Lady Nightwolf

275 15 4
                                        

Las,a właściwie środek lasu,miejsce w które nie zapuszczali się "porządni" ludzie,a już na pewno nie odwiedzały go damy. Trzeba jednak pamiętać, że istnieją wyjątki,a jednym z takich wyjątków była właśnie Raineria, Raineria Nightwolf - córka Lorda Robina Nightwolf,namiestnika północy. Raineria była jego najstarszą córką z czterech. Ona jednak była inna,niż trzy pozostałe. Różniła się pod wieloma względami,chociażby kolorem włosów. Włosy Rainerii były białe jak śnieg i błyszczały w słońcu jak srebro,za to każda z jej sióstr miała wytworne ciemno-kasztanowe loki.Jedynym co je łączyło były oczy,każda z nich miała ciemno-szare oczy,podobne do oczu wilka jakiego miały w herbie swojego rodu. Ich matka była piękną kobietą,równie waleczną jak Raineria,pozostałe jej córki odziedziczyły raczej cechy po ojcu:stateczność,obowiązkowość,posłuszeństwo i typowy dworski charakter,tym właśnie charakteryzował się Robin Nightwolf i trzy siostry Rainerii.

Słońce było w zenicie kiedy Rain spotkała Johna,swojego najlepszego przyjaciela. Poszli razem do lasu i jak zwykle znaleźli sobie wygodne kijki którymi zaczęli się okładać. John był synem rycerza i świetnie walczył. Tylko on mógł nauczyć Rainerię fechtunku.Dziewczyna była zdania,że tego rodzaju umiejętności mogą przydać jej się w życiu. "Co jeśli ktoś zakradnie się nocą do zamku,a wszyscy rycerze będą spali? Co jeśli ktoś będzie chciał wyrządzić jej krzywdę,a ona nie będzie potrafiła się obronić?" Właśnie na takie ewentualności uczyła się walki mieczem.Jej matka również była tego zdania i wymagała żeby jej córki zawsze miały przy sobie sztylet."Co ci po sztylecie kiedy nie potrafisz go używać?" Tak zawsze mówiła Raineria. Na co jej ojciec odpowiadał zwykłym stwierdzeniem że nauka walki nie jest zajęciem dla dam i na tym zwykle kończyła się dyskusja.Dla dam również nie było chodzenie po puszczy,ale cóż miała zrobić Rain,która właśnie tam czuła się naprawdę sobą? Nienawidziła przesiadywać na ucztach,przy zatłoczonych stołach,wśród lalusiowatych synów lordów do,których wzdychały jej siostry.Czuła się tam jak w zamknięciu,a w głębi puszczy czuła się wolna,czuła zew lasu...

Zamyśliła się i oberwała mocno od Johna.

-Nie możesz tyle myśleć,działasz zbyt wolno.- Beształ ją John.

-Próbuje przewidzieć twój następny ruch,nie chce się odsłonić tak jak ostatnio.- tłumaczyła Rain.

-Nie przewiduj tylko działaj.Jak będziesz wystarczająco szybka,zdążysz zatrzymać mój cios.- odrzekł.- Rozumiesz?

-Tak,chyba rozumiem.-odpowiedziała niepewnie.

Raineria była ambitna,a John dobrze uczył,dlatego po tygodniu nauki była już całkiem sprawną wojowniczką,jednak ona chciała więcej,pragnęła mieć prawdziwy miecz,a nie kawałek sosnowego drewna.

Lekcja dobiegła końca,Rain odłożyła patyk i usiadła obok Johna na zwalonym pniu. Chwyciła skórzany bukłak i napiła się wody,potem podała napitek przyjacielowi. Rozmawiali krótką chwilę,odpoczywając na sosnowym pniu.

-Jak czuję się twoja matka?-zapytała Rain.Matka Johna chorowała na zapalenie płuc,tutejsi medycy robili co mogli,ale jej stan był dosyć poważny.

-Ostatnio lepiej,wczoraj poszła nawet do kościoła.-odpowiedział z ożywieniem.

-Niech szybko wraca do zdrowia,to dobra kobieta.-ucieszyła się Rain.

-Wiem.-rzekł John,po czym zapadła niezręczna cisza.Rain spojrzała w niebo i z przestrachem stwierdziła,że jest już późno,wiedziała ,że tu,na północy szybko zapada zmrok.

-Muszę już lecieć, dziękuje ci za lekcje.-powiedziała wstając pospiesznie.-Niedługo zachód słońca,ojciec będzie mnie szukał.-John skinął potakująco i zapytał:

-Trafisz sama do domu? Może cię odprowadzić?

-Dziękuje za propozycje,ale niestety odmówię,muszę po drodze jeszcze coś załatwić.-wyjaśniła.

