KILKA SŁÓW WSTĘPU
Pisałam to będąc jeszcze dzieckiem, nie do końca rozumiejąc tematy które poruszałam. Nie jestem dumna z tego, co napisałam, aczkolwiek dostałam mnóstwo pytań odnośnie tej książki i jej potencjalnego powrotu. Nie planowałam tego ponownie publikować, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że skoro są osoby które chcą to ponownie przeczytać to mogę się ugiąć i przywrócić książkę na Wattpada.
Tyle ode mnie :)
~*~
Ten dzień był zwyczajny. Taki, jak setki innych, które zlały się w jeden monotonny obraz. W moim życiu rzadko działo się coś ekscytującego. Przeważnie spędzałam wolny czas na czytaniu książek, pielęgnowaniu ogrodu i długich spacerach. Nie byłam jak wszyscy dookoła. Nienawidziłam brutalności i okrucieństwa, które odbijały się na naszych charakterach i zachowaniach. Nienawidziłam tego, jak zabijamy i daje nam to radość. Nienawidziłam myśli, że jestem potworem i nic nie mogę z tym zrobić. Byłam inna, zupełnie nie przypominająca mojego ojca, którego wierną kopią był mój starszy brat Owen. Silny, dominujący i brutalny. Taki, jaki powinien być każdy wilkołak.
Obudziłam się o świcie i pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, była wspinaczka na dach i podziwianie wschodu słońca. Robiłam tak codziennie, odkąd nauczyłam się chodzić. Kochałam słońce, księżyc i gwiazdy. Widziałam w nich coś więcej, niż legendy i ciała niebieskie. Widziałam w nich spokój, wolność i piękno. Pragnęłam być wolna. Wolna od tych wszystkich zasad. Chciałam wstawać o poranku i z uśmiechem na ustach szykować śniadanie dla swojego męża. Tak bardzo chciałam normalności, która nie była mi dana.
Po obejrzeniu wschodu słońca, zeszłam z dachu przez okno w moim pokoju, który znajdował się na poddaszu. Jako dziecko było to moje ulubione miejsce, moje zacisze, z którego nikt nie korzystał. Wybłagałam lunę, aby pozwoliła mi się tu urządzić po swojemu i zamieszkać. I tak się stało. Miałam do dyspozycji cały strych, który został przerobiony w mój pokój, łazienkę i mini salon. Wszystko zaprojektowałam sama. Jedynie parę wilków pomogło mi z realizacją mojego pomysłu. Czasami, kiedy na niebie pokrytym granatem świeciły się małe i jasne gwiazdy, przychodziła do mnie luna i razem oglądałyśmy gwieździste niebo.
Wracając. Ubrałam się w luźną sukienkę w kwiaty, a włosy związałam w wysokiego kucyka. Tak ubrana wyszłam z domu i poszłam w stronę drzew. Chodziłam po lesie, w którym wszystko zaczynało powoli budzić się do życia. Śpiewałam razem z różnymi ptaszkami, które swoim gwizdaniem grały piękną melodię. Jak zawsze towarzyszył mi jelonek. No może, nie taki jelonek, tylko potężny jeleń. Półtora roku temu po jednej z pełni znalazłam małego jelonka, ze złamaną nóżką. Biedak leżał obok rozszarpanego ciała matki. Przygarnęłam go wtedy i zabrałam do domu. Przez dwa miesiące udało mi się ukrywać go w domu, lecz pewnego razu, podczas oglądania gwiazd, przyłapała mnie matka i nakrzyczała na mnie za trzymanie dzikiego zwierzęcia w domu. Chciało mi się tedy śmiać, ale jedyne co mogłam w tamtej chwili zrobić, to spełnić wolę matki. Wyprowadziłam go z domu, ale nie porzuciłam. Zbudowałam mu prowizoryczną zagrodę, z dala od wilków i tam go zostawiłam. Oczywiście codziennie go doglądałam i pilnowałam, aby niczego mu nie zabrakło, ale jednocześnie uczyłam go przetrwania. I tak oto właśnie po długim odstępie czasu, teraz obok mnie szedł dumnie jeleń z dużym porożem i potężnym ciałem. Zwierzę sięgało mi prawie do szyi i mogłam śmiało powiedzieć, że jest największym jeleniem jakiego widziałam.
