Rozdział 1 i 1/2

28 3 1
                                        

     - Opętania przez szatana są coraz częstszym zjawiskiem w ostatnich latach. Notuje się, że... - z głośników płynął monotonny głos egzorcysty.
Jak co religie odpływałam do swojej prywatnej krainy, chociaż w większości po prostu szłam spać. Niestety tym razem nie miałam tyle szczęścia i nie mogłam przespać połowy majestatycznego wykładu, ponieważ katechetka urządziła sobie spacerek po klasie. Z racji tego, że nie toleruje spania na lekcji to odesłała mnie do dyrektora... znowu. Jestem u niego stanowczo zbyt często. Czasami już nawet nie zawracam sobie głowy pukaniem. Tak zrobiłam i tym razem.
 - Cześć Eddie - rzuciłam torbę i opadłam na krzesło.
 - Co tym razem Hamilton? - wypowiadając te słowa odwrócił wzrok od okna i spojrzał w moją stronę.
Wysoki, czarnoskóry mężczyzna. Nie ma co się rozpisywać nad wyglądem, murzyn jak murzyn, tyle że ubrany w koszule oraz ciemne jeansy. Paradoks naszego dyrektora: ma 60, wygląda na 30, ubiera się na 20, rozmawia ze swoimi uczniami jak 18. Nie mogą go zwolnić z posady, bo by wyszli na rasistę. Czyż nie dobrze się ustawił?
 - Religia jak religia. Bóg, szatan, Biblia, sen. Nic nowego - mówiąc to przeglądałam papiery na jego biurku, dopóki nie zabrał mi ich z ręki. Niestety nic ciekawego nie znalazłam.
 - Jesteś na dofinansowaniu ze względu na twoje zamieszkanie, ale to nie oznacza, że będę tolerował każdy twój wybryk - usiadł na krześle po drugiej stronie biurka mierząc mnie wzrokiem - Wielu nauczycieli skarży się, że jesteś zdolna, ale to marnujesz i na lekcjach wolisz spać albo rozmawiać. Zrób coś z tym młoda. Jesteś w liceum więc dopilnuj aby dopuścili cię do matury.
 - Dobra, dobra. Nie z takich sytuacji udało mi się już wybrnąć - spojrzałam mu prosto w oczy i wyszczerzyłam zęby.
 - Mniejsza z tym. Uznajmy, że przemówiłem ci do rozsądku, a teraz wracaj na lekcje.
Jak za zawołanie zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec wysłuchiwania o opętaniach i początek przerwy na lunch.
 - Jak zawsze szczęście mi sprzyja - uśmiechnęłam się, zarzuciłam torbę na ramię po czym skierowałam się w stronę wyjścia, a następnie pod sale historyczną gdzie jak miałam nadzieję czekają na mnie moi wierni przyjaciele.
Tak jak się spodziewałam cała trójka tam była. Willow wraz ze swoim ukochanym Luckiem oraz Patrick. Dwójkę zakochanych ludzi poznałam w gimnazjum. Z dziewczyną trafiłam do jednej klasy. Uczepiła się mnie niczym kleszcz i nie chce puścić. Mimo, że teraz poszłyśmy na dwa różne kierunki, ona na biologicznochemiczny, ja natomiast na humanistyczny, i ma w tej samej szkole chłopaka, doszła do bardzo szlachetnego wniosku, że nie da mi spokoju. Nie żebym narzekała. Przenajświętszy Boże, który nie istniejesz oczywiście, że nie. Przechodząc do chłopaka. Poznałam go, nawet nie wiem jak. Jakoś przypadkiem natknęłyśmy się z Willow na niego w szkole i zaczęliśmy rozmawiać. Jest rok starszy i można stwierdzić, że idealny. Inteligenty, przystojny oraz ze świetnym charakterem. Śniada cera, czarne włosy w artystycznym nieładzie, niebieskie niczym lód oczy, zarysowana szczęka, mięśnie. Po liceum wybiera się na medycyne z planem zostania rehabilitantem.  Jak ona z nim zerwie to skopię jej dupę, obiecuje. Zostaje jeszcze Patrick. Życie dało mu w kość tak samo jak mi. Znamy się odkąd tylko przywieźli go do sierocińca czyli prawie 11 lat. Trafił do tego domu jako 5 latek, ponieważ wiecznie pijany mężczyzna, który go spłodził i uchodził za ojca podpalił dom, w którym znajdowała się matka wraz z synem. Rodzice nie utrzymywali kontaktu z żadną częścią rodziny więc każdy wyrzekł się  "pomiotu szatana", jak to stwierdzili zgodnym chórem. Jest w pierwszej liceum na profilu matematyczno geograficznym. Dorabia w warsztacie jako mechanik. Złota rączka to z niego jest. Gdy miałam 11 lat doszłam do wniosku, że obrobię z nim bank. Nadal się trzymam tego pomysłu. Jest w stanie otworzyć każdy zamek i rozpracować każdy system alarmowy. Z talentu widać w jakim środowisku się wychował. Chłopak od małego nie był brzydki. Blond włosy zawsze niesfornie opadały na oczy zakrywając ich zielony kolor. Zawsze to ja mu je podcinałam, jak w sumie wszystkim w domu. Z biegiem lat sierociniec stał się po prostu domem, ludzie przywykają do tego gdzie się wychowują.
- Została mi geografia oraz biologia. Nie mam najmniejszego zamiaru tkwić w tym padole rozpaczy czy ktoś z was moi wierni druhowie wyruszy ze mną na poszukiwanie niezapomnianych przygód poza murami tego budynku? - powiedziałam gdy tylko do nich podeszłam.
- Cóż za porywająca mowa humanie.
- Wal się młody biolchemie.
- Nie martw się. Ze mną zawsze -  wtrącił się jej kochany chłopak na co Patrick i ja wybuchliśmy śmiechem.
- Schlebiasz sobie za bardzo - odparł najmłodszy z nas.
- Skończmy mówić o ich życiu erotycznym, które nawiasem mówiąc jest marne, co wiemy wszyscy tu obecni i przejdźmy do mojego pytania - chciałam ich nakierować znowu na główną sprawę, z którą do nich przyszłam.
- Chłopaki odpadają, a ja chętnie zrobię sobie z Tobą babskie wyjście, którego dawno nie było - odpowiedziała za całą trójkę z naciskiem na ostatnie słowa.
- Więc żegnam was chłopcy serdecznie moim małym paluszkiem, który jest tak samo mały jak twój chuj Luck, a ty Willow bez zbędnych czułości podążaj mym śladem.
Patrick wybuchnął gromkim śmiechem i przybił mi piątkę. Chłopak mojej przyjaciółki zaczął otwierać usta, lecz ona była szybsza. Zarzuciła mu ręce na szyję i czule pocałowała w usta czekając aż odda pocałunek. Gdy po dłuższej chwili to zrobił i przyciągnął do siebie Will wyrwała się z jego ramion i szepnęła do ucha ledwo słyszalnie "do zobaczenia potem kochanie". Również przybiła piątkę z blondynem po czym ruszyłyśmy pod rękę w stronę wyjścia ze szkoły.

Eh #1Stories to obsess over. Discover now