Budynek w którym znajdował się sąd był tak naprawdę nieużywanym od lat ratuszem. Teraz jedyną jego funkcją było karanie oraz przetrzymywanie okolicznych chłopów. Niegdyś przepiękne ręcznie tkane gobeliny zdobiące ściany dziś zmatowiały, a nie reperowane końce postrzępiły się tworząc niepożądane frędzle. Tego dnia Stara Sala była wypełniona po brzegi ciekawskimi gapiami którzy zlecieli się z całej okolicy by oglądać proces na oko 16 letniego chłopaka. Nie codziennie sam sędzia Levahart wydawał wyrok na Bezimiennym. Zresztą w tych czasach już nikt nie trzymał się tradycji z godnie z którą imię mogła nadać tylko matka. Osoba pozbawiona przywileju posiadania imienia nie miała żadnych praw. Nie była obywatelem przez co często traktowano ją jako podczłowieka. Dlatego też zaczęto stosować już powszechny zwyczaj zapisywania przez matki bezpłciowego "imienia śmierci" które krewni mogli wykorzystać gdyby to kobieta zmarła podczas porodu. Jednak jak widać były nadal rodziny bardziej tradycyjne które nie zdecydowały się na taki krok. Bezimienny był wielką hańbą dla rodzin jednak prawo zabraniało zabijania i porzucania nieletnich, dlatego też takie dziecko zostawiano na pastwę losu dopiero gdy ukończyło siódmy rok życia co było równoznaczne z przejściem pod opiekę ojca w przypadku chłopca lub pod opiekę matki chrzestnej w przypadku dziewczynki. Na całe szczęście już od wielu lat takie praktyki były regularnie potępiane przez obecnie panujący ród.
Dokładnie o godzinie dwunastej gdy promienie słoneczne wślizgnęły się do wnętrza sali oświatlanajac tron stojący pośrodku oraz tańczące w powietrzu drobiny kurzu, wprowadzono a raczej wrzucono drobną postać. Okazało się że sądzony tajemniczy Bezimienny wcale nie był tak olbrzymi i postawny jak sugerowały to plotki. Wręcz przeciwnie zaliczał się do osób niesamowicie wręcz drobnych, żeby nie powiedzieć skrajnie chudych. Ten "groźny osobnik" miał nie więcej niż 5* stóp wysokości, oliwkową cerę oraz czarne jak krucze pióra włosy, które nieco zbyt długie opadały na twarz. Jego drobne ręce zostały brutalnie wykręcone do tyłu i związane grubym powrozem przez co każdy ruch dłońmi skutkował głębokimi otarciami.
Po przeciągającej się chwili na salę w asyście pięciu uzbrojonych po zęby strażników wkroczył również sędzia Levahart. Człowiek którego bał się każdy w promieniu 10 mil. Człowiek który za gardło trzymał życie i śmierć. Człowiek bardzo niebezpieczny mając swoje lepkie macki zagłębione nawet na dworze królewskim. Jednakże w bezpośrednim kontakcie nie był aż tak przerażający. Budził raczej obrzydzenie. Sędzia Levahart wyciągnął z kieszeni płaszcza kościany grzebień, a następnie przeczesał nim tych parę białych włosów, które jeszcze ostały się na jego głowie.
Był to niski człowiek z haczykowatym nosem oraz małymi świdrującymi oczkami. Ponadto nie można było powiedzieć, że był to człowiek o dobrej sylwetce. Wręcz przeciwnie. Bez owijania w bawełnę. Był gruby. Jak świnia. Do tego zazwyczaj odziany w suto tkany złotem i naszywanymi klejnotami płaszcz oraz przesadnie koronkową koszulę, która ze względu na tuszę mężczyzny ledwo sięgała bufiastych spodni.
W momencie gdy sędzia zasiadł na tronie na całej sali zapadła cisza jak makiem zasiał. Wszyscy z niesamowitą uwagą przypatrywali się rozlazłej twarzy,władcy okolicznych ziem które ze słabo ukrywaną pogardą oraz obrzydzeniem mierzył przeszywającym spojrzeniem, Bogu ducha winnego czarnowłosego chudzielca stojącego dość niepewnie pośrodku sali.
