Szum liści, dźwięk płynącej wody,
Niemalże niczym nie zmącona cisza.
Ciemność, krzyk w oddali, piorun i rozdzierający odgłos rozrywającego się metalu.
Ahh... Moja głowa...
Gdzie ja jestem? - Pomyślał mężczyzna masując obolały punkt przy środku głowy. - Nie poznaję tego miejsca... - Myślał wciąż mocno zaskoczony wodząc wzrokiem po murze wysokich, starych dębów.
Na wielu z nich było widać przegniłą korę, ich brudny czarno-brązowy kolor wręcz topił się w nieprzyjemnej szacie letniej nocy.
Trawa była natomiast zaskakująco zielona, jak gdyby codzień podlewano ją sporymi ilościami wody, to przypomniało mu o jego dzieciństwie gdy bawił się z bratem na podwórku grając w chowanego. Od zawsze był w tym dobry, co do tego wątpliwości nie było.
Zawsze podczas zabaw z dzieciakami znajdywano go ostatniego, jeśli wcześniej nie musiał wyjść sam bo inni zostali już złapani i domagają się kolejnej "rundy".
Doskonale pamiętał każdą kryjówkę, stare komórki gdzie na zakurzonych półkach gęsto walały się zardzewiałe narzędzia i stare łańcuchy, na górze znajdowały się skórzane pasy, stare ubrania, haki i od wieków już nie używane maszyny.
Pola starego MacMillana o których krążyła straszna historia braku miłości do swojego zdeformowanego dziecka i okrutnej zemście.
Na tych polach zawsze najlepsze były murki z białego kamienia bo to właśnie tam podczas zachodu słońca dzieciaki zakopywały swoje "tajemnice".
Takich miejsc było bardzo wiele, zbyt wiele by je teraz wspominać
Rozmyślania przerwał mu uporczywy ból w w dolnej części kręgosłupa zaraz obok kości ogonowej
- Cholera, chyba na czymś siedzę. - przeklął sobie w myślach.
Wstając z błotnistej i lepiącej się jak smoła ziemi dostrzegł źródło swoich frustracji, był to skórzany dziennik, przeplatany przez szycia czymś na pierwszy rzut oka przypominającym słomę, gdy go otworzył spostrzegł w nim lśniący się długopis, dopiero widząc go przypomniał sobie że to jego dziennik.
- Może mi się przydać. - Bardziej wychrypiał aniżeli powiedział bo odczuwał silne uczucie pragnienia jednak na tą chwilę nie to było najważniejsze.
- Jak ja tu trafiłem, niczego nie pamiętam. - Powiedział tym razem głośno lekko jeszcze otępiały mężczyzna. - Mam na imię... Benedict... Tak! Na pewno, tyle już wiem, dla znajomych "Ben".
Co ja tutaj robię? Pewnie byłem na jakiejś imprezie, stuknąłem się w łeb a znajomi dla żartów przynieśli mnie tutaj. - Rozmyślał beztrosko w mroku nocy i coraz gęstrzej mgle która powoli zaczynała się unosić nad ziemią. - Tylko po co wynosiliby mnie w takie miejsce? To nie ma najmniejszego sensu.
Muszę się rozejrzeć po okolicy, może kogoś spotkam i zapytam o drogę do miasta, a może ktoś ma nieopodal jakiś domek w którym mógłbym odpocząć bo jak na razie to nie wiem nawet co mi się stało, no trudno, idę się rozejrzeć. - Stwierdził błyskotliwie po czym poszedł jedyną rozsądną drogą, po ścieżce, niestety ścieżce która jak się później miało okazać prowadzi głębiej w las.
YOU ARE READING
Gęsta Mgła °Dead by Daylight°
FanfictionOpowiadanie o mrocznym, horrorowym klimacie nakłaniające do ilustracji miejsc, osób oraz wydarzeń w nim zawartych. Głównym bohaterem opowiadania jest mężczyzna w średnim wieku o którym wiadomo tyle, że nazywa się Benedict Baker. Trafia on do swego r...
