Po udanych zawodach w Zakopanym wieczorem koło 22 udaliśmy się jak co roku do klubu. "Bo tradycji musi stać się zadość" mawiał Hilde. Można powiedzieć, że impreza to był nasz coroczny rytuał. W niedzielę wieczorem odstawieni, wykąpani i wyperfumowani ruszaliśmy na podbój zimowej stolicy Polski.
Nie będę nikomu kłamał, że uwielbiamy się zabawić, a jak wiadomo po pewnym magicznym trunku każdy staje się odważniejszy. Dlatego po wypiciu alkoholu, będąc w stanie upojenia, wskakiwaliśmy na parkiet i szaleliśmy do różnych piosenek. Te zabawy są dosyć popularne wśród kibiców, dlatego w klubie, a szczególnie na parkiecie było dosyć ciasno. Nie brakowało również dziewczyn chętnych do zabawy, w szczególności pełno było tych, które pragnęły zostać naszymi "dziewczynami". Wielu z nas potrafi wykorzystać to w okropny sposób: taniec, gadka szmatka, a później odrzucenie i poszukiwanie następnej zdobyczy. W naszym składzie jest nie jeden taki casanowa, dlatego zawsze dziwie się, że jeszcze nie było skandalu z naszym udziałem. Dzisiaj, oczywiście nie brakowało nam adoratorek, szczególnie po wczorajszym dobrym występie drużynowym. Dziewczyny same przychodziły i prosiły nas do tańca, tak że nawet nie zwróciłem jakiejś większej uwagi, gdy w naszej loży usiadła pewna brunetka.
- Mogę tutaj?-zapytała-W innych lożach jacyś sami napaleńcy, wolę trzymać się od nich z daleka.
- Pewnie, korzystaj zanim wrócą moi koledzy. Ale ostrzegam, nie będę cię przed nimi bronić. - odpowiedziałem.
Spojrzałem na nią, a ona cicho się zaśmiała, nie wiem czy naprawdę ją rozbawiłem, czy raczej zrobiła to z grzeczności. Mimo wszystko połechtało to moje ego i zrobiłem się bardziej odważny, po chwili zapytałem bez zastanowienia:
- Sama jesteś?
- Hmm zależy w jakim sensie pytasz i po co Ci ta informacja?-zaśmiała się -Ale tak, jestem sama w klubie.- dodała spuszczając głowę.
- Nie bałaś się bez towarzystwa? Przecież sama mówiłaś, że pełno tu napaleńców.
- Haha, jasne. Poza tym przyszłam tutaj spotkać swoją miłość życia.
-Miłość życia?- zapytałem zaciekawiony.
-No tak, słyszałam, że dzisiaj ma się odbyć tutaj after party, po cichu liczę na jakiegoś skoczka. -powiedziała całkiem poważnie.
Popatrzyłem na nią, aby upewnić się czy naprawdę to powiedziała, a ona tylko delikatnie się do mnie uśmiechała. Nie poznaje mnie? Przecież jeszcze wczoraj zająłem z chłopakami drugie miejsce w drużynówce.
-*chrząknąłem*
-Co jest? Czemu chrząkasz? Widzisz jakiegoś skoczka?- zaczęła się energicznie rozglądać na wszystkie strony. Wyglądała dosyć zabawnie, jak piesek biegający za swoim ogonem.
-Tak, jakbyś nie wiedziała to od paru minut siedzisz w loży norweskiego teamu, a na dodatek od jakiś 3 minut rozmawiasz z jednym członkiem tej drużyny.-zakomunikowałem z dumą.
-*spojrzała na mnie uważnie i ściągnęła brwi jakby mocno się nad czymś zastanawiała* Ale kto jest tym znanym skoczkiem, bo nie rozumiem?-zapytała.
Nic nie powiedziałem, jedynie czarująco się uśmiechając ukłoniłem się dziewczynie.
- Ty niby? Jakoś nie kojarzę Cię z telewizji.-powiedziała prychając.
- Tak, Anders Fannemel we własnej osobie.
- I tak nie kojarzę. Ale niech Ci będzie. Z braku laku i taki, hmmm jak Ci było? Flannemel wystarczy.
YOU ARE READING
Just give me one dance tonight. /Fannemel
Romance"(...) Popatrzyła na mnie, lekko się uśmiechnęła i dodała: - Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam. W ramach przeprosin stawiam trzy kolejki i lecimy w tango. A te trzy kolejki są konieczne, gdyż nie umiem tańczyć i potrzebuję sporo na odwagę. -Widzę...
