Wakacje.
To jedno słowo budzi w milionach dzieci radość, która bierze się głównie z tego, że nie muszą się uczyć.
Carolyn Hood również uwielbiała wakacje. Właśnie. Uwielbiała.
Pierwszego dnia dwumiesięcznego odpoczynku nastolatka siedziała w ogrodzie razem z Eliotem, jej psem rasy husky. Zwierzak biegał za patykiem, a ona rzucała mu go, będąc na huśtawce i wpatrując się w bezchmurne, błękitne jak woda w oceanie niebo. Wszystko było takie idealne... do czasu...
Kiedy wydawało się, że nic nie może popsuć tej chwili, stało się najgorsze...
Najpierw było niewinnie. Pukanie do wielkich, dębowych drzwi wejściowych...
Carolyn zdziwiła się. Czemu ktoś puka, skoro łatwiej jest wejść przez bramę w ogródku. Zniesmaczona powlokła się tam, by otworzyć przybyszom.
- Czego? - spytała.
- Pani Carolyn Hood? - zapytał starszy człowiek z siwą brodą do pasa, który ubrany był w... sukienkę?
- Tak, to ja - odparła lekko przerażona tym, że ten człowiek zna jej imię.
- Możemy porozmawiać? - zapytał drugi, który z wyglądu, według nastolatki, był bardziej godny zaufania. Dlaczego? Był podobny do Hood. Miał pełno blizn i zadrapań, już na samej twarzy. Carolyn miała je w innym miejscu, ale o tym później.
- No dobrze... - powiedziała ze zrezygnowaniem i wpuściła mężczyzn do środka. - Przejdę jednak do rzeczy. Po co tutaj przyszliście?
- Może najpierw się przedstawię - zaczął starszy człowiek. - Nazywam się Albus Dumbledore i może się nie domyśliłaś, ale jestem czarodziejem.
- Też mi niespodzianka - sapnęła zniesmaczona.
- Ja jestem Remus Lupin i również jestem czarodziejem - dodał drugi.
- Super, ale czy powiecie mi, po co tutaj jesteście? - spytała już trochę zdenerwowana blondynka. Nie miała ochoty z nimi rozmawiać.
- Nie ma potrzeby do złości, Carolyn. Wszystko ci wyjaśnimy. Chodzi o to, że twoją ciotkę zamordowano - oznajmił Dumbledore. Hood w jednym momencie stała się blada jak ściana i zapewne upadłaby na podłogę, gdyby nie Lupin, który złapał ją w dosłownie ostatnim momencie.
- Wszystko dobrze? - zapytał z troską, patrząc na dziewczynę. Ona cała drżała i szeptała do siebie:
- Twoją ciotkę zamordowano... twoją ciotkę zamordowano...
- Carolyn, usiądź - powiedział Albus, pomagając jej usadowić się na fotelu. - Wiem, że to niełatwe do przyjęcia, ale musisz się z tym pogodzić...
- Łatwo ci mówić! Kompletnie nie wiesz co ja czuję! Czego wy ode mnie chcecie?! Co ja wam zrobiłam?! Chcecie mnie zabić, tak jak ją?! - Hood zaczęła krzyczeć.
- Spokojnie, Carolyn... jesteśmy tutaj, aby ci pomóc się pozbierać - rzekł Lupin. Nie wiadomo dlaczego, ale głos mężczyzny działał na nią wyjątkowo uspakajająco.
- Ale... ja nie wyląduję w sierocińcu, prawda? - spytała. Jej oczy były zaszklone, jednak dziewczyna nie płakała.
- Oczywiście, że nie. Zamieszkasz u ojca chrzestnego - oznajmił Dumbledore.
- Ja mam ojca chrzestnego? - zapytała zdezorientowana.
- Tak, jest nim Syriusz Black - powiedział spokojnie Lupin.
- Ten morderca? - zawołała Carolyn.
- On nie jest mordercą... sama się przekonasz - powiedział Remus.
- Em... panie Dumbledore... - zaczęła nastolatka, jednak jej przerwano.
- Profesorze Dumbledore.
- Profesorze Dumbledore, kiedy mam się przenieść do jego domu? - spytała spokojniej Hood.
- Najlepiej od razu - rzekł Albus. - Remus ci pomoże.
- To gdzie twój pokój? - zapytał brunet.
- Tam jest. - Nastolatka wskazała czarne drzwi z napisem "Nie wchodzić''.
