Początek Końca

114 12 11
                                        

Ugh.. Jak ja nienawidzę gorąca, czy Anna i Yoh nie mogli wylądować na jakiejś rajskiej wyspie?! Pieprzona zachodnia pustynia... Czemu to zawsze do mnie dzwoni gdy potrzebuje pomocy przy treningach. Halo nie znam się na tych szmańskich sprawach. Dobrze, że chociaż Ren użyczył mi swoich pracowników. Przynajmniej nie muszę podróżować na piechotę. Przez kolejną godzinę wyglądałam przez okno samochodu terenowego, miałam dość tej podróży. A dopiero się zdenerwuje jak mnie się wpuszczą do tej wioski, nie interesuje mnie to że nie jestem szamane, mają mnie w puścić bez dyskusji. Moje rozmyślania przerwał duży huk. Co się okazało że nie jedziemy tylko stoimy, panie chociaż klimę włącz.

Isia: Co się stało? Dlaczego nie jedziemy?

Kierowca: C-chyba samochód się popsuł...

Isia: A klima chociaż działa? *.* 

Kierowca: Niestety... 

Isia: Zabije Anne! Nie mam zamiaru siedzieć tu bezczynnie aż samochód łaskawie się ruszy.

Kierowca: Panienko, proszę zostać! 

Isia: Wypchaj się!

Idąc tak już drugi kwadrans powoli zaczęłam żałować swojej decyzji, wyszłam z samochodu nie zabierając ze sobą swojej torby gdzie miałam litrową wodę. A teraz chce mi się piciu T^T

Poczułam jak moje ciało diametralnie się nagrzewa, czułam bijący gorąc ode mnie. Myślałam, że moje ciało doświadcza właśnie przegrzania, ale moje stwierdzenie było mylące. Byłam w epicentrum kręgu ognia, przez chwilę poczułam lekka panikę, ale już się domyślałam skąd ten zjawisko się tu wzięło. Opanowałam swe myśli i stanęłam niewzruszana czekając na przybycie jegomościa.

?: Proszę proszę, jaka dzielna dziewczynka.

Isia: Daruj se te gadki, tylko pokaż się.

Tuż przede mną zmaterializował się długowłosy brunet. Ale to...

Isia: Yoh idiota co cię kurwa wzięło na żarty?! 

?: Wy ludzie jesteście tacy agresywni i niewdzięczni. 

Isia: Yoh nie pierdziel mi tu głupot, na ziemie i tysiąc pompek!

?: Nie jestem takim popychadłem jak mój nędzny braciszek. Nigdy bym nie dał się pomiatać człowiekowi. 

Isia: Kiedy ty włosy zapuściłeś, toć cię od tygodnia może nie widzę. 

?: Czy ty jesteś ślepa czy co! Nie jestem Yoh! 

Isia: A na ludzi mówisz że są agresywni. 

?: Uważaj co mówisz dziewczynko, bo możesz się niechcący sparzyć. 

Isia: A więc to ty jesteś ten sławny braciszek Yoh. 

Nagle poczułam gorący uścisk na moim ciele. Parzyło jak cholera, przerażenie rosło z każdą minutą. A trzymała mnie wielka czerwona bestia, co to kurwa jest!

Isia: Niech mnie ta czerwona bestia puści albo skopie ci tyłek, że nie usiądziesz na nim przez tydzień!

?: Widzisz mojego ducha stróża? 

Isia: Ciężko nie zauważyć dwudziesto metrowego  czerwonego tampona. 

?: Marny człowieczek a widzi duchy.

Isia: Ja mam kuźwa imię pederasto! Niech on mnie w końcu puści!

?: Wiem jak masz na imię, duchu ognia puść ją.

Bestia na rozkaz swojego jebniętego pana postawiła mnie na ziemię tuż przed długowłosym. Korzystając z okazji spoliczkowałam go. Jego mina świadczyła o jego zaskoczeniu, a co mnie zszokowało to fakt, że on się uśmiechał.

?: Widzę Juli, że spędzanie czasu z Anną ci służy. 

Isia: Ale skąd ty...

?: Reshy moja droga. 

Isia: K-kim ty jesteś? 

?: Nazywam się Hao Asakura, zapamiętaj tę imię dziewczynko. Za jakiś czas będzie je wypowiadać błagając o życie. 

Hao spojrzał na mnie z pogardliwym uśmieszkiem odwdzięczyła mu się kolejnym plaskaczem w policzek. Bez słowa ominęłam chłopaka i ruszyłam w dalszą podróż. 

Hao: Zadziorna, warto się jej lepiej przyjrzeć. Duchu Ognia ruszamy. 

Szamańsko Elfickie problemy IsiDes histoires addictives. Découvrez maintenant