sinners

124 11 5
                                        

Kolejne ostrzeliwanie budynku numer sto trzydzieści sześć przebiegło pomyślnie. Dowódca wrogiego wojska uśmiechnął się na widok dziur po kulach w ścianach, fundamentach i dachu bloku. Okna były wybite, a ze szkła, które pozostało w ramie strużkami lała się krew.

W całym budynku mieszkała jedyna rodzina. Jedyni, którzy mieli nadzieję na ocalenie i sumienie żołnierzy.

Ale i oni musieli zginąć.

Umrzeć muszą wszyscy.

✖️

— Masz tu zostać, rozumiesz?! — krzyczał, trzymając i potrząsając ramionami sześcioletniej dziewczynki. — Ale tatusiu, nie możesz tam wyjść! — jej wolna od wyprysków, ale poraniona i brudna buzia była jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej.

Dusiła się łzami.

— Sunmi, ogarnij się już, do jasnej cholery! Czy ty jesteś jakaś głucha, tępa albo Bóg wie co jeszcze, że nie słyszysz co się dzieje? Nie słyszysz płaczu innych dzieci, krzyku bólu i strzałów? — odezwał się Hoseok, stojąc w kącie ich domowej piwnicy.
Był najstarszy z trójki rodzeństwa, najmądrzejszy i najsprytniejszy.

W szkole uchodził za wybitnie uzdolnionego z matematyki i chemii, ponadto lubił języki obce i biologię.

Zawsze dawał dobry przykład siostrom, był chwalony przez rodziców, nauczycieli.

Dopóki nie wybuchła wojna.

Skończyło się bieganie po podwórku i łapanie motyli w lato, a w zimę lepienie bałwana.

Nie było już tłumaczenia do późnych godzin geometrii, budowy układu oddechowego człowieka, ani obliczania gęstości.

Nie było wspólnego ozdabiania choinki, podjadania pierogów, nie było zaganiania do łóżka, żeby Święty Mikołaj przyszedł w nocy.

Skończyło się wszystko.

✖️

Siedzieli już dobre siedem godzin w ciasnej piwnicy. Cała piątka, brudna, wystraszona czekała aż hałas ucichnie, żeby sprawdzić jak bardzo zniszczony jest dom. Naloty były częste, jak zwykle tego nikt się nie spodziewał.

Były czymś, co przypominały niespodziankę.

Można było spodziewać się wszystkiego; albo uchodziłeś z życiem, tak jakby niespodzianka była trafiona, albo padałeś martwy, jak ta nieudana.

— Słyszycie? — ojciec podniósł palec wskazujący i skierował go sobie na usta.
— Nie słyszę niczego. — odpowiedziała niska blondyneczka, najmłodsza członkini rodziny.
— No właśnie. Hoseok, wychodź.
Kobieta posłała karcące spojrzenie swojemu mężowi. Było widać w nim strach, pewną nienawiść.
— Mamo, pójdę. Obiecuje, że nic mi się nie stanie. Zajdę do Yoongiego, sprawdzę czy wszystko jest dobrze. Porozmawiam z panią Min. — zapewniał i uspokajał swoją matkę.

Otworzył drzwiczki i wychylił się lekko. Był już wieczór, może po dwudziestej drugiej.
Dom tak właściwie nie był bardzo zniszczony.
'Prawie go nienaruszyli, to dziwne' pomyślał dziewiętnastolatek.
Szedł ostrożnie, co chwila rozglądając się i patrząc za siebie. Uważnie i cicho stawiał kroki, by być niezauważony.

Min Yoongi był jego miłością już od dwóch lat po rozpoczęciu się wojny.
Poznali się w szpitalu, kiedy przyniósł swoją ranną najmłodszą siostrę.

Matka Yoongiego przed wybuchem pracowała jako ordynator, dlatego jej syn pomagał w przyjmowaniu ludzi, udzielaniu pierwszej pomocy, a nawet wynoszeniem zwłok.

Mogłoby się wydawać, że nie ma uczuć, widząc codziennie tyle trupów, bólu i łez.

Ale Yoongi był zupełnie inny.

Płakał dużo, po kątach, gdzie nikt go nie widział.

Prosił, błagał Boga, żeby to piekło się skończyło.

Rozmawiał z pacjentami, rozrywał swoje ubrania, żeby móc robić opaski uciskające.

Przynosił swoje stare misie dzieciom, opowiadał bajki.

Codziennie pękało mu serce, codziennie wbijał paznokcie w dłonie.

Chciał przeżyć, przetrwać wojnę.

I chciał żyć z Hoseokiem.

✖️

Dłonie Yoongiego błądziły po nagim ciele Hoseoka, doprowadzając go do szału.
Zostawiał czerwone ślady, podgryzał i całował każdy skrawek skóry.

Traktował ciało Junga jak świętość, jak najlepsze boskie stworzenie, które chodzi po tym świecie.

Był jego ideałem, miłością, słoneczkiem i nadzieją na koniec wojny.

Nie kochali się szybko, każdy ruch był wykonywany z czułością, tak, aby obydwojgu było dobrze.

Zawisł nad brunetem, po raz kolejny całując go w kark i zostawił malinkę.
Uwielbiał te momenty, kiedy Hoseok po prostu mu się oddawał, pozwalał robić ze sobą wszystko.

Kochał jego włosy, delikatny naskórek nad uchem, jęki i ciche sapnięcia, które doprowadzały go do istnego szału.

Jego ciałem zawładnęły dreszcze i wszechogarniająca przyjemność. Oddech był szybki, a serce waliło jak szalone.
Yoongi opadł na materac, próbując unormować tętno, a po chwili z uśmiechem powiedział:
— Kocham Cię.
— Ja ciebie też.

✖️

Z zamyślenia wyrwało go potknięcie się o schodek.

To tutaj.

Zapukał kilka razy, ale nikt nie otworzył.

A potem spojrzał na numer domu.

— No co jest, sto trzydzieści sześć, halo, państwo Min. Tylko wy tu mieszkacie.

Wtedy kropelka krwi skapła mu prosto przed nosem.





uyu_____  już to czytałaś, ale opublikuję.
to sope jest dla ciebie

when i was your man• jhs x myg Stories to obsess over. Discover now