Od zawsze kochałem jesienne wieczory, ich tajemniczą, ale jednocześnie romantyczną aurę, dźwięk kropli deszczu uderzających o okna naszej skromnej posiadłości i cień, który rzucały na ściany. Jednak, ten chłodny, listopadowy wieczór napawa mnie niczym, oprócz tęsknoty i smutku. Słabe, żółte światło świecy stojącej na biurku w moim pokoju przypomina mi o wszystkim, o czym chcę zapomnieć. Moje serce boli, i obawiam się, że nieszybko przestanie.
Wysuwam szufladę biurka, patrząc na wszystkie listy tam schowane. Kiedyś były dla mnie ważne, jednak teraz są bezużytecznymi papierzyskami zajmującymi miejsce, które mogłoby zostać dobrze wykorzystane. Pomimo mojej niechęci do nich, wyjmuję je ostrożnie i kładę przed sobą. Na odległość czuć od nich drogą wodę kolońską i cygaro, i choć chcę się uśmiechnąć, nie umiem.
Nie rozumiem, jak mogłeś zrobić coś takiego. Jak mogłeś przyprowadzić tamtą kobietę do siebie, zaprowadzić ją do łóżka, które niegdyś, w wielu momentach naszych żyć, dzieliliśmy. Przecież byliśmy zaręczeni, przecież zaplanowaliśmy ślub... A ty? Zepsułeś wszystko, co kiedyś miało być nasze. Mogło być pięknie, ale jak się okazuje, niestety nie wszyscy zasługują na piękne życie.
Przesuwam opuszkami palców po pierwszej kartce, czytając starannie nakreślone na niej znaki.
Najdroższy Baekhyunie!
To cud, że zdecydowałeś się, by podać mi adres, na który mogę pisać do Ciebie listy. Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę to robić.
Jest tyle rzeczy, które dzieją się na bierząco, i o których chciałbym Ci powiedzieć! Mam wrażenie, że moje serce wyrywa się do pisania Ci listów codziennie, lecz rodzice wyklęliby mnie za zużywanie tak dużej ilości papieru. Ustalmy więc, że będę pisał Ci list raz na dwa tygodnie. Myślę, że tyle zajmie także dotarcie listonosza z mojego miejsca zamieszkania aż do Twojego, także sądzę, to dobra decyzja.
Do tej pory nie mogę zapomnieć Twojej pięknej twarzyczki, tych cudownych, brązowych oczu i rumianych policzków. Czuję się, jak gdyby najłaskawszy Bóg zesłał mi swego najpiękniejszego anioła, na co na pewno nie zasłużyłem. Jestem tylko najzwyklejszym śmiertelnikiem, nieprawdaż?
Mój najpiękniejszy, choć przez cały dzień nosiłem w głowie cały list, jaki miałem Ci napisać, nagle nie mogę nic z siebie wycisnąć, a jeśli będę zbyt mocno próbował, wyleją się ze mnie litry łez i uczuć kierowanych do twojej osoby, a nie chciałbym przestraszyć Cię przy pierwszym liście, gdyż wiem, jak delikatna jest twoja psychika. Pozwól więc, że tu go zakończę ale obiecuję, że następne będą dużo dłuższe.
Twój na wieki,
Oh Sehun.
Następne listy rzeczywiście są dłuższe i choć nigdy nie zajmowałem się takimi rzeczami jak pamiętanie, co wysyłam do innych, nagle pamiętam każdą linijkę swoich odpowiedzi na nie. Obserwuję, jak na przestrzeni miesięcy i lat stawaliśmy się coraz śmielsi oraz jak zmieniają się początki i zakończenia twoich listów. Najdroższy Baekhyunie, najpiękniejszy Baekhyunie, moje najdroższe słońce, najjaśniejsza gwiazdo na nocnym niebie. Twój na wieki, oddany ci w całości, zawsze wierny tylko tobie.
Mój książę,
tak bardzo cieszę się, że jest nam dane w końcu znów się spotkać. Mam nadzieję, że twoja podróż minie Ci dobrze i bez zbędnych komplikacji. Tak bardzo chcę Cię już zobaczyć! Będę czekał na Ciebie na peronie wraz ze służącym, który weźmie Twoją walizkę. Mam nadzieję, że mnie rozpoznasz. Jeśli nie, to ja rozpoznam Ciebie, a gdy już obejmę Twoje drobne ciało obiecuję, że nigdy Cię nie puszczę. Jesteś tylko mój.
