Podmuch wiatru. Intensywnie zapachniało wiosną. A przecież nie powinno, bowiem wszędzie jeszcze zalegał śnieg. A jednak. Wiosna...
Diana pociągnęła nosem. Przynajmniej do jej oczu nie napływały już łzy. Mimo to wciąż czuła gniew. Bynajmniej nie bezpodstawnie.
Otuliła się szczelniej lnianym pledem i zaczęła układać sobie w głowie wszystko od początku.

-Długo jeszcze?
-Idę, idę, spokojnie - po tych słowach w drzwiach ukazała się dziewczęca postać w długiej, srzebrzystoszarej sukni, zwiewnej i delikatnej niczym mgła. A może to sama dziewczyna była mgłą? Złudzeniem?
-I jak? - zapytała z wahaniem w głosie.
Fynn dopiero po chwili otrząsnął się z niemałego zdumienia.
-No, no... Co jak co, ale trzeba przyznać, że elfki nawet z najbrzydszego kaczątka potrafią zrobić łabędzia - odpowiedział zgryźliwie, wciąż jednak nie mogąc wyjść z podziwu.
-Zawsze musisz być taki wredny?
-Wolałabyś, żebym przyklęknął i złożył Ci hołd, o, jaśnie pani? Przyszła królowo Floridii? - Fynn podszedł bliżej z zamiarem pokłonienia się. Dziewczyna jednak powstrzymała go, chwytając mocno za ramię. Nie był to delikatny chwyt damy wychowanej na dworskich salonach, było w nim zbyt dużo siły nawet jak na jakąkolwiek inną kobietę.
-Nie wygłupiaj się. Nie mamy na to czasu - rzekła zniecierpliwiona, patrząc mu z powagą w złote oczy. Takie same, jakie zawsze widywała w swoim odbiciu w lustrze.
-Dobrze już, dobrze - odparł z rozbawieniem i odtrącił jej, wciąż zaciśniętą na swoim ramieniu, dłoń. Ramię bolało dość dotkliwie, udał jednak, że nic nie czuje. Wyciągnął drugą rękę w stronę dziewczyny i delikatnie ujął jej czarnego, utkanego srebrnymi drobinkami, misternie zaplecionego warkocza.
-Gdy Talrad cię zobaczy, to z pewnością oszaleje i...
-I co? - zapytała rozbawiona nagłą zmianą tonu Fynna.
-Mogę się założyć, że mu stanie na twój widok - odparł, szczerząc się zawadiacko.
- Ale ty jesteś bezczelny, Fynn... I chyba dawno nie miałeś żadnej kobiety, skoro takie głupoty przychodzą ci do tego zakutego łba - spojrzała na niego ze złością i skrzyżowała ręce na piersi.
-Myślałem, że takiego właśnie mnie lubisz - odrzekł obojętnie, puszczając równocześnie jej warkocza.
-Ja po prostu nie mam wyjścia. Bracie.

Once upon a timeOù les histoires vivent. Découvrez maintenant