Skończyła śpiewać i uniosła delikatnie głowę do góry. Wszyscy zebrani patrzyli na nią z lekko zdziwionymi wyrazami twarzy. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i tanecznym krokiem zeszła z małej sceny. Usłyszała jak prowadzący ponownie wchodzi na podniesienie i zaczyna opowiadać jakiś kiepski dowcip.
Festyn jak festyn.
Dookoła mrowiło się mnóstwo ludzi, niektórzy już nawet z licznymi procentami we krwi. Stały stoiska z jedzeniem regionalnym lub fast food'em z niebotycznie wygórowanymi cenami. Występowało właśnie kilku młodzików ze szkół, w różnym wieku. W tym i Kaliope.
Rozejrzała się dookoła, nie dostrzegając nigdzie znajomych twarzy. Lęk zaczął szarpać jej brzuchem.
Czyżby nie przyszli?
Nie, to nie możliwe, na pewno przyszli, obiecali przecież.
Ponownie zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu znajomych. Nic z tego.
Wykręcając sobie palce, weszła w tłum ludzi ignorując przekleństwa rzucane w swoją stronę.
Nagle ktoś złapał ją za ramię i pociągnął w swoją stronę. Zanim się obejrzała otulały ją ciepłe ramiona, przyciskając do swojej klatki piersiowej. Znajomy męski dezodorant dotarł do jej nosa. Ponownie uśmiechnęła się promiennie i podniosła delikatnie głowę.
Chłopak patrzył na nią z zachwytem. Jego oczy były piękne. On był piękny. Kaliope od razu poczuła jak jej serce zaczyna oblewać fala gorąca.
Chłopak przybliżył swoje usta do jej warg i delikatnie ją pocałował.
Oboje wydawali się być dla siebie stworzeni. Dogadywali się od zawsze, nie potrzebowali słów by siebie zrozumieć. Połączyło ich uczucie i choć oboje byli jeszcze bardzo młodzi wiedzieli że to jest już na całe życie.
- Pięknie zaśpiewałaś kochanie- szepnął do jej ucha przez co na jej twarzy pojawił się kolejny przepiękny uśmiech.
Dziewczyna była naprawdę śliczna. Nie była po prostu banalnie ładna. Ona była wyjątkowa, coś niezrozumiałego przyciągało wzrok wszystkich ludzi.
Miała wrodzony wdzięk, idealna figurę. Jej twarz była bardzo delikatna, a mimo to jej rysy były wyraźne. Duże oczy podkreślone wyraźnym wachlarzem czarnych rzęs, ukrywały czekoladowy brąz jej oczu. Delikatna nieskazitelna blada skóra, na policzkach przykryta delikatnym rumieńcem. Czerwone pulchne usta na których tak często pojawiał się uśmiech, których wszystkich zwalał z nóg. Ciemno brązowe włosy falowały na jej smukłych plecach. Nie była zbytnio wysoka ale też nie była niska.
Oprócz jej nieskazitelnej urody posiadała też ogromny talent. Od najmłodszych lat pałała się muzyka, a przede wszystkim śpiewem. Jej głos był równie słodki i doskonały co ona. Wszystko w niej wydawało się być perfekcyjne, jakby nie była człowiekiem, a boginią bądź rzeźbą.
Ona jest ideałem.
Gdzieś z boku usłyszeli odgłos robionego zdjęcia. Odwrócili się w tamtą stronę. Mała ruda dziewczynka chowała się za aparatem którego ledwo utrzymywała w dłoniach.
- Kali!- krzyknęła kobieta stojąca za dziewczynką i przebiegła do córki by porwać ją w swoje ramiona.
- Jestem taka dumna- powiedziała ze łzami w oczach- To było takie śliczne kochana...
- Dzięki mamo- odpowiedziała i odwzajemniła mocny uścisk.
Kobieta ani trochę nie była podobna do Kaliope. W odróżnieniu od niej miała rude włosy i mnóstwo piegów na zadartym nosie. Zielone oczy zdawały się mieć zbyt jaskrawy kolor. Pomimo swojego wieku była bardzo ruchliwa. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu, wszędzie było jej pełno. Anastazja- bo tak miała na imię ta kobieta miała czwórkę dzieci. Los sprawił że same dziewczynki. Tylko "Kali " - jak nazywała ja Anastazja, jako jedyna z pośród swoich sióstr nie była rudowłosa.
BINABASA MO ANG
Kaliope
Fantasy¤¤¤ - Nigdy nie będę twoja - warknęła. Nawet nie zdąrzyła mrugnąć, a poczuła bolesne ukłucie na ramieniu. Syknęła głośno i spróbowała się wyrwać z objęć Apolla. Mężczyzna złapał ją w tali, ale nawet na chwilę nie przestał zadawać jej bólu. - Ty już...
