Rozdział 1

16 3 3
                                        

Pov. Maiki
------------------------
Było popołudnie... Jakoż iż leń ze mnie straszny pomyślałam że zrobie sobie drzemkę na moim legowisku.
Od trzech lat mieszkałam w tym lesie sama ,nie licząc oczywiście masy ptaków,wiewiórek i innych różnych zwierzątek. Moich rodziców zastrzelono zanim dobiły mi dwie wiosny. A mój starszy brat... Ehhh... Odszedł właśnie trzy lata temu i do teraz go nie ma. Obawiam się że już dawno jest martwy.
Ale wracając... Właśnie chciałam zmienić się w lisa, bo tak mi jest wygodniej spać, usłyszałam cichy.. Cichutki płacz... Lekko się przestraszyłam , acz kolwiek nie mogłam koło tego przejść obojętnie... Z jednej strony zrzerała mnie ciekawość co o może być.. Z drugiej strony... Przykro było mi słyszeć czyjś płacz... Podchodziłam bliżej istoty która płakała. Kiedy byłam już zupełnie blisko zobaczyłam że to... Szkielet.
W pierwszym momencie zdziwiłam się gdzyż nigdy w życiu nie widziałam szkieletów. Słyszałam tylko o nich od czasu do czasu w opowieściach mojego brata.
Podeszłam bliżej i wtedy szkilet zauważył mnie. Szybko otarł łzy.
- Coś się stało? -spytałam.- Słyszałam jak płakałeś...
-Emm... Nie... Nic mi nie jest... Kim ty tak wogóle jesteś?- spytał chłopak.
Nastała chwila ciszy. Nie byłam pewna czy mogę mu powiedzieć kim jestem. Jednak patrząc w jego głębokie czarne oczy...
-Jestem Maika. Mieszkam w tym lesie. A ty?
-Oh.. Ja mam na imie wielki i wspaniały Sans! Ale możesz mi mówić po prostu Blueberry...-szkielet miło się uśmiechnął.
To był najmilszy uśmiech jaki kiedy kolwiek widziałam.
Długo rozmawiałam jescze z Blueberrym o rozmaitych rzeczach. Mówił mi że mieszka z jego przyjaciółką Charą i bratem Papyrusem... Że w przyszłości będzie strażnikiem królewskim... I takie różne rzeczy...
Ja o sobie mało mówiłam.. Czemu? Nie za bardzo mu ufałam. Przecież znamy się kilka chwil! A on... Ehh.. Wydawało mi się że chciał mi opowiedzieć wszystko o sobie..
Naszą rozmowę przerwał krzyk.
-SANS! Oh Sans, gdzie ty jesteś!
-To mój brat.. Muszę już iść-..
Nie dałam mu skończyć. Chwyciłam go za rękę.
-Dobrze... Ale zanim odejdziesz... Możesz mi obiecać jedną drobną rzecz..?-spytałam niepewnie.
-Emm... Okey?
-Bardzo długo z nikim nie rozmawiałam... Czy mógłbyś... Przychodzić tutaj...? Tak od czasu do czasu...
-Oczywiście! Mogę tu nawet przychodzić codziennie! Ale... Teraz naprawdę muszę już iść... Paps pewnie się martwi...- odpowiedział szkielet i odbiegł machając mi ręką na pożegnanie.
I znowu zostałam sama. Po woli zapadał zmrok. Więc skierowałam się na moje legowisko. Zmieniłam szybko się w lisa i zwinełam się do snu... Jednak.. Nie zasnełam szybko... Myślałam o Blueberrym... Bardzo długo... Myślałam ogólnie o wszystkim... O mojej przeszłości,przyszłości... Wszystko wydawało mi się takie... Skomplikowane... Myśląc tak intensywnie o tym... Zasnełam.
-------------------------------------------------------------
Tak, kochani... Zrobiłam to gówno. :') Zabijcie mnie po prostu tą łopatą i tyle :')

Las Bez Końca| MaiBerry (Wolno Pisane)Stories to obsess over. Discover now