Przechodziłam właśnie nieopodal naszej granicy z terytorium czarodziei i moją uwagę przykuł jeden bardzo istotny szczegół. Mianowicie, rośliny były uschnięte, a na nich leżały martwe zwierzęta, których ciała zaczynały obchodzić robaki. Podeszłam na bezpieczną odległość, kiedy zauważyłam parę wilków patrolujących teren. Wszystko byłoby okey, gdyby te wilki nie były martwe. Zszokowana przyłożyłam rękę do ust, aby zdusić krzyk, kiedy do nich podeszłam. Wszędzie były porozrzucane ciała i wnętrzności ludzi, wilków i zwierząt. Trawa była uschnięta, a temu wszystkiemu towarzyszyła głucha cisza. Nagle obok mnie poczułam jelonka. Spojrzałam na niego, a ten tylko podszedł do mnie bliżej i pozwolił oprzeć się o jego masywne ciało. Oczy zaszły mi łzami, na tak brutalny widok. Po otrząśnięciu się z większego szoku, połączyłam się z luną stada, z którą miałam najlepszy kontakt i powiedziałam, co i gdzie widzę. Powtórzyłam tę czynność parę razy, aby mieć pewność, że mnie rozumie.
Wilki potrafiły komunikować się między sobą, za pomocą myśli, lecz kiedy byliśmy bardzo daleko od siebie, mogła dotrzeć tylko część wiadomości, bądź wcale. Dlatego czekałam tam i próbowałam znaleźć choć jedną ocalałą osobę. Chociaż jedno zwierzę, które wyszło z tego całe. Niestety, nie wszystko jest takie piękne. Nikt nie przeżył. Jedyną dobrą wiadomością, było to, że usłyszałam zbliżające się wilki z mojej watahy. Spojrzałam wymownie na jelonka, który chyba rozumiejąc, o co mi chodzi, uciekł.
Nie musiałam długo czekać, ponieważ po niecałych pięciu minutach stało przy mnie kilkudziesięciu najlepszych wojowników, w tym mój ojciec, brat i alfa, którzy szybko do mnie podeszli.
– Anabell. – Alfa położył dłoń na moim ramieniu, ale widząc, że drżę, kucnął przede mną i załapał moje dygoczące dłonie. – Spokojnie, już nic ci nie grozi. Jesteś bezpieczna.
– Tyle martwych ciał, tyle śmierci – wyszeptałam i poczułam, jak po moim policzku spływa łza.
– Jest roztrzęsiona. Zajmij się nią Jack – zwrócił się do mojego ojca.
Ten również kucnął przede mną i zagarnął mnie w ramiona. Wtuliłam się w jego umięśniony tors, a szloch wyleciał z moich ust. Tata głaskał moje plecy i czekał, aż się uspokoję. Po paru minutach przestałam płakać i opowiedziałam im, jak się tu znalazłam. Alfa chciał odesłać mnie wraz z bratem do domu, lecz szybko zaprzeczyłam. Wiedziałam, że Owen chce zostać. Kochał polować i tropić. Dlatego powiedziałam, że pójdę sama i tak też się stało. Przemieniłam się w szaro-mlecznego wilka i sprintem ruszyłam w drogę powrotną. Przed gwarą stałam już niecałe piętnaście minut później. Luna stała już w progu drzwi i kiedy mnie zobaczyła, zabrała do kuchni, gdzie dała mi jakieś ziółka na uspokojenie. Po drodze minęła mi twarz matki siedzącej w salonie, ale ta zamiast się mną przejmować, wolała spędzać czas z moimi rok młodszymi siostrami i plotkować o nowych trendach mody. Nie ma co, moja matka jest najlepsza.
Alfa wraz z resztą wrócił po paru godzinach. Przez ten czas siedziałam w swoim pokoju jak na szpilach, więc gdy przywódca przekroczył próg domu, byłam już przy nim. Ten ogłosił tylko zebranie, na którym powiedział, że zostaliśmy zaatakowani przez czarownice i jeżeli to się powtórzy, to grozi nam wojna.
Następne dni były istnym koszmarem. Ludzie siedzieli sztywno w domach, czekając na kolejny atak, który jak myśleliśmy, miał nadejść niebawem. To było chyba najgorsze. Czekanie wyniszczało każdego, nawet mojego ojca. Niestety to nie był koniec naszych zmartwień. Wilkołaki zaczęły w dziwnym skutku chorować i nasz medyk nie wiedział, co to jest. Nigdy nie spotkał tak potężnego czaru, czy też klątwy, wiec nie miał do czynienia z tego typem rzeczy.
Myśleliśmy, że wojna to najgorsze, co może być. Niestety pomyliliśmy się. Po kolejnej dobie chore wilki zaczęły umierać, a alfa był tak wściekły, że naprawdę chciał rozpętać wojnę.
****
Zapraszam do komentowania i gwiazdkowania nowej książki. Chciałabym poznać wasze zdanie na jej temat. Miłego wieczoru.
YOU ARE READING
Pragnienie
VampireWilkołaki kojarzone są z zaborczością, złością, brakiem opanowania, wybuchowością, okrucieństwem i innymi równie brutalnym rzeczami. Więc pomyślcie jak na tle tych istot wygląda niewinna, spokojna i opanowana córka głównego bety największej watahy...
