Anna to jedna z tysięcy fanów skoków narciarskich. To jej Opowieść o życiu, planach, marzeniach i nadziejach oraz porażkach i upadkach dziewczyny, która mieszka w niewielkiej polskiej wsi.
To początek, więc wypadałoby się przedstawić i pokrótce coś o sobie opowiedzieć. Więc tak. Nazywam się Ania, ale często używam pseudonimu HealedSoul2MJ. To długa historia z tym pseudonimem. Może kiedyś ją opowiem. Z góry muszę zaznaczyć, że piszę na telefonie, więc mogą się pojawić błędy interpunkcyjne lub Ortograficzne.
Mieszkam w małej wsi na Pomorzu, ale bardzo ją lubię. Może dlatego, że lubię rozmawiać z ludźmi, a tutaj wszyscy się znają, więc można spędzić czas na miłej pogawędce. Wczoraj dla przykładu przez dwie godziny rozmawiałam z panią Ireną. To wspaniała kobieta i moja sąsiadka. Ma 85 lat i potrafi pięknie opowiadać. Chociaż nie miała szans skończyć szkoły, to jednak wiedza, jaką posiada, jest ogromna. Jest dla mnie jak moja własna babcia. Swoich biologicznycg dziadków prawie nie pamiętam, bo poumierali, gdy byłam jeszcze małym dzieckiem. Teraz mam 19 lat i jestem zupełnie szczęśliwa. Nie zawsze tak było, ale o tym kiedy indziej. Właśnie siedzę na masce mojego samochodu, opalam się i piszę z Lou. Ten dzień jest po prostu idealny. Nie mogło być lepiej. Grzeje mnie słoneczko, ale nie jest źle, gdyż wieje też wiaterek, który przyjemnie chłodzi moją twarz. Co chwilę przerywam pisanie,żeby wymienić na Messengerze wiadomości z Lou i czekam na drugą z dziewczyn, ale ona niestety jest zbyt zajęta, żeby pisać. Na szczęscie ja mam dzisiaj dzień wolny. To nie znaczy, że nic nie robiłam. Wręcz przeciwnie. Wstałam jak zwykle późno. Trochę gimnastyki na pobudkę, kawa rozpuszczalna z mlekiem od sąsiadów i szybkie ogarnięcie się: ubranie, mycie zębów, czesanie się i biegiem do roboty. Najpierw trzeba nakarmić czterotygodniowe kurczaki, kury i koty. Mama karmi krowę, ja w tym czasie idę pp świeży chlebek i bułeczki. Wspólnie z mamą jem śniadanie. Tata jest w pracy. Dziś ma na rano. Jak przez cały ten tydzień. Pracuje w tartaku, ale to nie jest najlepsza praca. Szczególnie wynagrodzenie niskie, ale tatuś za nic z tego nie zrezygnuje. Lubi to. Po zjedzeniu śniadania(smażony chleb otoczony w jajku od naszych kur i znów kawa) wyszłam na dwór, by wozić taczką drewno z dworu do specjalnej, drewnianej szopy. Będzie na zimę. W naszym domu mamy piece kaflowe, co jest bardzo wygodne. Palisz przez dwie godziny, a masz ciepło przez 24. Czasem śmieję się, że nasz dom to jakiś pałac: dywany na ścianach, piece z pięknych kafli, mnóstwo obrazów, meble drewniane robione przez mojego tatę. Lisa do mnie napisała. Nareszcie. Bałam się, ze coś się stało. Wciąż siedzę na samochodzie i przypomina mi się zdjęcie Daniela Andre Tande, skoczka narciarskiego z Norwegii, gdzie on także siedział na masce samochodu. Tak, jak ja teraz. Skoki narciarskie. Tak. Lubię je i chyba mogę nazwać siebie ich kibicem mimo iż nigdy nie widziałam skoczni z bliska. Mieszkam bliżej Morza Bałtyckiego niż gór. Ale oglądać skoki uwielbiam. Oglądam je odkąd pamiętam. Gdy byłam jeszcze małym szkrabem, wchodziłam na kanapę i udawałam, że skaczę. Wtedy Adam Małysz był moim wielkim idolem i byłam trochę zła na Kamila Stocha, gdy Adam Małysz kończył karierę w 2011 roku. Byłam młoda i naiwnie być może sądziłam, iż Adam kończy karierę, żeby zrobić miejsce Kamilowi. Później jednak zobaczyłam, że Kamil jest naprawdę dobry, a pan Adam ostatecznie wrócił do skoków, chociaż już nie jako zawodnik. Kamil był dobry, był diabelnie mocny i myślę, że on sam zdawał sobie z tego sprawę. Gdy nadszedł ten nie najlepszy sezon 2014/15, rozpoczęty przez mojego idola od kontuzji, przeraziłam się. Niestety Kamil zbyt wcześnie wrócił wtedy do rozgrywek o Puchar Świata. Kolejny sezon był jeszcze gorszy, a w oczach tak silnego człowieka lśniły łzy smutku i rozgoryczenia. Możemy tylko się domyślać, co wtedy czuł ten młody człowiek, który przecież był dwukrotnym mistrzem olimpijskim. Sam zapewne liczył na więcej, ale wtedy się po prostu nie dało. Wciąż mam przed oczami tamten wywiad, w którym Kamil przyznał, że nie jest dobrze. -Fizycznie czuję się tak, że mógłbym góry przenosić, a psychicznie czuję, jakby położyć mi małe