Historia....Niemy

128 8 1
                                        


Każdy kto znał tą małą ciemno włosom dziewczynę wiedział jaka ona jest nieśmiała,cicha i małomówna.Od zawsze nie była rozgadana jak wszyscy,w dzieciństwie jak dzieci się bawił,śmiały i zakładali jakieś kluby przyjaźni,to ona tylko obserwowała ich.Teraz ma zacząć poranną rutynę.Wstała,umyła się,ubrała,"zjadła" śniadanie.Miała zamiar już wyjść,ale ojciec ją zatrzymał.

-Młoda,mogę cię zawieść do szkoły jak chcesz.

-Dobrze tato....-odpowiedziała cicho,patrzyła się w jego oczy.Nikt nie lubi jak utrzymuje kontakt wzrokowy,nadal nie wie czemu tak jest.Czekała na tatę na zewnątrz domu,obserwowała drzewa z lasu,który był na przeciwko.Wreszcie wyszedł,on tylko spojrzał się w niebieskie oczy córki i podszedł do samochodu,ona za nim,jak szła usłyszała w uszach dzwonki,zobaczyła przez chwilę ciemną postać z kapturem.Zignorowała to jak wszystko,odtworzyła drzwi samochodu i wsiadła,pojechali.W trakcie jazdy ojciec chciał się o coś zapytać,więc się spojrzał,jednak z tego zrezygnował.Zwrócił wzrok w kierunku drogi i w tym samym momencie uderzył w nich tir.Jak to się stał to nie wiadomo.Obaj trawili do szpitala w ciężkich stanach zdrowia.Dziewczynka obudziła się właśnie w jednych sali,wokół widziała ludzi bardzo oparzonych,nic nie czuła,tylko w uszach słyszała dzwonki takie jak przed wypadkiem,chciała wstać,ale nie mogła.Czuła teraz ciepło na klatce piersiowej i plecach,po chwili pierwszy raz poczuła taki ogromny ból w rękach i nogach oraz jakby wrzątek wylewany na jej plecy lub i coś bardziej gorącego.Ale na szczęście tak jak szybko ból się pojawił tak i znikł.Zamknęła załzawione oczy.Otworzyła je gdy było ciemno,bardzo ciemno,wstała,mogła wreszcie wstać!Od czepiła od siebie wszystkie te pierdoły,typu kroplówka.Podszedła do okna i widziała go znowu,tą postać,po raz pierwszy zaczęła się śmiać,wszystkich w sali budząc,zanim pielęgniarki przyszły tu jej nie było,tej dawnej jej już nie było i nie będzie.A tak też jej nie było w sali,tylko w łazience,nawet nie wiedziała jak tam się znalazła,patrzała się w lustro,była bardzo blada,a białe ściany tylko bardziej ją wybielały w odpiciu,obserwowała swoje oczy jak niebieski zmienia się na żółty.Miała uśmiech od ucha do ucha.

Jak już oczy stały się całkowicie żółte,poczuła ból przeszywający ją w sercu,upadła na podłogę z wrażeniem,że wpada do dziury. Obudziła się przed pałacem,nie wie jak,kiedy i dlaczego,ale czuła,że tu jest jej miejsce....Miejsce gdzie może być do końca.wstała,wokół budynku las,a przed nią pojawiła się postać z kapturem.Ona zaczęła się śmiać,tak,że nie mogła złapać oddechu.Gdy upadła na kolana,ono znikło zostawiając po sobie tylko już lekko zakrwawiony młotek.Podniosła go i po chwili pokazywania białych zębów znowu wstała.Chciała wejść do pałacu czy co to tam jest,gdy zobaczyła,że już tam ktoś stał.Chłopak trzymał siekierę na głowie czarny kaptur,miał szarą kurtkę i czarne spodnie,włosy białe z czarnymi końcówkami.Było widać,że czeka na kogoś.Nie podnosząc głowy powiedział:

-Teraz jesteś z nami....Aż do śmierci!

************************************************************************************************************

Pamiętniki PsychopatówStories to obsess over. Discover now