Po chwili byli już w środku. Pakowanie nie zajęło dużo czasu. Tylko kilka ubrań i bielizny. Carolyn nie miała zamiaru zabierać żadnej rzeczy z tego domu, poza jedną. Wiankiem, który był jedyną pamiątką po jej ojcu. Jej ojciec był czarodziejem, dlatego kwiaty, z których był wykonany nie więdły. Kiedyś spadał jej z głowy, jednak teraz leżał na niej idealnie.
- Jestem gotowa - oświadczyła blondynka, spoglądając na Remusa.
- A reszta? - zapytał, unosząc pytająco brew.
- Nie będzie chyba potrzebna - odparła. - Em... panie Lupin...
- Mów mi Remus. Czuję się wtedy młodziej - powiedział, a Hood cicho parsknęła śmiechem. Coraz lepiej się z nim dogadywała.
- Dobrze... Remusie, co mam zrobić z Eliotem? - spytała piwnooka.
- To twój pies, prawda? - zapytał, a piętnastolatka pokiwała głową. - Cóż, myślę, że powinnaś go oddać sąsiadom. Raczej nie spodobałoby mu się u Syriusza.
Carolyn przełknęła głośno ślinę. Tego się obawiała.
- W takim razie myślę, że dam go Layli. To jedenastolatka, która mieszka dwa domy stąd, a lubi Eliota - rzekła.
- Idź do niego i przygotuj go - polecił Lupin, a nastolatka wyszła z pokoju i skierowała się do ogrodu. Chciało jej się płakać. Tego było dla niej za wiele.
,,Nie mogę okazać słabości! Nie teraz..." - pomyślała i podeszła do psa. On jakby wyczuł, że coś jest nie tak. Skulił się i położył pod jej nogami. - Och, Eliot... jak ja mam się z tobą rozstać? To tak, jakbym straciła jedynego przyjaciela... - Nastolatka wtuliła się w futro zwierzęcia. Po jej policzkach spłynęło kilka łez. - Chciałabym, żeby było inaczej, ale nie mam wyjścia. Chodź, Eliot.
- To jak, jesteś gotowa? - spytał Dumbledore, a Hood skinęła głową. - Świetnie. A teraz chodźmy. Odprowadzimy twojego psa do panny Cross.
Wszyscy wyszli z domu. Remus miał walizkę Carolyn, ona szła z Eliotem przy nodze, a Dumbledore żuł cytrynowego cukierka. Pewnie był to trochę dziwny widok, jednak nikt ich nie widział.
- Pan Cross? - zapytał Albus, gdy stali już pod domem Layli. - Przyszliśmy do pańskiej córki.
- Layla! Ktoś do ciebie! - krzyknął mężczyzna, a chwilę później w progu ukazała się ruda nastolatka w czarnych okularach.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - spytała zaciekawiona.
- Em... cześć Layla - zaczęła Carolyn.
- O, hej. Coś się stało?
- Tak, mam prośbę. Chodzi o to, że wyjeżdżam i prawdopodobnie już nie będę odwiedzać Lowestoft. Mogłabyś zaopiekować się Eliotem? - spytała blondynka.
- Ależ oczywiście. Z chęcią się nim zajmę - powiedziała Cross. - Chodź tutaj!
Husky podbiegł do nastolatki, a po chwili zniknął w środku domu.
- Jestem ci wdzięczna, Layla. Dziękuję - odparła Hood.
- Nie ma za co! To pa! - zawołała z uśmiechem ruda i z hukiem zatrzasnęła drzwi.
- Pa... - rzekła cicho piętnastolatka.
- Dobrze, teraz chwyć się mojego ramienia. Za pomocą magii deportujemy się w domu Blacka - oznajmił Albus. Piwnooka posłusznie wykonała polecenie. Zamknęła oczy, a po chwili poczuła szarpnięcie w okolicach pępka. Gdy otworzyła oczy, stała w korytarzu starego domu.
- Witaj w nowym domu, Carolyn! - zawołał Dumbledore.
-----------------------------------------------
Hej! Witam w nowej książce.
Od razu mówię: Carolyn Hood nie jest kopią Carolyn Stoddard! Od dawna miałam stworzyć podobne opowiadanie i znalazłam do niego idealną aktorkę. A wygląd wzorowany jest na Chloe Moretz.
~ Pozdrawiam, Shiraz
YOU ARE READING
Dark Decisions
FanfictionCarolyn Hood możnaby nazwać dosyć chamską nastolatką z problemami i nie obrazić jej tym stwierdzeniem. Niewychowana, nieufająca prawie nikomu, nawet swojej ciotce. Jej jedynym zaufanym przyjacielem jest jej pies, z którym i tak spędza czas na gryzie...
