1

47 5 3
                                        

(akcja z 1 rozdziału dzieje się przed rozpoczęciem liceum na wakacjach)

-Nienawidzę was! - krzyknęła dziewczyna wybiegając przez drzwi, a następnie nimi trzaskając.
Była to młoda 16 latka o czarnych włosach ukrytych pod czapką ubrana w luźne i za duże ciuchy. Jej zapłakane ciemne niebieskie oczy odbijały światło nocnych latarni, szła przez miasto podążając w stronę parku, patrząc na swoje buty.
-Kurde muszę przejść przez most który ma z kilometr, a zaczyna padać deszcz świetny dzień. - powiedziała z ironią nastolatka, zakładając kaptur.

Nataniel, młody nastolatek z bogatej rodziny, niby nie pozorny, a stał na moście od zewnętrznej strony podtrzymując się poręczy i czekał na to aż stanie się na tyle odważny by skoczyć. Jego oddech był głęboki, serce biło jak oszalałe gdy spoglądał na rzekę której odbicie świateł było widać w dole. Na samą myśl z jaką prędkością uderzy w taflę wody przechodził go dreszcz. Nagle z lekkim echem usłyszał nadchodzące szybkie wydające się być daleko kroki w jego stronę. Chłopak przestraszył się i nie myśląc dużo był gotowy do skoku, lecz ujrzał wychylającą się postać. Pomimo padającego deszczu dostrzegł łzy spływające na twarzy, która była wykrzywiona w wielkim gyrmasie pomieszanym ze smutkiem, już miał skakać gdy z nienacka tajemnicza postać się odezwała.
-Hej! Ty skoczku!?
Chłopak momentalnie się odwrócił i spojrzał, wydawał się być to chłopak na oko młodszy, lekko przygarbiony i niższy od niego, sięgający mu do ramion. Spoglądał na niego z grymasem, wycierając łzy.
-D-do mnie mówisz? - Odezwał się Nataniel.
-Taaa... - rzucił dość obojętnie przechodzień podchodząc pod barierkę.
Blondyn patrzył się na niego ze zdumieniem.
-Chcesz skakać tak? - zapytał obojętnie stojący tuż obok Nataniela człowiek.
Chłopak spojrzał w twarz przechodnia, jego niebieskie oczy wpatrzone były w głębokie, duże jasno niebieskie oczy, lekko przymknięte i z worami. Chłopak dostrzegł wystające z pod czapki ciemne włosy. Przeleciał wzrokiem osobę, która mu właśnie przeszkodziła. Za duża czarna koszulka na niej dżinsowa bluza z dużą ilością naszywek i materiałowym kapturem, czarne spodnie lekko rozprute z małymi dziurami i czarne glany z czerwonymi sznurówkami. Nagle chłopak wyrwał się jak z transu.
-Czemu chcesz skoczyć ? - zapytał przechodzień lekko zachrypniętym głosem przerywając ciszę, która nastała.
-B-bo, ymm mam problemy... Zresztą co cię to interesuje! - odpowiedział bez zastanowienia.
-Nie no spoko tylko pytam... booo wiesz da się może to jakoś rozwiązać, ja na przykład nie staram się zabić na każdym kroku. - odpowiedział dość obojętnym tonem z lekką nutą ironii.
-Z resztą i tak skoczę! - odezwał się.
Nagły podmuch wiatru sprawił że Nataniel poślizgnął się na mokrej od deszczu barierce, już miał lecieć gdy poczuł jak ktoś chwycił go w ostatniej chwili za rękę.
-Na mojej warcie nigdzie nie odlecisz ptaszku, ale ruszył byś dupę łaskawie i podciągnął się, nie udźwignę cię zbyt długo! - usłyszał głos nad sobą.
Spojrzał zdziwiony próbując się podciągnąć wcześniej łapiąc się towarzysza lecz coś poszło nie tak i nim się obejrzeli wypadli obaj przez barierkę . Lecieli przez chwilę, gdy nagle nieznajomy chwycił go za dłoń i podciągnął go nad siebie robiąc z siebie "poduszkę powietrzną". Uderzyli z impetem o wodę, był jednak jeden problem, Nataniel nie umiał pływać. Chcąc jednak utrzymać się nabrał powietrza, jednak poczuł, że ktoś obejmuje jego ramię przechylając go pod wodę a następnie biorąc na barana i wyciągając na brzeg. Właśnie obcy człowiek uratował mu życie, pierwszy raz poczuł, że ktoś na oko w jego wieku się nim interesuje. Kątem oka zauważył, że osoba, która go uratowała cała mokra i obolała idzie lekko kulejąc w stronę schodów prowadzących na most.
-Ej! Poczekaj! - tylko tyle Nataniel zdołał powiedzieć człapiąc za nieznajomym.

