Wstęp (Bądź dzielna Katrino)

19.2K 931 134
                                        

Otworzyłam notatnik po raz ostatni, jakby jego kartki miały odpowiedzieć na moje rozterki. Historia, którą spisałam, była mi niezwykle bliska – legenda o planecie Arbae, gdzie cztery królestwa rządziły swoimi żywiołami: wodą, ogniem, ziemią i powietrzem. W dawnych czasach nasi przodkowie zdecydowali o podziale planety, rozdzielając jej moce pomiędzy cztery potężne rody. Pokój trwał długo, aż nadeszły chwile ciemnej wojny.

Ród Deriasów, władający ogniem, popadł w obłęd, zdradzając wieloletnią przysięgę. Dwóch braci, opętanych ciemnymi mocami, rzuciło świat Arbae w chaos. Królowie zebrali się w tajemnicy, wiedząc, że żadna z ich pojedynczych mocy nie zdoła pokonać nowego zagrożenia. Podjęli desperacką decyzję – połączyć dwa rody w nadziei, że wspólne dziecko będzie tak potężne, iż zdoła przywrócić równowagę. Tak narodził się pierwszy potomek rodu Aqunis, dziedzic mocy wody i ognia. Kiedy dorósł, stanął do walki z Deriasami i ich poplecznikami, zmuszając ich do odwrotu i ukrycia się w Mrocznym Lesie, który odtąd budził grozę w sercach wszystkich mieszkańców planety.

Jednakże zwycięstwo miało swoją cenę. Królowie przerazili się potęgą nowego maga, który wymykał się spod ich kontroli. W obawie przed jego mocą postanowili zabić go i zakazać jakiegokolwiek łączenia żywiołów. Tak oto zrodził się strach przed połączeniem mocy. Z tego względu zaczęto obawiać się dzieci wyglądających jak inny żywioł, którym władają. Zaczęto na te dzieci mówić skażone.

Westchnęłam ciężko, odkładając notatnik na bok. Włożyłam go do walizki, po czym szczelnie ją zamknęłam. To, co zapisałam, nie było tylko starą legendą – to była moja rzeczywistość. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Powinno wyglądać inaczej. Moje włosy, jasne jak promienie słońca, luźno opadały na ramiona. Moje błękitne oczy lśniły w sposób, który zawsze wydawał mi się nieco nadnaturalny. Były jak fale oceanu, głębokie i niespokojne. Moje usta – małe, różowe, wykrzywiły się w gorzkim uśmiechu.

Westchnęłam po raz kolejny tego dnia, czując na sobie ciężar nadchodzącej chwili. To był dzień, w którym musiałam pożegnać to, co znałam, i opuścić bezpieczne mury domu. Czekała na mnie Akademia, miejsce, gdzie różne żywioły miały się uczyć współistnienia. Miejsce, gdzie mogłam odnaleźć siebie – przynajmniej taką miałam nadzieję. Moja poprzednia szkoła była koszmarem. Każdy dzień tam przypominał mi, jak bardzo jestem odmienna. Byłam szykanowana, gnębiona, a wszystko dlatego, że zostałam... „skażona". Nie byłam wystarczająco silna, by oprzeć się chorobie, która mnie dopadła i wyróżniła spośród innych. Z powodu tej choroby przestałam być „czysta".

Za oknem rozległ się dźwięk pojazdu, wyrywając mnie z rozmyślań. Nadszedł czas. Czas, by opuścić to miejsce i ruszyć w stronę nieznanego. Może tam, daleko za granicą odnajdę, chociaż odrobinę szczęścia.

Spojrzałam jeszcze raz na pokój, w którym spędziłam tyle samotnych dni i nocy. Pożegnanie z tym miejscem było dziwnie bolesne, mimo że nie przyniosło mi wiele radości. Może to dlatego, że z każdą rysą na ścianie, każdą książką na półce, wiązało się wspomnienie – moje, nieidealne, ale moje.

Wyszłam na zewnątrz, gdzie czekał na mnie mój wujek Adam, jedyna rodzina, która mi pozostała. Uśmiechnęłam się do niego niepewnie i mocno go przytuliłam. Jego ciepło i spokój były jak plaster na moje rozedrgane nerwy.

– Bądź dzielna, Katrino – powiedział, głaszcząc mnie po plecach. – Jesteś mądra i niesamowicie zdolna. Pamiętaj o tym, niezależnie od tego, co powiedzą inni.

Słowa te były mi już dobrze znane. Wuj powtarzał je za każdym razem, kiedy widział, że moje serce zaczynało ciążyć od lęków. Ale mimo że mówił to z troską, nie mogłam pozbyć się wewnętrznej niepewności. Co, jeśli Akademia okaże się kolejnym miejscem pełnym złośliwości? Co, jeśli znowu stanę się ofiarą tych, którzy nie rozumieją, kim naprawdę jestem?

– Dziękuję ci za wszystko – szepnęłam, ledwo powstrzymując łzy. – Jak tylko dotrę na miejsce, wyślę ci wiadomość.

Adam pokiwał głową, a ja raz jeszcze spojrzałam na dom, próbując wchłonąć każdą jego cząstkę. Choć wiele razy marzyłam, by go opuścić, teraz kiedy nadszedł ten moment, czułam się dziwnie rozdarta.

Z walizką w ręku ruszyłam w stronę auta. Kiedy zajęłam miejsce, poczułam, jak świat wokół mnie zaczyna się zmieniać. Silnik zagrzmiał, a my powoli ruszyliśmy w drogę. Za szybą mijały mnie domy, szkoła, place zabaw – miejsca, które znałam od dziecka, teraz stawały się tylko cieniami przeszłości. Czułam, jak moje serce wali w piersi. To było nowe życie, nowa szansa. Ale czy naprawdę byłam na to gotowa?

Akademia ŻywiołówStories to obsess over. Discover now