Matematyka, czekanie 20 minut na autobus i w spokoju będę mogła poczytać książkę w domu, przy ciepłej herbatce. W drodze na przystanek zaczepia mnie jedna z koleżanek z pytaniem, czy przyjdę na imprezę. Niestety, ale musiałam jej odmówić. Nie przepadam za takimi wydarzeniami.
Idąc dalej usłyszałam zmęczoną od biegu Juliett.
-Noelle, czekaj! Dlaczego nie przyjdziesz na imprezę?
-Mówiłam ci o tym tyle razy, nie lubię głośnej muzyki, alkoholu, wolę spokój.
-Skoro tak to przyjdę dziś do ciebie z Roxi i same się zabawimy.
-Proszę, droga wolna. I tak wątpię, że to wypali.
***
Po odrobieniu lekcji dałam znać dziewczynom, że mogą do mnie przyjść na trzy, cztery godzinki, ewentualnie pięć. Zaczęłyśmy od seansu. Na pierwszy ogień poszedł horror. Nie obyło się bez krzyków, płaczu i zakrywania oczu rękoma. Na rozluźnienie atmosfery oglądnęłyśmy komedię romantyczną.
Wyglądało to jakbyśmy się świetnie bawiły, jednak ja i tak chciałam zostać sama. Wolałbym mieć bardziej spokojniejsze przyjaciółki, bardziej podobne do mnie.
Nie pasuje do nich, ale tylko one mi zostały. Nikt inny mnie nie lubi, a co dopiero mówić o posiadaniu chłopaka.
***
Zawinięta w koc Roxana wyraziła swoją chęć zjedzenie mlecznej czekolady.
-Nie dostaniesz, bo będziesz gruba- odkrzyknęła Juliett.
I ponownie muszę wysłuchiwać jak się ze sobą droczą. Mam już tego dość, jest ich już zdecydowanie za dużo w moim życiu.
I w dodatku wysłuchiwanie co chwile, że jesteś sztywniarą i nie potrafisz się bawić, jest męczące. Zważając na to, że lubię pomagać i troszczyć się o innych postanowiłam przynieść wymarzoną słodycz przyjaciółce. Oczywiście wychodząc do kuchni, usłyszałam "Wyluzuj, Noelle, my się tylko bawimy."
Jak mam im udowodnić, że jednak mam jakieś poczucie humoru i nie jestem samotną kujonką?
Może mają racje...
***
-Nudzi mi się- przełączając kanały w telewizji, wyjęczała Roxi.
-Mam pomysł, zagrajmy w "Prawda czy wyzwanie"- widząc moje zdenerwowanie, July dopowiedziała- dawaj Noe, przecież to nie takie straszne.
-Prawda czy wyzwanie?
-Oczywiście, że prawda- rzekłam z fałszywym uśmiechem.
-Ech, niech ci będzie. Kto ci się podoba?
-Nikt?!
-Odpowiadasz albo wykonujesz zadanie! -jednym chórem krzyknęły w moim kierunku
-Co mam poradzić na to, że nikt mi się nie podoba?
- No cóż, peszek. Masz za zadanie...- zabębiniła palcami w blat- przebiec przez całe osiedle jedynie w bieliźnie
-Yyy, chyba nie?
-Ależ tak, nie dyskutuj, dalej- przemówiła twardo.
Muszę to zrobić, udowodnić, że nie jestem taka słaba i beznadziejna jak się wydaje.
Chyba nie może być tak źle, będzie dobrze, nikt cię nie zauważy Noe. Dasz radę. Uwierz w siebie. Bądź silna.
***
Jejku, chyba będę chora, zimno tu. To jest straszne, wybiła godzina 18:00. Widzę sporadycznie kilku przechodniów, czuję, że zaraz spalę się ze wstydu. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Oczami wyobraźni widzę tłumy ludzi z szyderczymi uśmieszkami. Słabo mi. Jeszcze tylko 200m i mogę zakopać się pod mnóstwem koców i poduszek.
Chyba je za to zabiję. Powinny już iść na tą swoją imprezę, a nie wymyślają jak to uprzykrzyć mi życie... czuję się taka żałosna i beznadziejna nawet wtedy, gdy próbuję komuś coś udowodnić...
***
Na reszcie w swoim pokoju, na szczęście dziewczyny stwierdziły, że zrobimy sobie domowe spa i urywają się do klubu nocnego.
Po wszystkim, zamieściłam post na Twitterze, traktuje go jak swojego małego, prywatnego bloga. Pozwala mi to zwierzyć się, powiedzieć co leży na sercu i uspokojoić swoje negatywne emocje.
"Pomocy!!! Mam dość moich przyjaciółek. Nie dość, że skompromitowałam się przez nie, to jeszcze zmuszają do zabawy przy alkoholu i używkach. Brakuje jeszcze tego, żeby bawiły się w swatki."
Powtórzę tylko materiał na sprawdzian i można iść spać. Mam tylko nadzieje, że nie mają one żadnych moich zdjęć z dzisiejszego zdarzenia. Wierzę w to, że nie są aż tak złośliwe jak się wydaje.
YOU ARE READING
Imprisoned Forever
FanfictionUwięzione na zawsze... Jedna znajduje się tam przez przypadek, druga chcę sprawdzić na własnej skórze jak tam jest... Opowieść o dwóch dziewczynach pisana przez dwie przyjaciółki... Żeby nie było- to nie jest kolejna opowieść o syndromie sztokholmsk...
