Atualizamos nossas Diretrizes de Conteúdo.
Consulte as diretrizes mais recentes para continuar compartilhando histórias com segurança.

#1

65 3 1
                                        

Dla wielu Nowy Jork jest spełnieniem marzeń. Ludzie wyjeżdżają tu najczęściej po to, aby znaleźć dobrze płatną pracę i żyć godnie. Są  tu też tacy, którzy nie wiedzą, gdzie jest ich miejsce, a wśród nich jestem i ja.
Mam na imię Casandra i od dwudziestu lat zamieszkuję to piękne miasto. Moi rodzice poznali się właśnie tu i postanowili zacząć wspólne życie w miejscu, gdzie ich córka miała możliwość rozwijania swoich marzeń. Jednak, czy tak było?
Swoje dwudziestoletnie życie spędziłam głównie na nauce i dobrych relacjach z rodziną. Nie mam żadnej przyjaciółki, której mogłabym powierzyć swoje sekrety, a o facecie to nawet nie wspomnę. Jestem dorosłą kobietą, a mój jedyny kontakt z mężczyzną ograniczał się do codziennego całusa w policzek. W dodatku tym mężczyzną był mój ojciec. W moim życiu nigdy nie znajdowałam miejsca na imprezy i spotkania ze znajomymi. W szkole licealnej mieli mnie za typową kujonkę przez aparat na zębach i kucyk, w który moje włosy były spięte na każdych zajęciach. Nie ubierałam się nigdy wyzywająco, ale i nie staroświecko. Większa część mojej szafy  była wyposażona w dresy i zwykłe koszulki.  Niestety moja mama stwierdziła, że jej córka nie może wiecznie ubierać się mało kobieco. Tym bardziej, że miałam starać się o posadę w jednej z firm adwokackich. Na samą myśl o eleganckich spódniczkach, koszulach i innych tego typu niewygodnych ubraniach dostawałam dreszczy. Najgorsze jednak były szpilki. Jak można chodzić w tym cholerstwie cały dzień i nie mieć dość? Nigdy nie lubiłam tego rodzaju obuwia i zakładałam je tylko i wyłącznie w momentach, gdy mama była na granicy krzyku wywołanego moim buntowniczym spojrzeniem.

Dwudziesty pierwszy kwietnia  był dniem, w którym cały poranek chodziłam zestresowana. Ubrana w czarną ołówkową spódniczkę i białą bluzeczkę zakładałam swoje czerwone szpilki, które zaraz po powrocie do domu miałam ochotę wyrzucić do kontenera na śmieci. Moje długie brązowe włosy spięłam w kucyk i zarzuciłam na ramię. Wysiadając z taksówki nie mogłam napatrzeć się na budynek kancelarii, w której starałam się o posadę. Dopiero, gdy zostałam trącona w ramię przez szybko idącego mężczyznę skupiłam swoją uwagę na tym co teraz było dla mnie najważniejsze. Zrobienie dobrego wrażenia na moim pracodawcy.

- Przepraszam, nie zauważyłem cię- powiedział do mnie wysoki blondyn. Ubrany był w koszulę i dopasowane spodnie, a jego włosy zostały ułożone na żel.

- Nic się nie stąło. Powinnam była bardziej uważać- odpowiedziałam czując wypieki na twarzy, gdy lustrował mnie swoim spojrzeniem.

- Pracujesz tutaj?- zapytał, wskazując na budynek za nami.

- Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną- odpowiedziałam spoglądając na zegarek- przepraszam, ale muszę już iść. Nie chcę się spóźnić.

- Jasne i powodzenia- uśmiechnął się do mnie ostatni raz zanim go wyminęłam i udałam się do budynku.

W środku to miejsce wydawało się jeszcze lepsze niż z zewnątrz. Białe, duże kafle na ziemi i jasne odcienie na ścianach dodawały przyjemnego klimatu.

Przy recepcji siedziała młoda brunetka, która miała upięte włosy w kok, a jej górną garderobą była śnieżno biała koszula dopięta pod samą szyję. Podeszłam do niej wolnym krokiem, w głowie analizując to, o co chcę ją zapytać.

- Dzień dobry- powiedziała formalnym głosem odwracając wzrok znad ekranu monitora.

- Dzień dobry. Byłam umówiona na spotkanie w sprawie pracy- powiedziałam nerwowo przygryzając dolną wargę. Ten głupi nawyk odziedziczyłam po mojej mamie.

- Pani nazwisko?- zapytała skanując moją sylwetkę. Szczerze mówiąc nie bardzo mi się to podobało. Zwracanie na siebie uwagi nigdy nie było na liście moich postanowień.

I love you my AngelHistórias para pegar e não largar. Descubra agora