I just need to know that you won't forget about me.
Życie bywa zabawne. Lubi robić nam niespodzianki, naprawdę ciekawe niespodzianki. Nie zawsze miłe, ale jedno jest pewne — jeśli żyjesz, nie możesz się nudzić. Nie potrafił temu zaprzeczyć.
Przymykając coraz cięższe powieki, wziął głęboki wdech. Jego pierwszą myślą była ona. Pierwszą i — jak się okazało — jedyną. Zaczął zastanawiać się nad tym, w jaki sposób wyglądałoby jego życie, gdyby jej nie poznał. Niemalże od razu postanowił przestać; nie chciał sobie tego wyobrażać. Nie miał na to czasu.
Pomyślał o jej uśmiechu, o pierwszym spotkaniu. To śmieszne, bo przecież znali się od zawsze. Ludzie, w takich sytuacjach, nie myślą o takich błahostkach jak pierwsze spotkanie. Zapominają o nich, bo coś było, jest i będzie. A jednak, pamiętał i nie chciał zapominać.
Wdech. Widział jej szaro-niebieskie oczy, które w skupieniu wpatrują się w coś, co zapisuje czarnym długopisem w swoim notesie. W tym, którego okładkę wcześniej wykonała z ulubionych zdjęć. Oczywiście, zapisywała wszystko lewą ręką. Z tego powodu, jej lewa dłoń jest nieco ubrudzona tuszem. Wzdycha ciężko za każdym razem, gdy tylko to zauważa, jednak nie przerywa pisania.
Wydech. Uniosła wzrok znad notesu. Po chwili odłożyła go, razem z długopisem, na ziemię, tuż obok siebie. Wtedy jej smukłe palce zaczęły wyrywać pojedyncze źdźbła trawy. W końcu spojrzała na niego, posyłając mu szeroki uśmiech. On nie potrafił nie odpowiedzieć jej tym samym, choć niedługo potem zaczął odczuwać bolesne skutki tego gestu. Dlaczego?
Chciał zapamiętać tę chwilę, nawet jeśli nie jest żadnym wielkim wydarzeniem. Może i to tylko zwykły, wiosenny dzień, który spędzali razem w ich ogrodzie. Może i nie działo się nic nowego — ona jak zwykle pisała historie, które zapewne miały wylądować na jej blogu, podczas gdy on szukał inspiracji do stworzenia nowej muzyki. Dzień jak każdy inny. Właśnie to, jego zdaniem, czyniło go idealnym.
Kolejny, ciężki wdech. Jej uśmiech zbladł. Powoli podniosła się z miejsca. Starała się podejść bliżej, lecz wszystko na nic. To tak, jakby między nimi pojawiła się szklana ściana, której w żaden sposób nie da się rozbić. Jego serce zaczęło bić mocniej. Widząc jej łzy, ledwo powstrzymał się od tego samego. Z drugiej strony, przecież wiedział, że nie może jej tego zrobić. Nie w tamtym momencie.
— Nie płacz — wyszeptał, na co ona podnosi wzrok. Jej oczy, pełne łez, były skupione tylko i wyłącznie na nim. Wyglądała jak mała dziewczynka, której odebrano ulubioną zabawkę, a tak przynajmniej mu się wydawało. Był na siebie wściekły. Miałeś zrobić wszystko, by tylko była bezpieczna, a teraz odchodzisz. — Ciesz się swoim życiem.
Starał się otworzyć oczy, jednak jego powieki stawały się coraz cięższe i cięższe. Nie miał nawet siły na to, by odpowiedzieć sobie na jedno, bardzo ważne dla niego pytanie — dlaczego? Nie potrafił tego zrozumieć. Nie miał też pewności, czy tego chciał. Wiedział jednak, że nie może już nic zrobić. Zastanawiało go, czy właśnie tak powinno być. Czy nie robił czegoś nie tak? Chciał wiedzieć, jednak — jak na razie — nikt nie był w stanie udzielić mu odpowiedzi na to pytanie.
Sen przychodził coraz szybciej.
Już się nie bronił.
Zasnął.
♪
Hej, hej.
Udało się — w końcu ruszam z opowiadaniem, nad którym pracowałam od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Jeśli tylko chcecie — zostawcie po sobie ślad w postaci vote czy komentarza. Może jakieś uwagi?
A.
