Nazywam się Inara Levins, jestem uczennicą szkoły średniej, mam siedemnaście lat, nie mam rodzeństwa, mieszkam z rodzicami. Mam długie brązowe włosy i zielone oczy. Wszystko było normalnie. Ale, co oznacza to słowo? U każdego ma to inne znaczenie.
U nas w państwie od pewnego czasu na pewno nie jest normalnie. Zawsze było spokojnie, cicho, a od pewnego czasu służba królewska zaczęła w dziwny sposób nachodzić miasta. Chodzą z urzędu do urzędu, zmieniają miasta, robią więcej remontów, a jakoś nigdy ich nie obchodziło, czy dom wygląda jak należy. W wiadomościach słyszałam, że w innych państwach jest podobnie, ale tylko w tych blisko nas. Ludzie z zamku biegają po sklepach i kupują milion rzeczy. Po co im to wszystko? Nie miałam pojęcia, ale i chyba nie chciałam wiedzieć. Więc powiedzmy, że u mnie było normalnie. Ale na jak długo? Czy moje życie też ma się zmienić? Na to wyglądało...
Idąc do szkoły minęłam kilku mężczyzn w garniturach z nienagannie ułożonymi włosami, byli cały czas wyprostowani i niebywale poważni. Nie miałam wątpliwości, że były to osoby z zamku. Jeden mężczyzna z blond włosami trzymał w ręku kartkę i tłumaczył coś cukiernikowi Edwe. Edwe jest naprawdę świetnym cukiernikiem. Nikt nie robi tak pysznych ciast i babeczek jak on. Jego torty wyglądają jak ze snu, są niesamowite, wymyślne, kolorowe, a co najważniejsze niebiańsko dobre, są po prostu cudowne. Widać jak wiele serca i pracy wkłada w chociażby małą babeczkę. Mogłabym się założyć, że w tamtym momencie blondyn w garniturze składał zamówienie, a sądząc po bardzo wysoko uniesionymi krzaczastymi brwiami Edwe, było to ogromne zamówienie. Czyżby w zamku było jakieś przyjęcie? Może ktoś ma urodziny? Niestety nie miałam czasu, by zastanawiać się, o co mogło im chodzić, bo i tak już byłam spóźniona do szkoły. Z przyjaciółkami zawsze spotykamy się dwadzieścia minut przed lekcjami by móc porozmawiać, a ja się spóźniam już dziesięć minut. Muszę przyspieszyć, inaczej spóźnię się totalnie.
Dosłownie wbiegłam do szkoły. Przyjaciółki czekały niecierpliwie pod klasą. Margo tupała nogą. Zawsze tak robi gdy się złości albo stresuje.
- Gdzie ty byłaś?! - krzyknęła Margo.
- Też miło cię widzieć - powiedziałam i przytuliłam ją.
- Ale ja serio pytam Ina.
- Za późno wstałam. - Roześmiały się.
- Ale z ciebie śpioch - powiedziała Lizzy.
Tę spokojną rozmowę przerwało nam obserwowanie nauczycieli, którzy przebiegli obok nas.
- Co się dzieje? - zapytałam zakłopotana.
- Słyszałam jak dziewczyny mówiły, że będzie jakiś apel - powiedziała Rose.
- No i po co? - zapytałam.- Znowu będą zmiany? Mam już ich dosyć...
- Ja też - stwierdziła Margo.
Nagle, ni stąd ni zowąd pojawiła się obok nas nauczycielka.
- Dziewczęta, - powiedziała entuzjastycznie. - zaraz będzie apel, idźcie na salę - poprosiła Długopalczasta, a nazywała się tak dlatego, że miała długie palce. Trudno by się nie domyślić, co nie?
- Ina chodź - zachęcała Lizzy.
- Ehh... wiesz, że mi się nie chce.
- Tak, każda z nas wie, - zaśmiała się Margo.- a teraz chodź.
Niechętnie poszłam za nimi. Weszłyśmy do sali i zajęłyśmy miejsca. Nasza sala apelowa jest bardzo duża i jak zawsze, bardzo ładnie ozdobiona. Dzisiejszego dnia ozdoby były w barwach naszej flagi państwowej, czyli biało-czerwono-fioletowe. Jedyny plus tego apelu jest taki, że nie mamy lekcji. Nauczyciele byli bardzo uśmiechnięci. Od kiedy? To do nich niepodobne.
- Witamy was drodzy uczniowie - powiedział dyrektor i chyba właśnie w tym momencie zaczęłam żałować, że się zapytałam.
