Patrzę na swoje odbicie w lustrze i zastanawiam się co mogę zmienić w sobie abym chociaż w ten jeden wyjątkowy dla mnie dzień wyglądała przyzwoicie.
Marzyłam o tej chwili od kiedy skończyłam liceum, a teraz gdy wszystko może się udać nic mi nie wychodzi. Mój makijaż to jedna wielka porażka, a włosy sterczą w każdą możliwą stronę. Na dodatek zgubiłam papierek, wszystko wypada mi z rąk. Jedynie moja czerwona sukienka w szkocką zieloną kratę leży na moim z lekka wychudzonym ciele, mimo mojego zamiłowania do jedzenia nadal potrafię wyglądać dobrze w swoim ciele. Biorę głęboki oddech i zamykając oczy sama sobie powtarzam, że dam radę i że wszytsko się uda. Czego mi brakuje? Pewności siebie.
Moje rozmyślania przerywa moja przyjaciółka Cindy, która wchodzi do domu rzucając się na kanape. Ma ona 19 lat, długie falowane włosy i jest tak samo jak ja - chuda. Uważam, że jest idealna, w porównaniu do mojego nudnego brązu na włosach ona ma śliczne długie czarne włosy. Mimo, że ugania się za nią milion chłopaków ona nie szuka kandydata na męża, kocha imprezować i uprawiać przypadkowy seks z przystojniakami poznamymi wcześniej w klubie.
Jestem przy niej nudną studentką z marzeniami niemal, że niemożliwymi.
Ale dzisiaj mi się uda. A co to będzie? Zaczynam kandydaturę o staż u najbardziej znanego prezesa w tym świecie - Dallas Company. Słyszałam, że prezes rzekomej firmy jest uważany za najseksowniejszego mężczyznę na świecie, ale co ja mogę o tym powiedzieć? Jesteś pieprzoną nudą 21 letnią dziewicą.
- zamierzasz iść tak ubrana? - moje zamyślenie przerywa Cindy, która kpi z mojej ulubionej sukienki na specjalne okazję.
- tak, wyglądam źle? - pytam obracając się w lustrze kilka razy i rozprasowując rękoma górę sukienki.
- nałóż coś innego - mówi przyglądając się swoim idealnie spiłowanym paznokciom - chyba, że nie masz nic innego - kpi jeszcze raz jednak tym razem ja postanawiam nie brać tego do siebie i pójść na swoje.
Pokazuje dziewczynie język i ostatni raz smarując usta nawilżającą pomadką wychodzę zabierając wszytskie rzeczy pod pachę i cicho zamykając drzwi do mieszkania.
Kocham moją Cindy, ale uwierzcie, że czasami potrafi być nieznośna, plus jest okropnym brudasem, a mnie irytuje nawet najmniejsza kapka kurzu na szafce. Rozumie mnie ktoś prawda?
Będąc praktycznie przy samym samochodzie potykam się o własne stopy i upadam wyrzucając wszystko z moich dziurawych rąk przy tym upadając na zimny chodnik.
- cholera by to wzięła - mówię pod nosem wstając, przeglądam straty na sukience - brak. Zbieram książki i wsiadam do garbusa, który jak można się domyślić nie chce mi odpalić. W kącikach moich oczu zbierają się łzy a do głowy przychodzą najgorsze scenariusze. Wysiadam z samochodu i kopię parę razy w felgi, a gdy wsiadam parę sekund potem aby ostatni raz spróbować go zapalić on to robi - zapala się.
Uśmiecham się sama do siebie pod nosem i wyruszam w godziną drogę przed siebie.
W Bostonie jestem równo o 9 co kończy się szybkim biegiem w stronę ogromnego budynku z wielkim napisem po środku.
"Cameron Dallas Company - Investment"
- wow - mówię sama do siebie pod nosem przyglądając się największemu oknu w samym centrum wieżowca. Mój zachwyt przerywa jednak dźwięk dzwonka rowerowego, który krzyczy abym nie stała na środku chodnika. Otrząsam się szybko i poprawiając niefortunnie ułożona grzywkę biegnę w stronę ogromnych drzwi, które otwiera mi staruszek ubrany w kubrak i typową szarą czapkę z napisem 'Dallas'.
Zdejmuję z moich ramion płaszcz i posyłając ogromny uśmiech prowadzi do windy, ta zaś zawozi nas na 50 piętro. Spoglądam przez wielkie okno, a w oczach widzę mroczki. Staruszek pokazuje, gdzie mam się udać, a ja ostatni raz dziękując idę w stronę białego stołu przy którym siedzi około 20 kobiet ubranych w czarno białe garsonki lub sukienki. Reszta dziewczyn jest ubrana równie pięknie lecz tak jak ja są tutaj po pracę u niejakiego Dallasa.
Czuję się przy nich gruba, brzydka, a moja sukienka przestaje mi się podobać. Cholera mogłam posłuchać się Cindy - przeklinam sama siebie w myśli.
