Part first and last

15 1 1
                                        

Jak myślicie? Jak wiele cierpień jest w stanie znieść człowiek? A może jakiego rodzaju? Czy wystarczy bezradne patrzenie jak węzły, które kiedyś sami wiązaliśmy, zostają zerwane? A może cichy szept umierającej osoby "myślę, że to już czas"? Lub to podłe uczucie, kiedy jesteśmy zbyt zmęczeni, aby nadal próbować i jednocześnie zbyt uparci, żeby odpuścić? A jak poczuje się człowiek, który widzi jak wszystko co stworzył, zostaje właśnie postawione na szali? Za chwilę osobiście odpowiem Wam na te pytania. Ja były narkoman, który przez własną głupotę omal nie straciłem wszystkiego co dla mnie najważniejsze. A pomogła mi tylko jedna osoba....

Nigdy nie wymarzę z pamięci chwil, w których tak bezwładnie sięgałem po narkotyki. I chociaż nałóg podpowiadał "wszystko z tobą dobrze", to czułem się jakby moje życie leżało na przeciwko żołnierza namierzającego właśnie cel. Jedyna myśl, jaką wtedy miałem w głowie, to pytanie- dlaczego nie mogę być bezpieczny... Pomyślicie pewnie, że sam się do tego doprowadziłem. Przecież na własne życzenie zacząłem brać. Z jakiego powodu? Myślałem, że jestem już wystarczająco odpowiedzialny, aby ten jeden raz spróbować, zobaczyć jak to jest stać na cienkiej granicy między życiem, a śmiercią. Chciałem, żeby życie przeleciało mi przed oczami. Marzyłem o tym, żeby stać się kimś znacznie więcej niż tylko człowiekiem. W mojej głowie cały czas widniał napis "spróbuj". Z perspektywy czasu widzę, że jedyne co dały mi narkotyki to pytania, na które nikt nie potrafi odpowiedzieć. 

Na zawsze zapamiętam też, kiedy czułem jakby śmierć była już bardzo blisko mnie i wyciągała dłoń w moją stronę . Szeptała, że cały mój los jest w jej rękach. Owiana tajemnicą, oślepiła mnie swoją obecnością , a ja nie mogłem pozbyć się jej z głowy. Nie obchodziło mnie wtedy, to co jeszcze mogło się wpisać w moją historię, lecz to że już za chwilę mogłem ją definitywnie zakończyć. Zamykając oczy czułem, że już powoli wyrzekam się każdej-nawet najmniejszej- rzeczy w moim życiu . Coś co kiedyś było wewnątrz mnie mnie, nie miało już wtedy znaczenia. Nie potrafiłem już nawet odpowiedzieć sobie na pytania kim jestem, co zrobiłem, skąd się wziąłem. Wszystko wskazywało, że moim jedynym przeznaczeniem od początku mego istnienia, była śmierć. I kiedy już z całych sił pragnąłem zapomnieć o przeszłości i sięgnąć głębiej niż zazwyczaj, usłyszałem nad sobą głos. Początkowo cichy, jakby zza szyby. Ciągle zaniepokojony, starałem się za nim nadążyć. Tak bardzo starałem się wsłuchać, móc cały czas słyszeć tą przecudowną symfonię miłości, wierności. Wtedy w mojej głowie, po raz pierwszy od bardzo długiego czasu pojawiła się nadzieja. "Boże, czy ześlesz mi swoje anioły z pomocą?"- pomyślałem. Głos nadal przemawiał. Jak przez mgłę do mojego umysłu docierały informacje, że cały ciężar, który dźwigałem właśnie staje się już tylko okropnym wspomnieniem zapisanym gdzieś daleko w mojej przeszłości. Wewnątrz czułem, że rytm bijących serc, stukot ruchomych części staje się coraz głośniejszy. Nadal balansowałem na granicy, jednak wiedziałem, że czas wybrać. Czy żyję, czy umieram. Marzyłem, aby znów móc zbierać na ziemi plony życia. I chociaż bardzo się bałem, to uświadomiłem sobie, że strach jest tylko nielogiczną matematyką, niepraktyczną umiejętnością. W końcu poczułem, że całym sobą jestem znów wśród żywych. Niesamowity widok, który wtedy ujrzałem tkwi w moim umyśle do dziś. Światło ukryte głęboko w młodych, nieznajomych mi oczach.  I chociaż głos wtedy zamilknął, to ślepia mówiły same za siebie... Śmierć była tylko zimnym, ślepo złożonym pocałunkiem. Zastanawiałem się, czy to możliwe. Czy sam dokonałem wyboru? Czy to z własnej woli wróciłem na ziemię? Te pytania tkwiły w mojej głowie. Jednak z upływającą chwilą odpuściłem. Pomyślałem "a może odpowiedź nie istnieje?". 

Patrząc na postać przede mną widziałem kogoś, kto pomógł mi wygrać wojnę. Cholerną bitwę z samym sobą, którą osobiście rozpętałem. Wiedziałem, że patrzę właśnie na osobę, dzięki której zrozumiałem kim byłem, kim jestem i kim jeszcze mogę być.  Po kilku chwilach ciszy mogłem ponownie usłyszeć anielski głos dziewczyny przede mną. Alice.

