Czuję, że się duszę. Znów widzę lico obrzydliwej kreatury, która jest niczym chowający się pod łóżkiem przedszkolaka potwór; obślizgły i okropny, a jego palce kończą się szponiastymi paznokciami. Nigdy mnie nimi nie dotknął, ani do mnie nie przemówił. Zawsze tylko patrzył swoimi pokrytymi bielmem oczyma. Stwór dyszy ciężko, zupełnie jak starzy ludzie chwilę przed śmiercią. Nagle wizja się urywa. Mój głośny oddech znów mnie obudził. Zerkam na zegarek-3:13. Odkąd skończyłam trzy lata codziennie budzę się o tej samej godzinie przez ten sam sen. Jutro znów spróbuję oszukać koszmar. Nigdy wcześniej mi się to nie udało, zawsze zasypiałam parę minut przed czasem.
Dzień mija mi tak samo jak wszystkie poprzednie od trzech lat. Wtedy zaczęłam studia-psychiatrię. Żaden psychiatra nie potrafił mi pomóc, a sama zawsze chciałam zrozumieć co się ze mną dzieje. Nadchodzi noc, a ja spaceruję po obrzeżach miasteczka. Nawet nie wiem kiedy staję u wejścia do tunelu. Coś mnie tam ciągnie, nieznajomego wnętrze przyciąga mnie jak magnes. Czuję, że muszę tam wejść. Gdy dochodzę do końca tunelu słyszę ten sam ciężki oddech. Zapalam latarkę w telefonie i widzę go-stwora ze snu. -Czekałem na ciebie. W końcu do mnie przyszłaś.
"To mówi."-myślę. I choć wiem, że powinnam uciekać to stoję w miejscu.
-Podejdź, chce cię lepiej zobaczyć.-jego głos jest zachrypnięty, brzmi tak, jakby ktoś ściskał mu szyję.
Czuję, że muszę się do niego zbliżyć. Chcę tego. Szponiasta dłoń dotyka mojego policzka powoli go głaszcząc. Jej skóra jest jak delikatna i wilgotna błona płaza. -Jesteś taka piękna... Taka młoda...-mówi nie przestając głaskać mojej twarzy.-Spójrz mi w oczy. Drugą dłonią unosi mój podbródek. Patrzę w pokryte bielmem ślepia by po chwili zobaczyć moje właśnie. Sekundę później przed moimi oczyma staje ciemność. Oślepłam. Czuję jak potwór ściąga moje ubrania. Robi to delikatnie, jak kochanek, który rozbiera swoją ukochaną. Poddaję mu się, nie boję się i czuję, że to co się dzieje jest właściwe. Tak ma być. Stojąc naga czuję chłód, a śliskie dłonie przesuwają się po moich biodrach w górę. Jego palce podrażniają czułe brodawki moich piersi by chwilę później gładzić moje ramiona i szyję. Potwór ujmuje moją twarz i składa pocałunek. Nie reaguję gdy wpycha swój język w moje usta. To mój pierwszy.
Czuję jak słabnę, czuję jak brakuje mi sił by ustać na nogach. Stwór kładzie mnie na zimnym podłożu wyłożonym betonowymi płytami. Wszystkie odczucia stają się mgliste, nie potrafię wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
-Zabieram twoje życie i biorę je na swoje. Stanę się tobą.-słyszę mój głos. Ten sam, którego teraz nie potrafię z siebie wydać.
Znów mnie głaszcze. Tym razem dłoń jest inna, czuję ją jak moją. "To zabrało mi ciało. Przejęło je."-myślę chwilę przed tym gdy zostaje odebrane mi wszystko, chwilę przed tym gdy umieram.