piórko na plecy i nie byłbym w stanie podnieść się z kolan. Czy faktycznie przepisem na sukces było czerpanie radości z każdej chwili w powietrzu? A może była to zmiana trenera? Myślę, że po części to i to. Fakt jest taki, że Kadra A się podniosła. A ja myślę, że warto pamiętać o ich upadku, o tym, że byli niemal na dnie. Warto o tym pamiętać, ponieważ pięknie się z tego podnieśli. Możemy być z nich dumni i powiem za siebie, że ja jestem bardzo dumna. Patrzyłam na polski zespół w skokach i cieszyłam się każdym sukcesem. Chociaż sama często powtarzałam, że wynik w skokach nie powinien mieć znaczenia, wiedziałam, że zawsze ma. I to był właśnie paradoks. Jednorazowy doskonały rezultat może prowadzić do lepszej formy zawodnika, a gorszy może wpłynąć na jej obniżenie. Ech. Ale nie będę tutaj pisać tylko o skokach. Owszem, kibicowanie to spora część mojego życia, ale nie cała. Wróćmy więc do teraźniejszości. Słońce grzeje coraz mocniej, nawet ptaki są już zbyt zmęczone by śpiewać. Słychać jedynie wróble. -Kukuuuuryyykuuuu - Przerywa moją rozmowę z Lou mój kogut. Śmieję się, bo wczoraj udało mi się go nagrać i wysłać do Lou. Nagrywałam też moją krowę Curiosity, Kjurioz, ale ona niestety się na mnie obraziła i mogłam filmować tylko jej biało-czarny zad. Mhm... Bardzo ciekawe nagranie. Krowi tyłek. Ha ha ha. Jakaś kura(chyba sąsiadów, bo my nie mamy tak kolorowej) grzebie pazurami w naszym gnoju od krowy (jest świetny jako nawóz do ogrodu, chociaż jeszcze lepsze są wysłodki, czyli odpady z cukrowni). O, już druga się pojawiła. No proszę. A jeszcze niedawno to nasi sąsiedzi narzekali, że to nasze kury chodzą po ich ogrodzie. No proszę. Sytuacja się odwróciła. Podchodzi do mnie czarny kociak z białym kołnierzykiem i białymi skarpetkami. To Sewerus na pamiątkę Sewerusa Snape'a z cyklu J.K.Rowling Harry Potter(uwielbiam i książki i filmy).
¡Ay! Esta imagen no sigue nuestras pautas de contenido. Para continuar la publicación, intente quitarla o subir otra.
Na wsi też bywa wesoło. Lubię obserwować moje zwierzaki. Inny kot, czarno-biały, łaciaty, Książę wlazł do plastykowego wiaderka i się wygrzewa. Chyba mu wygodnie. Za tydzień ma przyjechać do mnie Lisa. Już się nie mogę doczekać. Uwielbiam nasze spotkania, ale nieczęsto udaje nam się znaleźć na to czas. Do niedawna Lisa i Lou były pochłonięte pisaniem matur, ale teraz mają spokój. To znaczy Lisa ma, bo Lou musi pomyśleć o studiach. Ja się tym nie martwię. Mam przed sobą jeszcze rok nauki w liceum.
Z ciekawszych wydarzeń na mojej wsi mogę wymienić to, że czasem słyszę, jak mój sąsiad Wojtek śpiewa podczas pracy przy krowach. Talent ma, temu nie da się zaprzeczyć. Nawet chodzi na studia na kierunek wokalistyka. Oprócz śpiewania kocha też rolnictwo. W tym kierunku studia już skończył i jest magistrem inżynierem. Gdy byłam małym dzieckiem, często chodziłam do niego i odkręcałam wodę w Iranie w stajni u krów. Byłam nieznośnym dzieckiem. Hi hi hi hi hi. Później Wojtek uczył mnie pracy na gospodarce. Do dziś pamiętam wszystko, co mi powiedział. Najbardziej lubiłam te wieczory, kiedy wołał mnie,żebym mu pomogła, opowiadał o swoich planach rolniczych, a na zakończenie pracy dawał mi kubek ciepłego mleka od krów. To on sprawił, że pokochałam muzykę. Dawniej mieliśmy dla siebie wiele ciepłych uczuć, ale wszystko się skończyło. Winna temu była różnica wieku. Był ode mnie starszy o 6 lat 4 miesiące bez jednego dnia. Często o tym myślałam. Na gmailu mam nawet w adresie e-mail jego nazwisko. Ale było, minęło. Teraz nie potrafimy nawet słowem się do siebie odezwać. Zresztą, ja też się zmieniłam. Nawet bardzo. Nie chcę o tym myśleć. Teraz jestem szczęśliwa i chciałabym, żeby tak pozostało.
W lipcu razem z Lisą zamierzamy jechać nad morze. Chcemy trochę czasu spędzić razem na rozmowach przy lampce wina.Jest mi smutno, ponieważ Lou Raczej nie będzie mogła jechać z nami. W ogóle mam problem z tym, żeby się z nią spotkać, chociaż bardzo tęsknię. To wszystko jest takie pogmatwane. Patrzę na drzewa rosnące w moim sadzie i jestem z nich dumna. Grusza, jabłonie, czereśnie, śliwy, wiśnie... Jest po prostu cudownie. Nawet pokrzywy nadają temu miejscu jakiś tajemniczy urok. To moje miejsce. Moja wieś. Mój dom.