- To nie twoja wina.- Wyszeptała, przytulając mnie do siebie. 

Do oczu napłynęły mi łzy. Po tym wszystkim czułem się jakbym właśnie wrócił z bardzo dalekiej wyprawy lub przebiegł maraton. Serce biło mi jak szalone. Trochę z nerwów, a trochę z ulgą, że wreszcie zobaczyłem w sobie potrzebę życia. Wiedziałem, że kiedyś ktoś przybędzie zabrać mnie do siebie, tam na górę, ale wiedziałem też, że to jeszcze nie czas.  Jednocześnie zobaczyłem jak wielki test przeszła miłość Alice do mnie. Jak wiele musiała przeze mnie cierpieć... Miałem świadomość, że ją zawiodłem.  

-Alice, wybacz mi. Wiesz, że żyłem tak niewiele, więc chociaż umrzeć chciałem trochę bardziej. Ale usłyszałem twój głos- najsłodszą z melodii. Przez ten okropny czas tylko śmierć i narkotyki rządziły moją wyobraźnią, a mała część mnie, która nie poddała się innym wpływom, modliła się żeby znów cię znaleźć. W tym pół stanie umysłu myślałem, że jesteś konstelacją. Stworzyłem mapę twoich gwiazd... i wtedy doznałem objawienia. Jesteś moją ciszą i moim dźwiękiem, światłem i ciemnością, chwilą i nieskończonością. Objawiłaś mi się jako szczęście ukryte gdzieś, gdzie już byłem, rozmyte zdjęcie, które dotąd ignorowałem. A kiedy już czułem się rozbity na miliony kawałków, ty znalazłaś w sobie siłę i odwagę, żeby mnie pozbierać. Nie ma takich słów, które wyraziłyby jak bardzo jestem Ci wdzięczny, jak bardzo chcę ci podziękować i jak bardzo cię kocham. 

- Ktoś tam na górze stworzył pewien gwiazdozbiór... był częścią boskiego DNA... częścią naszego DNA. Stworzono nas obyśmy razem je odkryli i namierzyli. Tobie udało się to samemu. W ciemność, która cię opętała, wysłałam nasze symfonie, nasze egzystencje, nasze klucze ze skromnym wspomnieniem domu...- Popatrzyłem na nią niezrozumiale.- Gdy słońce budzi Ziemię z jej głębokiego snu, wszystkie stworzenia rozkwitają... Ja tak właśnie poczułam się przy tobie. Kiedy otworzyłeś oczy, wszystko we mnie odżyło. Każda chwila spędzona razem, każda cisza przed burzą, wszystkie oszustwa, ale też wszystkie wspólne plany i zamiary. Tak jak nadgarstek artysty umieszcza pierwszy plan w ramie obrazu, tak ty jesteś na pierwszym planie w moim życiu. 

- Czyli to nie koniec? Nie zostawisz mnie samego?

- Nie mogę. Wiem, że samotność zawiązuje pętle na szyjach wszystkich żywych istot, dlatego już zawsze będę przy tobie czuwać. Może pewnego dnia obydwoje będziemy mieli siebie dosyć, ale wtedy przypomnimy sobie jak budziliśmy się tym samym snem, upadaliśmy w tych samych miejscach, testowaliśmy naszą miłość. 

- Ale przecież wiesz, że ja już zawsze będę przygnębiony ciężarem tego co było. To nie da mi zapomnieć.  Zawsze będzie mnie przechylać w stronę bólu, zawsze będzie kazało mi czuć się brudnym. 

- Nie mów tak. Teraz będzie inaczej. Obudziłeś się przytomny bardziej niż zwykle byłeś. Wiem, że całe życie się martwiłeś i byłeś kłębkiem nerwów, ale wreszcie możesz być pewien, że to w co tak bardzo wierzysz, będzie cie chronić już do końca.- Alice lekko się do mnie przysunęła.- Zobaczysz, że na końcu wszystkie te wymęczone słowa i dni spoczną, a my będziemy w pełni roztapiać się nad cudownym Bożym wytworem, jakim jest nasza miłość. Nawet jeśli w tobie już do końca pozostanie ta mała cząstka diabelskiego czynu. 

I w tamtej chwili zrozumiałem, że trzymany w ramionach najwspanialszej osoby na świecie, pierwszy raz od bardzo długiego czasu, odetchnąłem i poczułem się spokojny... Wiedziałem, że teraz oboje możemy trwać wiecznie. 

***

Witajcie moi drodzy! 

Najlepiej  jeśli od razu, uprzedzę że nie mam zamiaru rozpisywać się o tym opowiadaniu nie wiadomo ile. Powiem tylko, że ma dla mnie - w pewnym sensie- szczególne znaczenie i pisząc je, traktowałam tą historię całkiem inaczej niż pozostałe. Co z tego wyszło? Oceńcie sami. Czekam na Wasze opinie w komentarzach. Możecie mieć pewność, że to nie ostatni taki "wyskok" z mojej strony. XxX.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: May 03, 2017 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Avalanche [ONE SHOT]Where stories live. Discover now