-Rozumiem,do zobaczenia w Wolffort,daj znać jak będziesz już w zamku.

-Czyżbyś się o mnie martwił?Spokojnie,poradzę sobie,ale jeśli chcesz odwiedzę cię jak wrócę do domu.Do zobaczenia John!

-Do zobaczenia Rain!-pożegnawszy ją tymi słowami chłopak wstał i patrzył przez chwilę jak odchodziła szybkim krokiem,mijając po drodze dumne świerki. Była piękna jak jej matka,to po niej odziedziczyła swoje srebrne włosy,ładne czarne rzęsy,wąskie brwi i proporcjonalne,lekko różowe usta.Gdy biegła przez las jej pięknie uczesane włosy rozwiewały się i kręciły od wilgoci jesiennego lasu.

Gdy Rain spostrzegła wysoką,starą jodłę zatrzymała się. Stanęła pod drzewem i przyłożywszy ręce do ust zawyła donośnym,lekko radosnym tonem wzywając swoją przyjaciółkę...

Odpowiedziało jej krótkie,wesołe wycie i zza drzew wybiegła biała wilczyca.

-Winter! Chodź,mam coś dla ciebie. Jak polowanie?

Winter spojrzała na Lady Nightwolf swoimi mądrymi,szarymi oczami i spuściła głowę jakby chciała powiedzieć,że dzisiejsze rezultaty łowów nie były zadowalające.Rain wiedziała,że wilczyca odczuwa głód,wiedziała też,że jej serce zabiło mocniej gdy usłyszała wycie dziewczyny.Czuła więź z tym niezwykłym białym stworzeniem w jakiś sposób podobnym do Rainerii.

-Przykro mi,ale nie martw się,zaraz nie będziesz głodna.-Mówiąc to Rain wyciągnęła z niedużego skórzanego tobołka soczysty udziec sarny i podała wilczycy. Winter wesoło szczeknęła i machnęła łbem w podziękowaniu,potem zabrała się za pachnący kawał mięsa.

-Ojciec lubi sobie porządnie zjeść,ale czasem porcje kucharki są dla niego zbyt duże,wtedy mięso wraca do kuchni i jest rzucane ogarom,chyba że je wezmę i przyniosę tobie. Smakuje? -mówiła Rain.

W odpowiedzi Winter machnęła ogonem i oblizała się ze smakiem.

-Nasza kucharka świetnie gotuje,czasem zastanawiam się co ona wyczynia w tej kuchni by tak nieapetyczna rzecz jak kawałek surowego mięsa stała się przepysznym daniem.-opowiadała Rain,wiedziała że Winter rozumie każde słowo,była tego pewna,lubiła do niej mówić i patrzeć jak białe,kosmate uszy obracają się w jej stronę i uważnie nasłuchują.Gdy wilczyca zjadła Rain pogłaskała ją po prężnym grzbiecie i uśmiechnęła się pogodnie do zwierzęcia. Winter szczeknęła i polizała dziewczynę po ręce,potem Rain wstała i na pożegnanie pogłaskała waderę po głowie. Wadera szczeknęła wesoło i pobiegła w las,a po chwili słyszała jak nawołuje przeciągłym wyciem inne wilki do wieczornej pieśni ku tarczy księżyca.

Lady po raz ostatni spojrzała na puszczę i pobiegła czym prędzej do Wolffort,musi wrócić szybko do domu by zdążyć na kolację w sali jadalnej,inaczej ojciec będzie się niecierpliwił. Niebawem ujrzała strzeliste wieże i jasne okna rodzinnej twierdzy. Zbiegła z pagórka i przechodząc obok czujnych wartowników,znających jej twarz wbiegła na dziedziniec i otwierając ciężkie drewniane wrota weszła do sali jadalnej.

Pomieszczenie było jasne,rozświetlone łuczywami i mnóstwem świec ustawionych na wysokich, żelaznych świecznikach. Na środku stał długi świerkowy stół i krzesła,na końcu stołu były dwa większe krzesła przeznaczone dla Lorda Wolffort,namiestnika północy i Lady Wolffort,jego żony.W końcu sali zawsze palił się kominek,a nad nim wisiał na ścianie herb rodu Nightwolf przedstawiający wilka z uniesionym łbem,wyjącego do księżyca w pełni na granatowym tle.

Raineria spojrzała na swój rodzinny herb i podeszła do stołu,wciągnęła woń potraw ustawionych na stole i usiadła obok swojej matki,ta uśmiechnęła się do niej i po chwili wszyscy zaczęli jeść.Za oknem było już ciemno,księżyc w pełni otulał kamienne wieże zamku i czubki drzew,a gdzieś tam,w dalekiej puszczy słychać było wycie wilków.

Córka PółnocyStories to obsess over. Discover now