Zaczął wygłaszać swoje przemówienie, które wszyscy znamy już na pamięć, bo nigdy się nie zmieniło, a w dodatku słyszymy je dosyć często. Sądząc po jego coraz bardziej uśmiechającej się twarzy, zaraz miał powiedzieć coś, co tak naprawdę chciał powiedzieć już na samym początku.
- Mamy w szkole ważną osobę, która chciałaby coś wam powiedzieć - powiedział i odszedł bez słowa.
Na jego miejsce przyszedł wysoki brunet w garniturze.
- Prosiłbym, aby chłopcy wrócili do klas, ponieważ mam coś do powiedzenia dziewczętom - powiedział bez żadnych emocji. Słyszałam jak niektórzy chłopcy narzekali, ponieważ muszą iść na lekcje. Zrobiło się straszne zamieszanie, które zniknęło po kilku sekundach. Nie odezwałyśmy się ani razu podczas apelu, w sumie dziwne. - Kontynuując. Jestem urzędnikiem z zamku, nazywam się Paul Miller i mam ważną informację dla pań.
- Super - powiedziałam ironicznie, ale na tyle cicho, że usłyszała mnie tylko Margo i się uśmiechnęła.
- A więc, - Ciągnął dalej. - niedługo będą rywalizacje i z tej oto okazji mam tu dla was pewną propozycje - powiedział i zaczął czegoś szukać w kieszeni od garniaka. - " Mamy wiadomość dla wszystkich pań w wieku 17-19 lat. - Zaczął czytać z kartki. - Otóż rozpoczynają się rywalizacje, pewnie zastanawiacie się o co, a mianowicie o księcia! Ale nie jednego, ponieważ jak wiecie mamy sojusze z innymi krajami. - A czy już wspominałam o krajach ? Pewnie nie. A więc kraje jak kraje, ale na całej planecie mówimy w jednym języku i bardzo dobrze, ponieważ bardzo ułatwia nam to życie. - Takimi jak Krasja, Silveria, Inaha i oczywiście jeszcze z kilkoma, ale to już pewnie wiecie z historii. Nasze królowe uzgodniły, że urodzą w tym samym roku, niektórym urodziły się dziewczyny, ale w większości chłopcy. Plan polegał na tym, że rywalizacje będą wspólne w jednym królestwie. Nie przedłużając, - Jakby tego nie robił cały ten czas. - mam tu dla was zgłoszenia, które na jutro macie wypełnić i oddać nauczycielom. Możliwe, że któraś z was zostanie przyszłą królową. Ale jakiego kraju? Tego z którego pochodzi książę rzecz jasna."- Zakończył po czym sobie poszedł.
Dyrektor powiedział, że mamy wychodzić pojedynczo i każdej dawał formularz.
Poszłyśmy na świetlicę i zaczęłyśmy czytać zgłoszenia. Wynikało na to, że rywalizacje będą w naszym państwie, a książęta z innych przylecą do nas i wybiorą sobie żonę.
- Weźmy w tym udział! - krzyknęła Rose. - Bardzo chcę! No proszę!
- Ehh... no i po co ?
- No proszę!
- I tak nas nie wylosują - stwierdziła Margo.
Kopnęłam ją pod stołem i spojrzałam groźnie.
- Au! - krzyknęła. - No co, powiedziałam prawdę.
Rose posmutniała. Wiedziałam jakie to dla niej ważne.
- Może i powiedziałaś, ale dla zabawy możemy - stwierdziłam.
- Dla zabawy?
- Tak.
- Ale ty wiesz, że jak wylosują nas to nie będzie odwrotu? Musisz i koniec.
- A kto przed chwilą powiedział, że nas nie wylosują?
Zapadła cisza.
- No dobra - powiedziała Margo. - Zapisuję się.
- Jej! - krzyknęła Rose. - Dzięki, dzięki, dzięki! Ja też się zapisuję!
- Ja też! - krzyknęłam.
- A ja nie - powiedziała Lizzy.
- Co? Dlaczego? - zapytała Rose.
- Bo mnie to nie kręci - stwierdziła i poszła.
Rozmawiałyśmy jeszcze krótką chwilę i poszłyśmy do domów.
Czy to był ten czas, w którym wszystko się zmieni, czy będzie tak jak dawniej?
YOU ARE READING
Rywalka
RomanceJa i książę?! Jeszcze do niedawna w ogóle nie przeszłoby mi to przez myśl, ale teraz wszystko się zmieniło... Czy taka zwykła dziewczyna jak ja poradzi sobie w tak niezwykłym świecie? W świecie królów i dworskiej etykiety. Razem z moją przyjaciółk...