- Przedstawionego tu Bezimiennego oskarża się o naruszenie własności prywatnej jak i zaatakowanie z użyciem siły bezpośredniej członka gwardii panującego nam miłościwie Sędziego Von Hamragoth Frahen Levaharta... - piskliwy głos prokuratura a raczej trzęsącego się staruszka który na co dzień pełnił rolę miejscowego skryby, odbił się echem po kamiennych ścianach - Zgodnie z tradycją, miłościwie nam panujący Sędzia Von Hamragoth Frahen Levahart zarządzi teraz wyrok nad oskarżonym.
Na ławach zapanowało poruszenie. Zazwyczaj wyrok wydawali Starsi po wysłuchaniu obrony aresztowanego jednak tym razem ze względu na brak obywatelstwa chłopak nie miał najmniejszych szans uniknąć kary. Nawet tak zaburzone moralnie społeczeństwo odczuwało dziwny dyskomfort na myśl o karze dla w gruncie niepełnoletniego jeszcze dzieciaka.
- Sårie**! - wrzawę przerwał kolejny głos który z niesamowitą siła przedarł się przez poruszoną ciżbę - Czemu nie pozwalają mi się bronić?
Spojrzenia wszystkich obecnych ponownie padły na niepozornego czarnowłosego chłopaka. Czy to możliwe żeby nie znał Prawa? Dla wszystkich znajomość panujących na tych terenach zasad była obowiązkiem. Była to jedna z niewielu rzeczy, która w jakikolwiek sposób broniła ubogich chłopów przed Sędzią i jego ludźmi.
- To było jabłko. Jedno hafá***! I jaka niby przemoc?! - ponownie silny chodź nieco drżący od emocji głos rozbrzmiał po sali, a obco brzmiące wyrazy rozbrzmiewające co chwilę jedynie utwierdziły lokalną ludność, że autorem słów był nastoletni oskarżony
W pomieszczeniu ponownie zapanował hałas a ludzie prześcigali się w pomysłach co do pochodzenia nieznajomego Bezimiennego. Co tu robił? Kim był? Kim byli jego rodzice? Skąd się tu wziął? Jakie miał zamiaru? Ciągłe pytania jedynie podjudzały cały zebrany tłum. W końcu jednak hałas przerwał dźwięk uderzenia drewno o drewno. Ponownie na sali zapadła cisza i dało się słyszeć jedynie oddechy. Miłościwie panujący Sędzia Von Hamragoth Frahen Levahart wstał. Patrzył na wszystkich z góry świdrującym wzrokiem, a jego dłoń spoczywała na drewnianym młotku sędziowskim zwanym często "ostatecznym". Nikt nie śmiał się ruszyć, a co dopiero zaprotestować.
- Skazuję przedstawionego tu Bezimiennego na 180**** księżyców na pracach w Posiadłości Levahart. Bez możliwości odwołania czy skrócenia wyroku
Dwóch strażników chwyciło chłopaka pod pachy i pociągnęło z powrotem do wyjścia. Jego drobna sylwetka nie pozwalała na nadążanie za postawnymi mężczyznami dlatego też prawie od razu poddał się i pozwolił na wpół ciągnąć po zimnej posadzce. Nie minęła chwila, a został brutalnie wrzucony do drewnianego powozu. Powróz zamieniono na ciężkie łańcuchy, które natychmiast zostały przytwierdzone do drewnianego podłoża. Chłopak jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że ten zdradliwy niepozorny powóz miał zabrać go do prawdziwego piekła na ziemi.
___________________
*- około 150 cm
**- Czekajcie!
***- jabłko
****- 15 lat
Tak... Właśnie zabrałam się za poprawę... Płaczę jak to czytam. Bynajmniej nie że wzruszenia.
ESTÁS LEYENDO
Halagarda
FantasíaOPOWIADANIE W TRAKCIE REMONTU Jest to opowieść bardzo spontaniczna i właściwie nigdy nie miała jednego konkretnego zamysłu. Baju baj Nadszedł pieśni czas Baju baj Co ci szepce las? Miesiąc srebrem obleczony rozłóg kwiatem umajony Płonie więźba na mo...
