Maja od zawszę różniła się od swoich rówieśników. Była skryta, tajemnicza i żyła w wiecznym strachu i obawie przed tym, co będzie dalej. Posiadała bowiem bardzo mroczny dar, którym zaintrygował się nawet sam diabeł i postanowił wykorzystać go na wła...
– Maju, coś się stało? Dlaczego jesteś smutna? – ośmioletnia dziewczynka, moja rówieśniczka kucnęła obok mnie i podparła się dłońmi o zimny cement. Jej jasne, gęste warkocze zasłoniły jej kawałek uśmiechniętej twarzy. Skrzywiła delikatnie usta, żeby coś powiedzieć, najpewniej pocieszającego.
– Idź sobie – odwarknęłam najmocniej szorstko, jak umiem. Próbowałam ją ode mnie odpędzić. Przestawałam powoli panować nad moją ,,siłą". Nie chciałam, żeby ona była kolejną, niewinną ofiarą. W końcu pomimo to, że się prawie nie znaliśmy ona wyciągała do mnie pomocną dłoń. Rozmawiała ze mną, próbując otrzeć łzy i pocieszyć. Tylko ona jedyna. Nie chciałam więc, żeby przepadła.
– Nie, zostanę.
Przewróciłam oczami, zamkniętymi pod powiekami (mogę widzieć przez zamknięte oczy, co napawa mnie strasznymi mdłościami). Nie mogłam ich otworzyć, czułam, że są żądne krwi. Wiedziałam to, że kiedy na nią spojrzę - ona umrze. Posiadałam dziwną ,,moc", o której nikt nie wiedział poza mną. Mną i osobą w moich myślach. Ktoś siedział w mojej głowie. Ta osoba nie była towarzyska. Dużo jej do takiej brakowało. Krzyczała na mnie, rozkazywała. Byłam jednak wytrwała i to znosiłam. Sprzeciwiałam się, zawszę. Nie mogłam przecież zrobić tego umyślnie.
Kiedy przestaniesz? – zapytałam się osoby w mojej głowie. Odpowiedziała mi jednak kompletna cisza, czyżby jej tu nie było? Opuściła mnie? Przecież zawsze odpowiada... Nie było dnia, chwili, żebym nie dostała odpowiedzi.
Wzięłam głęboki oddech z przekonaniem, że już po wszystkim. Iż klątwa mnie opuściła. Otworzyłam oczy. Dziewczynka już umierała. Jej głowa zaczynała pękać na małe kawałeczki, a ona sama patrzyła się na mnie wzrokiem, jakby chciała płakać i równocześnie krzyczeć ze strachu, bólu.
Już wiedziałam, że ta ,,osoba": mnie okłamała, bawiła się mną. Śmiała się, a jej głos niósł się echem po mojej głowie.
– Proszę, nie... – Złapałam się za swą głowę i zaczęłam potrząsać. Zrobiłam to, po raz kolejny. – Dlaczego mi to robisz?... Co ja ci zrobiłam!?
Moje oczy zalśniły mokrymi łzami, a ja z trudem powstrzymałam się przed głośnym wrzaskiem rozpaczy. Nie miałam na nic chęci. Ona... już nie żyła. Nie ruszała się. Wątpię, że powróci. Zostałam sama... Tylko ja i trup.
...
Stanęłam przed lustrem w publicznej toalecie w najbliższym supermarkecie. Na chwilę obecną nie czułam ,,pragnienia". Miałam nadzieję, że przez dłuższy czas nikt przeze mnie nie zginie.
Wolno przecisnęłam się do zlewu, odpychając starsze kobiety. Panie malowały swoje usta, rzęsy i poprawiały makijaż.
Ze spuszczoną głową w dół odkręciłam kran i powoli zmyłam ze swych rąk ślady ,,incydentu". Ziemia powoli schodziła, znikała.
Wspomnienia zakopywania koleżanki nie będą takie proste do likwidacji – pomyślałam z kamienną miną. Przez ponad pół godziny nie dowierzałam, płakałam. Teraz: pogodziłam się z tym.
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.