Zestresowana idę w strone zbiorowiska, gdzie jak zauważyłam wszyscy już na mnie czekają.
- dzień dobry - mówi jedna z szarych Pań podając mi rękę i posylając niesmaczne spojrzenie, a następnie patrząc na białą listę, która wsadzona jest w czarna teczkę z napisem 'Dallas' - panno Gomez. Proszę - odsuwa jedno z białych krzeseł i posyła słaby uśmiech - usiądzie Pani.
Siadam spokojnie zaginajac sukienkę i próbując w jak najlepszy sposób dopasować się do reszty wystrojonych kandydatek.
- Pan Dallas niestety nie ma czasu na oto te spotkanie, jednak wszystkie wiadomości zawarte w tym piśmie są pisane przez niego, własnoręcznie - podkreśla szara brunetka jakby chciała powiedzieć, że pismo było pisane ręką niemal, że boską
Też mi coś - jest was 6. Kendall, Hailey, Sofia, Rachel, Madison i Selina - mówi wskazując na moją osobę.
- Selena - poprawiam szybko błąd blondynki ta jednak rzuca mi jedynie zimne brudne spojrzenie, więc szybko zamykam swoją niewyparzona buzię.
- Pracujecie tutaj 5 tygodni. Ta która okaże się być najlepsza asystentka dla Camerona Dallasa, zostaje. Podkreślam, że on sam wytypuje jedną z was. O strojach, godzinach i całej reszcie dowie się ta, która zostanie - mówi kolejna szara z wyjątkowo dużymi ustami, które bardzo źle mi się kojarzą.
Wszystkie 6 przytakujemy i zostajemy poprowadzone na najwyższe piętro, gdzie stoi 6 biurek ze szklanymi osłonami. Wszytskie one prowadzą do jednych ogromnych drzwi. Szarych skórzanych drzwi na których widnieje napis 'Dallas Company'. Przełykam ślinę i próbuje opanować drżenie nóg. Czy to się dzieje naprawdę?
Każda z nas zajmuję miejsce przy biurku i dostaje swoje zadanie na pierwszy dzień. Moje to wyznaczenie nowych terminów u lekarza dla narzeczonej Pana Dallasa.
Żeś mi zadanie dali, powoli zaczynam żałować swoich wyborów mimo, że marzyłam o tym wieki. Mogłam być teraz pod ciepłym kocem i razem z Cindy podziwiać przystojniaków Salvatore.
Pierwsze parę godzin mija szybko, marzę tylko o tym aby położyć się w ciepłym łóżku i odpocząć.
Nasz spokój przerywa wielki głośnik ogłaszający, że Pan Dallas życzy sobie kawę.
Czy on nawet od tego ma ludzi? Cholera.
Biorę się za to zadanie i szybko robię czarną kawę próbując nie skrzanic tego. Zadowolona wychodzę z wielkiej kuchni jednak to co zastaje w biurze zapiera oddech w moich płucach. Przy moim biurku stoi najpiękniejszy mężczyzna jakiego kolwiek miałam okazję zobaczyć. Ma piękne czarno brązowe szklane oczy. Wielkie malinowe usta. Podkreślająca się linie szczęki i odbijając się pod spodem marynarki mięśnie. Brązowe włosy z nutą blondu na idealnie ułożone, wygląda jak grecki bóg. Kiedy uśmiecha się do kobiety stojącej koło niego moje nogi miękkną a w brzuchu czuję małe motylki. Kiedy brunet całuję piękna kobietę stojąca koło niego otrząsam się i podchodzę podając kawę do ręki mężczyzny. Ten jednak nie patrzy się na mnie nawet przez ułamek sekundy. Robi mi się przykro jednak nie mam dużo czasu na zareagowanie bo zakładam, że narzeczona mężczyzny przepycha mnie na bok i dwoje nie zwracając uwagi na moją osobę przechodzą do windy gdzie Dallas zakłada płaszcz na ramiona kobiety i całuję ostatni raz w usta szepcząc jej coś do ucha na co ona bije go lekko w ramię aby następnie cicho się zaśmiac.
Ja wracam na swoje miejsce i próbuje przypomnieć sobie na czym skończyłam. Widzę wracającego do swojego biura Pana Dallasa. Zauważam, że każda z 5 dziewczyny próbuje zwrócić na siebie uwagę. Ten jednak burczy coś pod nosem i wchodzi do swojego biura zatrzaskując za sobą drzwi.
Uśmiecham się pod nosem bo nie tylko mnie Cameron Dallas postanowił ignorować. Dziewczyny posyłają mi pełne jadu spojrzenie - ja jednak nie przejmuję się nimi i wracam do pracy, chociaż w głowie mam kompletnie inne myśli.
Postanawiam, że Pan Dallas zwróci na mnie uwagę.
Pan Dallas będzie mój.