-Kurwa z kim ja żyję, same pojeby gdzie tylko nie spojrzę. - Nataniel usłyszał zdyszany głos wydobywający się spod nosa człowieka, który oparty o poręcz siedział przed nim.
-Słyszałem to... - odpowiedział zirytowany Nataniel.
-Ojoj pogniewała się księżniczka, aż mi przykro. - powiedział przechodzień wywracając oczami.
-Tak w ogóle, czy to nie czas na siedzenie w domu? Trafisz tam w ogóle bo wyglądasz jakbyś był niezbyt świadomy...może cię odprowadzę byś nie zrobił czegoś takiego jak przed chwilą... - Dodał po chwili głośno.
-Wiesz, jeszcze potrafię sam wrócić do domu... - wtrącił się Nataniel.
-Dzięki wolę nie ryzykować, że wpadniesz pod pociąg albo zrobisz znowu coś głupiego, a tak w ogóle to czemu chciałeś się zabić? Teraz możesz mi to powiedzieć. - zapytał nieznajomy.
-Yhh no bo wiesz mam dość trudną sytuację... - rzekł zawstydzony Nat.
-No okej, ja się nie wtrącam, nie chcesz mówić to nie mów. - odpowiedział wyciskając czapkę
-Dzięki. - spojrzał w stronę nieznajomego rówieśnika.
-yhym... tyle masz mi do powiedzenia? Wiesz trochę bolą mnie plecy po upadku na deskę z kilku metrów do wody. - zapytał się lekko podirytowany niebieskooki.
-Bardzo dziękuję i przepraszam za kłopoty. - odrzekł Nataniel
-No trochę lepiej. - odpowiedział nieznajomy.
Nataniel siedział jeszcze chwile opierając się plecami o poręcz, patrząc jak nieznajoma osoba grzebie w torbie którą odstawiła na szybko gdy ruszyła by go ratować. Nagle nieznajomy zerwał się na nogi chwytając torbę i podchodząc do Nata.
-To co idziesz do domu z eskortą? - znów powiedział obojętnie, można było usłyszeć ból w głosie tej osoby.
-y..yy... Co? Jak to? - zdziwił się chłopak.
-Nie zostawię cię, trzęsiesz się jakbyś był na głodzie w trakcie odstawiania narkotyków, a ty mi chcesz wmówić że sam idziesz do domu, pff chyba sobie kpisz, ruszaj dupę nie mam zamiaru więcej cię dźwigać. - mówił wymijając chłopaka.
Nat szybko się podniósł wspierając się poręczą i ruszył za chłopakiem.
-Ej poczekaj chwile, nie wiesz gdzie mieszkam!-krzykną chłopak.
-Oh serio tak myślisz? - uśmiechną się niższy chłopak podnosząc dokumenty Nata gdzie pokazany był adres zamieszkania.
-Co, skąd to masz?! - zapytał zdziwiony.
-Wypadło ci. - odpowiedział spokojnie.
-Nataniel Williams, a to ciekawe jesteś z mojego rocznika, ale urodziłeś się później o parę miesięcy, tak w ogóle masz nie podbitą legitymację. - mówił przyglądając się dokumentom Nataniela.
-Yyy... może w takim razie przedstawiłbyś się przynajmniej, nadal nie wiem jak mam się zwracać do bohatera który mnie ocalił. - rzekł Nat z lekkim uśmieszkiem.
-Oh, ta racja... jestem Aleks Greene miło mi. - odpowiedział krótko.
Po około półtorej godziny idąc dalej w milczeniu dotarli pod ogromną posesję. Aleks był dość zszokowany tym widokiem. Patrząc na to jak chłopak był ubrany, pomimo iż spodziewał się dużego domu nie myślał, że zobaczy rezydencję z ogromnym ogrodem na skraju miasta.
-Dzięki za odprowadzenie Aleks, mogę cię jeszcze zatrzymać na chwilę? - zapytał Nataniel.
-O co chodzi? - rzucił Aleks
-Możesz mi dać swój numer telefonu? - uśmiech na jego twarzy wskazywał, że chłopak był zadowolony z poznania kogoś nowego.
-No tylko tak jakby nie pamiętam go, ale masz to może tutaj mnie znajdziesz. - Aleks wyjął ulotki z torby sklepu z komiksami, płytami i różnymi gadżetami do tatuażu i piercingu.
-Mój znajomy ma studio tatuażu, a ja często tam dorabiam, w sklepie normalnie pracuję, ale raczej na weekendy gdy nie ma szkoły. - dodał chłopak.
-Dzięki. - Nataniel odwrócił się i poszedł w swoją stronę otwierając bramę, lekko zerkając na zawracającego dopiero co poznanego znajomego.
___________________________

Przepraszam za zagmatwanie, ale cóż powiedzmy, że będę pisać w ten sposób, bo Nat nie wie, ze Aleks to dziewczyna i to będzie się obracać dość sporo wokół tego... yyy tak jakby powiedzmy, że robię to na spontanie mając jakiś obraz w głowie..

Korekta rozdziału: @aslan_jisatsu

Będziesz Moim Aniołem ?Stories to obsess over. Discover now