny, nieumyty...

Nie zjada śniadania, kolacji, obiadu...

Pisze wciąż namiętnie. A o czym? No zgaduj!"

Ojciec także martwi się o swego syna.

Czemu ciągle pisze? Jaka to przyczyna?

Myśląc, że mu coś niedobrze na rozumie

Woła specjalistów. Lecz odrzec nie umie

Żaden z nich na ojca i matki pytanie:

Co jest Józefowi i skąd to pisanie?

A tu Józio pisze już tydzień bez przerwy

Matce i ojcowi już puszczają nerwy,

Bo żaden uczony nic nie odpowiada.

Więc w ostateczności poszli po sąsiada.

Sąsiad - bibliotekarz. Bystry, erudyta...

Powie, co tam pisze ten Józef bandyta?

Monokla założył, spojrzał mu przez ramię

Przeczytał fragmencik i powiedział mamie:

„Z tego, com przeczytał, to wywnioskowałem

Że wasz syn chce przejąć władzę w kraju całem!

Zrobi rewolucję, bunt wywoła, zamęt,

Lud podburzy w kraju, wysadzi parlament!"

Józio przestał pisać, pióro w piórnik schował

I z uśmiechem wsłuchał się w sąsiada słowa.

Ten kontynuował: „Przypilnujcie smyka

Bo trudno pod dachem trzymać polityka!"

I gdy tak na Józia ukradkiem spoziera

Rzecze: „Przypomina mi on Robespierre'a!

Mieć się na baczności! Bo z nim utrapienie!

Bo go pomnik czeka albo też... więzienie!

Żegnam!"Elegancko do ziemi się skłania

I podąża pewnie do swego mieszkania.

Ledwo wyszedł, Józio, jak na zawołanie

Sturlał się z łóżeczka i legł na dywanie

Śmiejąc się okropnie niczym nakręcony.

Matka w krzyk, a ojciec nad nim przerażony

Rzecze: „Cóż ja widzę? Humor dopisuje!

Pokaż no spiskowcu co tam wypisujesz!

No? To jest manifest? Płomienna przemowa?

Któż cię w rewolucji duchu tu wychował?

Wstawaj." Józio wesół więc posłusznie wstaje

I rękopis ojcu do ręki podaje.

Ojciec czyta, blednie... syna pyta: „Co to?!

Ten utwór piekielny? Odpowiedz, niecnoto!"

„Pokaż" - kartki z ręki wyjmuje mu żona.

Czyta. „Rewolucja? Walka i obrona?

Gilotyna? Terror? Jakieś egzekucje?

Chcesz tu nam wywołać krwawą rewolucję?!"

Rodzice przyparli młodego do ściany.

Józio więc tłumaczy wszystko roześmiany:

„Mam rodzice drodzy, w szkole na historię

Opisać przebiegi, przyczyny, teorie

Rewolucji, które zdarzały się światu

Od starożytności do końca caratu.

Sąsiad się pomylił, a wyście niestety

Uwierzyli w jego bezpodstawne bzdety!"

Ojciec krzyknął: „Nigdy nie dam temu wiary!"

Matka na to: „Czekaj! Załóż okulary.

Ja już też zakładam." No i założyli.

I po dwóch sekundach, i po krótkiej chwili

Gdy uważnie teksty Józia przeczytali

Serdecznie i szczerze doń się roześmiali.

Więc dnia następnego Józef piątkę dostał.

Pora więc na morał. To nauka prosta:

Kiedy ktoś jest bardzo pochłonięty pracą

I gdy go w tym stanie ludziska zobacą

Pomyślą, że wariat, że świr i że chory...

A przecież wiadomo: to tylko pozory...

Józio, czyli rewolucjaStories to obsess over. Discover now