Mój świat jest prosty.
Szkoła.
Praca.
Dom.
Lekcje.
I powtórka następnego dnia.
Niektórym trudno byłoby się przyzwyczaić do tak ordynarnego konceptu każdego dnia, ale dla mnie jest to niczym nieprzerwana nić odpoczynku.
Wśród wszystkich innych moich rówieśników jest to przecież nietypowe. Robię wszystko, o czym marzą inni. Nie każdy może przecież żyć normalnym życiem. Dla niektórych kończy się ono, gdy wchodzą w etap dojrzewania, a w ekstremalnych wypadkach- nawet już w przedszkolu.
Takiej osobie jak mnie można pozazdrościć.
Niestety nie wszyscy jeszcze to rozumieją.
Bo widzicie w Rainburg High życie było bardzo nadzwyczajnie. Wszyscy moi szkolni koledzy nie zajmują się takimi banałami jak ja. Byli stworzeni do wielkich celów.
Tutaj już w wieku szkoły średniej większość odnajduje swoje prawdziwe ja. I to nie jest małostka wagi matematyka czy historia, lub fryzjerstwo czy medycyna.
Nikt nie musi myśleć o takich sprawach kiedy ma się supermoce. Od szastania płomieniami ognia do rozmawiania ze zwierzętami (znałam nawet chłopaka, który rozmawiał ze sznurówkami, ale tylko z tymi niebieskimi).
W naszym wspaniałym świecie nikt nie musi się martwić o to kim będzie, bo Matka Natura już to za nich zadecydowała. Jednemu dała skrzydła innemu zdolność telepatii. Są tacy co zamrażają wszystko po samym dotyku i zaoszczędzają na lodówkach, co samo w sobie jest już supermocą. Dziewczyna w mojej klasie umie robić mentalnie zdjęcia obrazów, które widziała, kiedy jej się żywnie podoba. Później przychodzi na testy i zdaje śpiewająco. Wszyscy obdarowani są takimi małymi falstartami i jest to naturalne, bo się tak urodzili.
Wszyscy oprócz mnie.
Odkąd pamiętam byłam inna. Nie bawiłam się w ratowanie damy w opałach, tylko grałam w klasy.
Nie zamieniłam się w małego wróbla, kiedy rodzice wynieśli mnie ze szpitala. Zjeżdżałam ze zjeżdżalni na placu zabaw, podczas gdy inni obracali się na huśtawkach o trzysta sześćdziesiąt stopni. Jakoś mnie to nie kręciło.
Aż do teraz nie wykazałam obecności żadnego tajemnego talentu jaki mógłby się jeszcze we mnie ukrywać.
„To nic takiego", „Po prostu jesteś wyjątkowa", „Może taki był plan" , „Inni będą ci zazdrościć"- powtarzają mi zawsze rodzice.
Ale co z tego jeśli i tak muszę chodzić na badania, przynajmniej raz w miesiącu, by nie stracili nadziei, że ich pierworodna córeczka może przynieść im to na co zasługują. Czyli krótko mówiąc nie mnie.
Lekarz pobiera mi krew, sprawdza stan organów, a do prześwietleń używa swoich fluorescencyjnych dłoni. Kiedy byłam mała, bardzo mnie śmieszyły. Zamieniał je na różne kolory i rozpraszał, kiedy położna wbijała mi igłę w żyłę.
Teraz już nie jest zabawny. Pewnie jest, tak samo jak ja zmęczony powtarzaniem tego samego. Że jest ze mną wszystko dobrze.
Jednak rodzice nie dają za wygraną.
I tak mój cykl się powtarza.
Szkoła.
Praca.
Dom.
Lekcje.
I wizyta u lekarza, ciężko to pominąć.
I leżenie w łóżku godzinami, zastanawiając się, czy na prawdę ze mną jest coś nie tak.
ESTÁS LEYENDO
The One
Ciencia FicciónW świecie, gdzie codziennością są supermoce osoba zwyczajna jest ewenementem.
