... deszcz nie przeszkodził mu w obserwowaniu swojej ukochanej. Gdy tylko ją widział czuł ucisk w okolicy serca. Ona jeszcze go nie znała, ale wiedział, że wkrótce będzie mógł to zmienić.
- No nie – pomyślałam, obserwując jak kolejne linijki zmieniają moje dzieło w jedno z tych tanich romansideł, sprzedawanych w Kioskach po 10 zł. Ze złością zaczęłam skrobać wzorki na marginesie. - Od tak dawna nie napisałam niczego, co mogłoby się komukolwiek spodobać – mówiłam do siebie, drąc kartki, nawet te, które jeszcze nie zostały zapisane.
Ostatnie opowiadanie, które udało mi się dokończyć miało już 5 lat. Nie osiągnęło żadnego oszałamiającego sukcesu. Chyba, że za sukces ktoś uzna opublikowanie go w lokalnej gazecie, w której opisane są również przygody Jacka Smitha, tutejszego rybaka.
Nigdy nie rozumiałam, co mogło być fascynującego w spędzaniu ranka nad jeziorem. Ranka? – zapytałam samą siebie. Dla mnie 6 to był środek nocy.
Chwyciłam kolejną kartkę, rozprostowałam ją na zeszycie i zaczęłam pisać.
Chmury coraz bardziej przesłaniały widok. Za chwilę miało zajść słońce. Odwróciłam się by ostatni raz spojrzeć na oddalające się miasto. Samochód poruszał się cicho po opuszczonej dr.....
Cholera! Tym razem z opisu wyrwał mnie dźwięk sms-a.
„Nie zapomniałaś o czymś?" przeczytałam wiadomość, wyobrażając sobie zniecierpliwioną, tuptającą nogą Marcie, która znów musiała mnie wyciągać z zapomnienia.
Rzeczywiście! Miałam dzisiaj wybrać się na ostatnią imprezę przed rozpoczęciem roku szkolnego. Zerknęłam na zegarek, z niechęcią zauważając, że byłam spóźniona już 20 minut. Marcie pewnie czekała na mnie pod domem, nie chcąc wchodzić i przeżywać wywiadu z moimi rodzicami.
„Kto tam będzie?"
„Czy będzie alkohol?"
„Będzie ktoś dorosły was pilnował?" i inne takie zbędne pytania, które zwykli zadawać mi przed prawie każdym wyjściem. No może jedynie nie tym do kościoła.
W biegu założyłam czarną bluzkę oraz spódniczkę do kolan, gdyż w krótszej mama nie wypuściłaby mnie z domu (nieważne, że mam już 18 lat), rozczesałam włosy i założyłam swoje ulubione, białe converse'y. Rodzice niestety byli na dworze i zdążyli dopaść moją przyjaciółkę pod altanką. Niestety zielona altanka otoczona przez różnorodne kwiaty powoli zaczynała zmieniać się w szarą, niezachęcającą do wyjścia na dwór. Nigdy nie lubiłam jesieni.
- Kochanie, nie mówiłaś, że wybierasz się na imprezę? – zapytała mama, kiedy zamykałam za sobą drzwi, wychodząc im naprzeciw. - Myślałam, że pójdziesz ze mną do cioci Cassie – kontynuowała, próbując zatrzymać mnie w domu.
- Mówiłam 15 razy mamo. To jest ostatnia impreza przed rozpoczęciem 10-miesięcznego niewolnictwa – broniłam się.
- Myślałam, że chcesz skończyć dzisiaj swoje opowiadanie. Nie możemy się doczekać jak będziemy mogli je przeczytać – ciągnęła niewzruszona.
- Jestem w trakcie – wzruszyłam ramionami, nie chcąc przyznawać się, że dzieło nad którym pracuję całe wakacje nie ma nawet prologu.
Marcie odchrząknęła, próbując przerwać nam wymianę poglądów i wskazała na wyobrażony zegarek na nadgarstku.
- Mamo, musimy uciekać. Już jesteśmy spóźnione – nalegałam.
- No dobrze już. Jedź ostrożnie Marcie. Wróćcie przed 23 i pamiętajcie żadnego alkoholu – wołała, machając ręką, gdy wskakiwałyśmy do Lexusa dziewczyny.
YOU ARE READING
Przepis na opowieść
FanfictionRosie szukając przepisu na idealny bestseller postanawia przeżyć momenty z książki na własnej skórze. Musi rozkochać w sobie dwóch zupełnie innych chłopców, pojechać na kilka dni na festiwal, wykraść się z domu, zaprzyjaźnić z wcześniej zupełnie nie...