Najpiękniejszy kwiecie róży,
nasze zaręczyny to najlepsza rzecz, jaka mogłaby mnie spotkać. Jestem tak szczęśliwy, że nie zmrużyłem oka przez ostatnie trzy noce i choć wyglądam jak siedem nieszczęść, nigdy nie byłem tak szczęśliwy, jak teraz. Nigdy nie sądziłem, że dane mi będzie ożenić się z najpiękniejszą osobą chodzącą po naszym szarym, brzydkim świecie, osobę, dzięki której zyskuje on kolor i która rozjaśnia najciemniejszą noc, a jednak. Prace nad naszą osobistą rezydencją już ruszyły, gdyż moi rodzice stwierdzili, że wszystko zaplanują i nie warto czekać. Wyobrażasz sobie, że sprowadzili najlepszych architektów aż zza oceanu? Wszystko, by moja miłość żyła godnie.
Te dwa fragmenty dwóch różnych listów, które dzieli około półtora roku czasu najmocniej trafiły w moje serce.
Perfidnie zniszczyłeś piękną miłość, i niezależnie od tego, jak szczerze byś tego żałował, nie wybaczę ci tego. Choćbyś całą drogę, aż pod moje nogi przeszedł na klęczkach, odrzucę twoje najszczersze przeprosiny i nadepnę na ciebie tak, jak ty nadepnąłeś na moje serce, miażdżąc je bezlitośnie.
Ostatni list, który wpadł w moje ręce dopiero dzisiaj, wstrząsnął mną niewyobrażalnie, nie samą treścią, ale też chłodem niedobranych słów i niechlujnym pismem, co z twojej strony było niegdyś niewyobrażalne, lecz czego miałbym spodziewać się po brzydko, jakby na szybko złożonym kawałku kartki wepchniętym do koperty, której zawartość brzmiała:
Drogi Baekhyunie,
jestem zmuszony zerwać zaręczyny, gdyż kogoś poznałem. Co najlepsze, mieszka w miasteczku zaraz obok mojego, więc ułatwia to wiele spraw. Nasza niedoszła posiadłość niebawem zostanie zburzona.
Dziękuję za cierpliwość do mnie, życzę Ci wszystkiego najlepszego.
Twój
Oh Sehun.
Łzy powoli zaczynają spływać po moich policzkach, drżę i szlocham jak nigdy wcześniej, a przecież mogłem zrobić to dużo wcześniej, bo nie czytam tego listu po raz pierwszy. Uczucia, które niegdyś posiadałem jakby ulatują ze mnie wraz z ludzką duszą, która została poturbowana przez twoje słowa, gdy łamałeś mi serce.
Spoglądam na świeczkę stojącą na biurku która kusi mnie, jakby woła, by jej użyć, lecz boję się konsekwencji i tęsknoty za tymi listami, bo być może najdzie mnie kiedyś ochota na wrócenie do tych pięknych chwil, gdy ja byłem twój a ty mój. Nasłuchuję, czy aby na pewno wszyscy śpią, i słyszę typowe chrapanie mojego ojca. Wstaję, narzucając na siebie szal który zawsze wisi na oparciu krzesła, bym mógł dodatkowo ogrzać się w chłodne dni.
Biorę delikatnie jeden z listów i przykładam do płomienia świecy. Śmieję się bezdusznie, patrząc, jak ta zapisana nic nieznaczącymi już słowami kartka płonie w moich sinych z zimna dłoniach, robię piruet i wrzucam ją do kominka stojącego przy łóżku.
– Dobrze ci tak! - krzyczę, łzy nadal ciekną po moich policzkach i spadają, mocząc moją koszulę nocną. Nadal się śmieję. Dwie tak skrajne czynności jak śmiech i płacz nagle mają swój czas w tym samym momencie.
Podpalam kolejne kartki, wrzucam je do kominka i tak w kółko, dopóki nie rzucam tam samej świecy. Ogień jest piękny i zdecydowanie podoba mi się, gdy na niego patrzę i ocieram policzki rękawem, siedząc na łóżku. Spoglądam na pierścionek nadal spoczywający na moim palcu, lecz nie zostaję tak długo. Zdejmuję go, całuję i wrzucam między płomienie.
– Płoń! - krzyczę znowu, szlochając - Nic Ci się od życia nie należy, nie po tym, co zrobiłeś! Postaram się, by wszyscy się dowiedzieli, że Oh Sehun nie jest warty niczyjego czasu ani niczyjej miłości i obiecuję, zniszczę Ci życie tak, jak ty zniszczyłeś mi! A już dawno mogłem być z kimś lepszym, kto nigdy by mnie nie zdradził!
To chore, jak wyżywam się, krzycząc do płomieni tak, że słychać mnie pewnie na dworze, mój głos pewnie roznosi się pomiędzy kroplami deszczu i znika gdzieś daleko, ale niech wszyscy wiedzą, co czuję.
– Mam nadzieję, że spłoniesz.
