- Źle, że królowa dzisiaj rodzi - szepnęła służąca do podkuchennej, wyglądając przez zamkowe okno. Park w złowróżbnej poświacie księżyca przedstawiał się przerażająco: bezlistne, poskręcane konary starych drzew rzucały drżące cienie, a wiatr wyśpiewywał zawodzące pieśni. Śnieg, ostatni oddch kończącej się już zimy, opalizował delikatnie, a mróz zaczął malować obrazy na szybie, która zaparowała przez oddech dziewczyny. - Zły księżyc dzisiaj - dodała, kręcąc głową.
- Och, tak - przytaknęła jej starsza kobieta - Druidzi mówią, że to niebezpieczne. Poza tym, królowa jest taka delikatna, filigranowa... Dziecko może ją zabić, tak jak zabiło jej siostrę Rubidę, dwa lata przed twoimi narodzinami. Wtedy to panienka Asali szła na świat. Biedna, chociaż tak wysoko urodzona, nie ma matki, a jej ród wymiera, w końcu została tylko pani Ruath i dziecko... - Podkuchenna zerknęła jeszcze raz na księżyc, który teraz schował się na ołowianymi chmurami. Robiło się coraz ciemniej, zbliżała się północ, w Eta Trei zwana godziną ciemności. Czy teraz, w tę czarną porę, śmierć miała zebrać swoje żniwo?
***
Krzyk. Kolejny. Jeszcze jeden, Gnaran odchodził od zmysłów. Co się dzieje? Jak jeszcze długo będzie czekał na potomka? Tradycja nie pozwalała mu wejść do komnaty, w której rodziła małżonka, tam mogły przebywać tylko kobiety i uzdrowiciel. Dlaczego to trwa tak długo? Owszem, uprzedzano go, że kobiety z królewskiego rodu w ogóle nie powinny wydawać na świat dzieci, ale to nie wchodziło w grę, mimo wielkiego ryzyka. Ciągłość dynastii musiała zostać zachowana, wiedział o tym każdy. Jednak widmo niebezpieczeństwa ciążyło nad tym pokoleniem szczególnie - Gnaran był wysokim, barczystym mężczyzną, o szerokim torsie, od małego największy i najsilniejszy, natomiast jego żona - kruchą, jeszcze niedorosłą kobietą, prawie dzieckiem. Gdyby urodził im się syn, podobny do ojca... Król wolał nawet nie myśleć o takiej ewentualności. To musiała być córeczka, malutka, słodka córeczka, we wszystkim podobna do matki!
Kolejny krzyk zmieszał się z wyciem wiatru. Księżyc wyjrzał zza chmur, północ minęła. Nad zamkiem osiadła gęsta mgła, zasłaniając park wiekowych drzew. Wszystko zamarło, ucichło.
Ruath też już nie krzyczała. Czy to zły znak? Gnaran bał się pomyśleć. Mijały kolejne minuty, za drzwiami nikt nie odezwał się słowem. Żadnego szmeru, najmniejszego hałasu. Już nie mógł znieść napięcia, głośno załomotał w drzwi oddzielające go od ukochanej.
Otworzył mu uzdrowiciel, który od wielu lat służył rodzinie królewskiej i całej Alhavrze, także niższym klasom. Tej nocy cała jego postawa wyrażała całą gamę uczuć - od nadziei po... ból? Szatę miał poplamioną krwią, a cienie pod oczami zdradzały zmęczenie po wyczerpującej nocy. Bez słowa wpuścił króla do środka.
Krew. Wszędzie krew. Na ręcznikach, sukniach kobiet, podłodze... To nie wróżyło niczego dobrego. Gnaran szybko podszedł do łóżka, na którym rodziła jego żona. Leżąc wśród prześcieradeł wydawała się jeszcze drobniejsza niż była. Nie poruszała się. Spała? Mężczyzna pochylił się nad nią, próbując usłyszeć choć najlżejszy szmer oddechu.
Nic nie usłyszał. Jego ukochana Ruath odeszła.
- Gdzie dziecko? - zapytał cicho, z oczami pełnymi łez.
Nikt nie odpowiadał.
- Gdzie dziecko?! - krzyknął rozpaczliwie. Podeszła do niego kobieta z zawiniątkiem na ręku.
- Miałbyś syna, panie. On nie żyje - szepnęła, podając mu go.
Gnaran powoli odwinął materiał. Leżał w nim duży noworodek, jego pierworodny. Tak bardzo podobny... To właśnie zabiło Ruath - podobieństwo syna do ojca. Tacy sami... Kilka łez spadło na twarz dziecka. Dlaczego natura mi cię zabrała, zanim zdążyłem cię poznać? Dlaczego nie ma cię, kiedy kochał cię cały świat!
- Synku...
Gnaran jeszcze raz zbliżył się do łoża zmarłej. Tej nocy stracił dwie najbliższe osoby, chociaż chciał z nimi spędzić całe życie. Już nie chciał tronu, nie chciał bogactw i królestwa. Ból, który odczuwał bardziej niż fizyczny, załamywał go. Położył dziecko obok matki. Nie krzyczał, po jego policzku nie spłynęła już ani jedna łza. Wiedział, co zrobi.
- Kocham was - powiedział cicho, tak, żeby kobiety i uzdrowiciel nie usłyszeli. - Do zobaczenia niedługo.
Potem bez słowa wyszedł z komnaty, udając się do pomieszczeń, gdzie stacjonowała armia. Kiedy przeszedł przez dziedziniec, księżyc znów zakryły chmury, tym razem nie do końca.
Zły księżyc dzisiaj, pomyślał Gnaran. Ale jakże piękny!
Po cichu przeszedł przez sypialnię dla wojska, zmierzając do zbrojowni. Wiedział, że drzwi zawsze są otwarte, na wypadek nocnego ataku. Wziął swoją ulubioną szablę, która przez ostatnie lata – czasy pokoju i łatwych rządów nieco pordzewiała.
Dzisiaj będzie twój ostatni raz u mego boku, pomyślał, unosząc ją. Ostatni, potem odpoczniesz od zabijania.
Wycelował w swoje serce i mocno pchnął. Z rany polała się szkarłatna krew, upadł. Umierał, łączył się z ukochaną i ich malutkim synkiem. W agonii widział ich już, Ruath wyciągnęła do niego dłoń, a on poczuł, że nadal ma mnóstwo sił. Wstał i odebrał od niej synka.
- Nie sadziłam, że spotkamy się tak szybko – uśmiechnęła się kobieta, obejmując go.
Razem ruszyli ku słońcu, które wstawało już nad zamkiem, miejscem, w którym właśnie zaczynała się żałoba.
CZYTASZ
Płomienna Królowa
FantasyAsali to królowa krainy Eta Trei. Kiedy w jej życiu wydarza się ogromna tragedia, zmuszona jest oddać władzę swojemu mężowi i Radzie, a sama wyjeżdża nanauki, gdzie - jak się okazuje - też nie jest do końca bezpieczna. Czyha na nią demon, który jedn...
