Szybkim krokiem przemierzałam nowojorskie ulice szarpiąc nierównomiernie tuż za sobą za niewielką rączkę swoją walizkę.
Obraz coraz bardziej mi się rozmazywał przez nieustające napływające do moich oczu gorzkie łzy...
Za wszelką cenę jednak starałam się utrzymać swoją pionową pozycję chodź było mi ciężko zważając na moje długie nogi które były teraz z waty, tłumione nerwy i co najgorsze rozpacz uniemożliwiały mi praktycznie wszystko.
- Dalliana!
Kiedy zdałam sobie sprawę do kogo należy ten głos tylko przyśpieszyłam kroku. Przeistaczyłam go powoli w bieg.
- Błagam kochanie zaczekaj!
Zaciskam na moment powieki czując jak zaczynają mnie piec, co gorsze pod stopami potrafiłam wyczuć jak cały chodnik niemalże drżał pod wpływem jego biegu, przynajmniej ja miałam takie nieodłączne wrażenie...
Nie miałam już powoli siły przed nim uciekać zważając na moją drobną sylwetkę i paru centymetrowe szpilki. Prawda jest taka, że jakoś nigdy nie należałam do tych kobiet które promowały się jak to przystało w tych czasach i dzisiejszych panujących trendach na "Sportswoman".
Mając powoli dość i nie chcąc złapać zadyszki przystopowuje i wychylam się na jezdnię wyciągając w szybkim geście rękę krzycząc nie za głośno transport.
- Taxi! - żółty pojazd od razu podjechał tuż pod moje nogi umożliwiając mi szybkie wpakowanie do jego środka swojego bagażu.
- Dalliana!
Czuje rozsadzające mnie od środka uczucie rozczarowania...
Co on sobie wyobraża, że z nim zostanę?! Po tym wszystkim co zobaczyłam?!
Chyba pomylił mnie z kimś innym bo ja nigdy przenigdy nie zaliczałam się do osób pustych, głupich a przede wszystkim naiwnych za jaką mnie w tym momencie bierze...
- Kochanie! Skarbie! Zwolnij! Proszę! - krzyczy a jego aksamitny głos odbija się boleśnie w moich bębenkach.
Zagryzam boleśnie wargi czując się w tym momencie tak potwornie oszukana, nie wytrzymuje narastającej presji i krzyczę:
- Po prostu zostaw mnie w spokoju! - odkrzykuję mu nawet się nie odwracając.
Kilkoro ludzi przechodzących nieopodal zaczęło nieśmiało zerkać w moją stronę i wcale ani trochę mnie to nie dziwiło, w końcu nie na co dzień widzi się takie sceny chociaż tutaj w Nowym Jorku wszystko było możliwe, nie raz spotkałam się z dziwnymi typami przebranymi za clownów czy nawet bobasów i w ten sposób zwracali na siebie uwagę dodatkowo tańcząc.
Podchodzę do taksówki pakując ostatnie swoje rzeczy gdy nagle czuje jego obecność tuż za swoimi plecami a przede wszystkim jego dłonie powoli oplatające się wokół mojej talii.
Szybko niczym torpeda wyrywam mu się i odwracając się do niego twarzą spoglądam na jego jak zawsze przystojną, idealną pełną wdzięku i uroku twarz która teraz wyrażała nic innego jak strach, niepewność i zagubienie.
- Nie dotykaj mnie! - mówię niemal histerycznym głosem odsuwając się od niego gwałtownie kiedy on unosi swoje dłonie ku górze jakby bał się, że przed chwilą zrobił mi swoim dotykiem coś strasznego...
- Proszę kochanie pozwól mi to wytłumaczyć... - zaczął powoli i niepewnym szeptem.
- Nie musisz mi nic tłumaczyć Andrew, wszystko widziałam jak czarno na białym ! Po co marnujesz swój jakże cenny czas na mnie wracaj do tej swojej wybuchowej rudej laluni ! - powiedziałam mu wszystko prosto z mostu i to na jednym wdechu wściekła i na granicy załamania głosu między warczeniem a krzykiem.
YOU ARE READING
SŁODKO-KWAŚNY OWOC
RomanceFaktycznie byłeś słodki niczym owoc, którym okazała się dojrzała truskawka, którą tak często mi przynosiłeś. Spójrz tylko na nią... Dopiero co wyeksponowana swoim intensywnym czerwonym kolorem, która sprawiała swoim osobistym urokiem, że żaden prz...
